Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Menu

Menu

07 August 2005

Jakoś nie mogę dojść do siebie po tym Egipcie. Już pomijam zupełną i kompletną niechęć do robienia czegokolwiek i chodzenie spać o 20. Te objawy na pewno wskazują na to, że jest źle, ale jest coś, co wskazuje, że jest znacznie gorzej. Wczoraj wybraliśmy się z Mroziem do ulubionej knajpy na ulubione żarcie i... mi nie smakowało! Do tego oboje zostawiliśmy po połowie porcji, bo jedzenie nas zmęczyło. I tak jest od powrotu. Nic mi nie smakuje. Po oblizaniu łyżeczki po Danio jest mi niedobrze, bułki czosnkowe są ohydne, Twistery smakują jakoś nijako. Nie mam ochoty na czekoladę. NA CZEKOLADĘ! Oni mi w tym Egipcie wyprali kubki smakowe! A zjadłabym sobie ryż... taki z zielonym groszkiem i curry. A do tego makaron z mocno doprawionymi klopsikami... I jeszcze te rewelacyjne warzywka na parze... I popiła herbatką z hibiskusa na zimno. Mniam. Tragedia, proszę Państwa, tragedia!
Komentarze - Mój dom jest tu

Mój dom jest tu

04 August 2005

Wiecie, co robię? Nigdy byście się nie domyślili. Wcinam pierogi z jagodami podetknięte mi pod nos przez babcię i jestem w siódmym niebie. Mmmm, pycha. Jeszcze wczoraj 40 stopni i błękitna woda w basenie, a dziś... jakbym nigdy nie wyjeżdżała. Kocham takie wyjazdy i kocham powroty. Mimo że wiem, iż za kilka dni znów zatęsknię do nowych miejsc, potraw, zapachów. Ale to bardzo ważne, wiedzieć dokąd się przynależy, znać swoje miejsce. Wtedy można włóczyć się po uliczkach Paryża, siedzieć na ławce w ogrodach Daliego w Barcelonie, oglądać wschód słońca nad jeziorem w Finger Falls, wpatrywać się w gwiazdy nad Nilem i szeptać: "Mój dom jest tam". Za każdym razem, gdy po długiej nieobecności otwieram drzwi i czuję zapach domu, gdy wtulam się w stęsknione futerko Pysi, ogarnia mnie spokój i szczęście. I przez te parę chwil nie chcę być nigdzie indziej. Czasem zatrzymuję to uczucie na tydzień, czasem się udaje na dwa... A potem Kenia, Tybet, Indie, Australia... miliony krajobrazów, które trzeba poznać, tysiące potraw, których trzeba spróbować, setki ścieżek do przebycia. Cały ogromny świat i tylko jedno życie, by wszystko zobaczyć.
Komentarze -

20 July 2005

Aaa... A! Aaaaa.... Za trzy godziny jadę! O-my-god, o-my-god, na Ozyrysa i na Apisa, a ten cholerny gaz nadal się nie chce zapalić!
++ NIENAWIDZĘ STARYCH BUDYNKÓW ++ + NIENAWIDZĘ STARYCH MIESZKAŃ +

Wrrrr... Wrr, wrr. Pyśka prasuje nasze materiały szkoleniowe. Wygląda to w ten sposób, że co jakieś pół godziny zasuwa po nich w kółeczko i wali się na drugi bok. Nie wiem, co da się z tego odzyskać. Mroziu panikuje. Chodzi i marudzi - a to kąpiel, a to roaming, a to on nie, nie do cholery, w żadnym wypadku i kategorycznie nie odkurzy. Słowo ZARAZ pada z szybkością pocisków z karabinu. O, coś szumi... Czyżby... o yaaa..... I po co to, po co? Pysia i tak uwije gniazdko z torebek foliowych i długopisów...

++ BOILER SIĘ ZEPSUŁ NA AMEN ++ + WOOOSHA +

W samolocie będą siedziały śmierdziele dwa - Mroziu i ja. Pogoda w Szczecinie osiąga dół. A ja już jutro przywitam słońce. Rozświetli mi twarz i we włosy powplata jaśniejsze kosmyki. Czy ja muszę tłumaczyć, że mam wariacki humor?

