Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Lokomotywa

Lokomotywa

16 August 2010

Ile razy pisałam tutaj te same zdania? Ile razy zamykałam w słowa te same uczucia? Moje życie, choć pędzi przed siebie dorzucając mi coraz to nowych zajęć, jest mocno monotonne. Tydzień za tygodniem wpasowuję się w zmiany pogody, pory roku, mijające święta.

W ciągłej podróży, jaką jest moje życie, mijam ciągle podobne stacje - niewielkie perony z drewnianymi kolumienkami, pustymi poczekalniami, zaspanego drużnika. Pojedynczy pasażerowie wsiadają, jadą kilka stacji i wysiadają, nie pozostawiając śladu. Ci, którzy ślad zostawią, podróżują ze mną od dawna.

Mam cały czas te same marzenia, wzruszają mnie te same piosenki, nadal wielbię tych samych pisarzy. Pociąg pędzi, ale nie posuwa się na przód. Wyglądam przez okno, łapię wiatr we włosy, a potem znów wracam do tego samego przedziału.

Niezmienne krajobrazy, cykliczne pory roku, letnie deszcze, jesienne mgły, śniegi rozświetlone słońcem, wiosenna zieleń. Stojąc w tym samym miejscu, pędzę przez czas.

Wczoraj bezbarwnym lakierem pomalowałam paznokcie. Poczułam się wyjątkowa.

Żałosne?

Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!...

Komentarze - Pada deszcz

Pada deszcz

03 August 2010

Nad Szczecinem płacze deszcz. Mokną brzozy i bambusopodobne zarośla przed domem. Dachy domów za torami są bardziej bure niż zwykle. Powietrze pachnie deszczem.

Piję kawę, mocną, sypaną, przypominającą mi czasy, gdy to ojciec parzył ją dla mnie i dla siebie. Teraz trzymam ją w domu specjalnie dla niego.

Lubię takie dni. Szare, ciche, z kroplami deszczu i bulgotaniem rynny. Idę na pocztę, nadaję paczkę i wracam w zielonej kurtce, którą dostałam od Mrozia. Deszcz mam na policzkach, na czole, skapuje z grzywki na podłogę. Otrząsam kurtkę, głaszczę Avę i zapadam się w książkę, owijając stopy mięciutkim kocem.

Dziś jestem tylko dla siebie. Dziś nie ma mnie dla nikogo.

Pada, pada deszcz...

Komentarze - Tytuły wyleciały mi z głowy

Tytuły wyleciały mi z głowy

28 July 2010

Tytuły wyleciały mi z głowy. Poza kuchnią mało twórcza się stałam. Może to brak słów, które wypełniałyby mi głowę szeptami, nieobecność wierszy, które przez długi czas były integralna częścią mojego życia, a może po prostu lenistwo.

Kiedyś czytałam setki książek w ciągu roku, Poświatowską znałam na pamięć, ze Słonimskim byłam na bakier, ale przynajmniej miałam o nim zdanie, kochałam mickiewiczowskie Dziady. I uwielbiałam Wiedźmina.

Teraz nie trawię faceta.

Samotny Pratchett nawet wałkowany bez końca nie jest w stanie wypełnić serca i zmusić myśli do płynięcia strumieniem. Zwłaszcza, że w oryginale powoduje w mojej głowie tylko chaos. Składam myśli po angielsku, lecz mówię po polsku, zupełny misz-masz i niedokształcenie.

Prawie ciągle jestem zmęczona. 

Komentarze - ...

...

26 July 2010

Bankrutujemy po cichu, a ja desperacko ściubię pieniądze skąd się da. Marzenia są wspaniałe i cudownie jest je spełniać, ale przedwczesne ich spełnianie bywa ryzykowne. No cóż, czasem spontaniczne akcje są nam potrzebne, by dobitniej wskazać, jak ważne jest planowanie.

Słońce i piękna pogoda wyjątkowo nie robią na mnie wrażenia, siedzę w domu w piżamie lub w samej bieliźnie, piję litry wody i cieszę się spokojem. Nigdy nie przypuszczałam, że polubię lato w mieście. Jadam bób z boczkiem. Domową pizzę. Serniki na zimno i arbuza ściekającego po palcach. Wieczorami długo stoję pod chłodnym prysznicem. Włosy myję szamponem za 4 zł z pokrzywą i miętą.

Gdy robi się chłodniej smażę dżemy. Dryluję czereśnie, mieszam, zamykam w słoikach zapach słońca. Pracuję rankami, a potem oglądam McLeod's Daughters, rozchichotaną Tess i wyważoną Claire. Psocę się Avie i bawię aparatem fotograficznym. Dostaję samolotowej fobii...

Już nie pamiętam, kiedy moje lato było takie leniwe i pogodne.


W wolnych chwilach piszę testament.

Komentarze - I już lipiec

I już lipiec

15 July 2010

Lipiec w tym roku zamęcza nas falą upałów. Tak długo i niecierpliwie wyczekiwane słońce wpierw wysłodziło truskawki, by zaraz potem wysuszyć trawę i pokryć liście kurzem. Powietrze wisi nad Szczecinem nieruchome i ciężkie, nawet ptaki nie mają sił na śpiewanie.

Duszno, gorąco, od sąsiadów śmierdzi papierosami. Obrzydliwie.

Przez kilka dni mieszkałam gdzie indziej. Takie zupełnie inne życie, z psem zamiast kota. Z przespanymi nocami, kuchenką gazową i wanną, z porannymi i wieczornymi spacerami po osiedlowych uliczkach.

Świat pożyczony na trochę. Podobał mi się.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228, 229, 230, 231, 232, 233, 234,

Strona 72 z 234

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.