Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Still and unchangeable

Still and unchangeable

20 January 2006

Się zmachałam. Styrałam, rzekłabym nawet, jak ten koń. Negatywne emocje przetworzyłam na wściekłość, wściekłość w zacięcie, zacięcie w power. Jejku jej, cudowny pump... W tych niebieskich oczach mogłabym się topić codzień. Te szybkie uśmiechy dodałyby mi sił nawet na dnie rozpaczy. Te krótkie chwile, takie jak ta dziś... są jak skarb, którym nie da się podzielić z nikim więcej. Krótkie momenty, gdy dobrowolnie, na moment, odsuwa zasłonę i wsuwa się w mój świat. I zanim zdążę zareagować, znów cofa się za ustaloną granicę. A koło mnie znów tak bardzo, bardzo pusto... Nie wiem, czy ktoś spoza potrafi to zrozumieć. Nie wiem, czy ja rozumiem. Ale nie oddałabym tych chwil za żadne skarby świata.
Komentarze - powolutku tym walcem, żeby sobie cierpieli

powolutku tym walcem, żeby sobie cierpieli

20 January 2006

Był kiedyś taki żart: Pani w szkole: Jasiu, przyprowadź tatę! Jasiu: Tata nie żyje, przejechał go walec. Pani: No to mamę! Jasiu: Mamę też przejechał walec. Pani: To przyprowadź dziadka. Jasiu: Przejechał go walec. Pani: No to babcię! Jasiu: Babcię też przejechał walec... Zmartwiona Pani: Biedny Jasiu, to co Ty teraz dziecko będziesz robił? Jasiu: Dalej będę walcem jeździł! Weszłam do łazienki i odkryłam, że babcia wczoraj prała, wyłączyła pralkę w połowie prania i zostawiła w niej mokre rzeczy. Dziś radośnie stwierdziła, że się je tylko przepłucze i będzie ok. Smród po otwarciu pralki mnie powalił. Pół biedy, gdyby prała swoje - zaczynam mieć totalną znieczulicę na to, co się wiąże z dziadkami, ale w swej ogromnej łaskawości wyprała też ubrania moje i Mrozia. Nie wiem, jak unicestwię ten zapach, w każdym razie piorę od nowa. Chora jestem na ten dom. Otwieram oczy i zanim zdążę się na dobre obudzić, już rzucam kurwami pod nosem. Nienawidzę do niego wracać, mam ochotę zamknąć się w pokoju i udawać, że mnie nie ma. A jak zwracam uwagę, że coś śmierdzi w lodówce, że po smażeniu, mogliby okno w kuchni otworzyć, że woda się zaczyna lać spod kibla i trzeba przypomnieć Krzyśkowi, żeby uszczelnił, to się dowiaduję, że zrzęda jestem. Jak nie zwracam uwagi tylko to robię za nich, to też jest źle. Bo coś tam wyrzuciłam, bo zimno, bo Krzysio się nie wyspał. Zaczynam wpadać w depresję. Będę stąd spierdalać ze śpiewem na ustach!
Komentarze - AFES v.2

AFES v.2

18 January 2006

Żeby nie było, że ja tylko marudzę ostatnio. W przerwach ciężko pracuję! -> zobacz
Komentarze - Orryyyaaaa!

Orryyyaaaa!

16 January 2006

Wow. Dzisiejsze Hi/Lo to był majstersztyk, było po prostu boskie. Fruwałam tam sobie ze wszystkimi i lamiłam nieprzeciętnie, ale dla takiego czegoś warto żyć. To za takie zajęcia właśnie Boska Kobieta jest Boską Kobietą. Za takie Hi/Lo i taki pump jak w piątek. Za te emocje, za tę radość, ten śmiech i za to, że wracam zmęczona, ale mogłabym góry przenosić i usta mi się nie zamykają od opowiadania, co było. Pomiędzy plątaniną kroków nie było miejsca na pracę, stres i tą wszechogarniającą złość. Ruch jako terapia, jako zapomnienie i wyzwolenie. A pomiędzy tym wszystkim roześmiane oczy Boskiej Kobiety. I może nigdy już nie osiągnę stanu tego zauroczenia, co dawniej - nawet największy ogień z czasem przygasa. I może nie mogę nawet marzyć o byciu dla niej kimś więcej, niż lepiej znaną klientką klubu, bo nie można ludziom narzucić na siłę przyjaźni. Nie ważne. Ważne, że dziś śmiałyśmy się do siebie w pędzie kroków i obie przez chwilę byłyśmy w tym samym świecie. Może nawet przez moment czułyśmy tę samą radość. W rytmie kroków - Ty Bo nie istnieje nic, proszę, uwierz mi, nie ma nic... ni smutku, ni gniewu czy łzy gdy w żyłach, gdy w sercu i w głowie, gdy w całej mojej osobie króluje rytm... Obiecam Ci, że gwiazd tysiące może do stóp Ci lec, i zachodzące słońce, żarem wypełni Ci krew... wystarczy chcieć A jeśli kiedyś zapomnisz lub zgubisz sens pamiętaj to, że nie ma nic zaufaj mi... bo nie ma nic kiedy jest rytm i kiedy w rytmie istniejesz Ty...
Komentarze - Let's feel lonely

Let's feel lonely

16 January 2006

Chciałam tu coś napisać dziko radosnego, pełnego werwy i uśmiechów tak wielkich, że aż proszących się o emoty. Chciałam napisać o ostatnim pumpie, który jeszcze czuję w naramiennych i o tym, że musiałam spaść na samo dno, żeby znów mieć motywację do wspinania na szczyt. I o tym, że kocham kolor pomarańczowy. Nic z tego. Znów będzie marudzenie. Przez ostatni tydzień zapierdalam jak mały motorek nad AFES-em. Wizja doktoratu powoduje u mnie dreszcze strachu. Nienawidzę miejsca, w którym mieszkam i coraz bardziej ludzi, z którymi dzielę tę przestrzeń. Nienawidzę ich starości, nawyków, fanaberii, bezmyślności i pierdolenia ciągle o tym samym. Wstydzę się tego, że mnie tak wkurzają. I jest mi głupio z tego powodu. Przeraża mnie mój wiek, to, że czuję się stara, nieatrakcyjna, zmęczona. To, że mam coraz mniej znajomych i w sumie coraz mniejszą potrzebę kontaktów. To, że najchętniej rzuciłaby to wszystko i zwiała gdzieś w świat (obecnie obstawiam południową część Afryki) i to, że mam za mało odwagi, żeby się na to zdobyć. Przykro mi, że Mroziu traktuje mnie coraz bardziej jak kumpla, a coraz mniej jak swoją kobietę. I że przez ostatni miesiąc egzystujemy nie razem ale obok siebie. I jeszcze że przez ten cholerny doktorat nie mogę zaszyć się w górach albo Activie i udawać, że problemu nie ma. Fatalnie zaczęłam ten rok.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 111 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.