Komentarze - Incomplete

Incomplete

19 July 2005

Ta notka jest pisana dla pieniędzy. Żartuję. Fajnie by było, gdyby ktoś mi za te wyn(at)urzenia płacił, ale obawiam się, że są za mało kontrowersyjne lub choćby tematyczne. Ta notka jest pisana dla mnie. Dla takiej jednej, której się nie chce dorastać. Która patrzy na zdjęcie "na Chińczyka" i uśmiecha się głupio. Którą przechodzą dreszcze od całowania po szyi i która boi się nurkować, choć uwielbia latać. Dla mnie, pokręconego stworzenia, które nagle pokochało kolor pomarańczowy i mogłoby zatonąć w iskrach pewnych oczu. I które tańczy, chociaż nie umie i uśmiecha się całą sobą. Słucham "Incomplete" i czuję się... niekompletna. Tak właśnie. Coś tam sobie nuci w środku, co nie do końca należy do mnie. Ale niech tam. Z rozpędu do kompletowania świata o mało nie przygarnęłam pieska. Taka mała, bojowa kulka po prostu rozłożyła mnie na łopatki słodyczą. Pyśka przechodząca gwałtownie ze stanu zaspanej kotowatości do stanu nastroszonej szczoty ryżowej przywołała mnie do porządku. No tak, sama nie jestem. Brzydko z mojej strony, egoistycznie, że aż "A fe!". Dziękuję samej sobie za notkę. Dobra robota, aż się wzruszyłam. W rozczulaniu nad sobą jestem mistrzynią. "I’ve tried to go on like I never knew you I’m awake but my world is half asleep (...) But without you all I'm going to be is INCOMPLETE Backstreet Boys: Incomplete"
Komentarze - Bogini

Bogini

18 July 2005

Auu, auu, auuu!! Mam zakwasy. A po dzisiejszym PUMPie będę miała jeszcze większe. Jupika ja jej, auuuu. Bicepsy znów mi się napompowały, a na ramionach widać ścięgna, czy coś... Jak mi jutro żyły powychodzą to sobie chyba aż zdjęcie strzelę. I będę się wielbiła potem i wznosiła sama do siebie bałwochwalcze pienia. Tak, jestem próżna, wiem, i kocham swój biceps. I jeszcze brzuch, który od przypadku do przypadku bywa płaski. Zastanawiam się, czy nie powtórzyć Weidera, tak porządnie teraz, full hardcorowo. Tylko że jakoś nie bardzo mi się chce, pozostają ABSy po powrocie. Hmm... po powrocie... jak zwykle dałam się wrobić, bo ja przy Niej przestaję myśleć. Albo przejmuję Jej styl widzenia. Nie ważne w sumie. Tyle, że się zadeklarowałam, że w sierpniu pójdę na całość po kilka godzin dziennie. Chciałabym wreszcie znaleźć ten czas na siłownię i dojść do dużego na biceps, i jeszcze przypomnieć sobie, jak się robi obroty. Bo na razie to po jednym cały świat wiruje. Za długa przerwa. Tylko boję się, że życie znów oleje moje postanowienia i postawi mnie przed faktami dokonanymi. I znów zacznie się kierat ze stronami, doktoratem, publikacjami... Klon by mi się przydał. Albo trzy, co się będę rozdrabniała. Wiem, dziś monotematycznie. Ale nie chce mi się pisać o tym, że jutro się pokłócę z matką. Ani o tym, że mój facet to pijak wożący drewno do lasu. Ani nawet o tym, że tę kretynkę od salsy należałoby rozszarpać na kawałki. Mnie dziś jest dobrze - z tymi zakwasami, napompowanymi bicepsami i tymi kroplami potu, które kapały mi z rzęs na stepie. A teraz dwa tygodnie nieróbstwa. To też kocham. O yeee!!!

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228, 229, 230, 231,

Strona 133 z 231

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.