Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Po Tęczowym Moście znowu idzie kot...

Po Tęczowym Moście znowu idzie kot...

05 July 2012

Maciek

Zapłacz
kiedy odejdzie,
jeśli Cię serce zaboli,
że to o wiele za wcześnie
choć może i z Bożej woli.

Zapłacz
bo dla płaczących
Niebo bywa łaskawsze
lecz niech uwierzą wierzący,
że on nie odszedł na zawsze .

Zapłacz
kiedy odejdzie,
uroń łzę jedną i drugą,
i – przestań
nim słońce wzejdzie,
bo on nie odszedł na długo.

Potem
rozglądnij się wkoło
ale nie w górę
patrz nisko
i - może wystarczy zawołać,
on może być już tu blisko...
................

A jeśli ktoś mi zarzuci
że świat widzę w krzywym lusterku
to ja powtórzę:
on wróci.
Choć może w innym futerku...


On wróci, Franciszek Klimek

Komentarze - I tylko ciemność mruczy niczym dymny kot

I tylko ciemność mruczy niczym dymny kot

01 July 2012

Przeszłość dopada w najmniej oczekiwanych momentach.

Jestem najmniej odpowiednią osobą do ratowania Maćka, kota Babci. W takich chwila to, co przeszłam wraca. Nabyta wiedza nie pomaga - połączona z uczuciami po Pyśce i Kasi sprawia, że wpadam w panikę. Drżą mi ręce, nie mogę oddychać. Stoję na klatce schodowej z kontenerem w dłoni i cała się trzęsę. "Tylko nie znowu, nie znowu, nie już."

Moja rodzina taka jest. Gdy pojawia się problem, albo go omijają, albo zrzucają na innych. Znajdują miliony wymówek, by wmówić samym sobie, że to nie ich sprawa lub nie ich wina. Że to świat jest wstrętny, bo zwala na nich same problemy. Nie jestem taka, nie będę taka, dlatego stoję na tych schodach z chorym kotem i próbuję zapanować nad sobą.

Świat się na nich nie uwziął, po prostu taki jest. Nie są jedynymi stojącymi przed problemem opieki nad Babcią, stresem w pracy czy chorobą. Tylko oni nie stawiają temu czoła, odkładają rozwiązania na później, tłumacząc sobie, że "nie, bo...". Nie próbują zrozumieć lub działać, zanim sytuacja nie postawi ich pod ścianą. A wtedy przeważnie jest jak z tym kotem - zbyt późno. A wystarczyło nie czekać, aż wrócę z urlopu, tylko samemu zabrać go do weta.

Później zaś żyją w poczuciu winy, rozczarowania i rozżalenia. Najczęściej obwiniają innych. Chowają te swoje urazy i pretensje, nie rozmawiają o problemach, ukrywają się w morzu niedopowiedzeń. I każdy żal się nasila, każda pretensja robi większa podsycana własnymi wyobrażeniami o swoim cierpiętnictwie w imię dobra innych.

Odkąd pamiętam pracuję nad tym, żeby nie być taka jak oni. Żeby ponosić odpowiedzialność, przewidywać i zapobiegać, rozumieć, co robię źle i uczyć się na błędach. Nie okłamywać samej siebie, rozmawiać o problemach i uczuciach. Nie pobłażać sobie - nigdy - i kontrolować swoje słabości na każdym kroku. Aż je rozpracuję, rozłożę na czynniki pierwsze i sprawię, że przestaną być słabościami.

I dlatego jutro znów wpakuję tego biednego, spisanego już przez Babcię na straty kociaka w transporter i pojadę z nim na zastrzyki. I będę tam stała, uśmiechała się i udawała, że wszystko jest ok. A że ciemność w sercu? Przecież znam tę ciemność, znam od lat.

Do oddychania też się można zmusić.

Komentarze - Pradawni Bogowie dali znak...

Pradawni Bogowie dali znak...

27 June 2012

Pradawni Bogowie dali znak i kazali jechać na wakacje. Po długich dysputach przy winie ustaliliśmy, że nie chce nam się w tym roku zwiedzać i podróżować. Za dużo tego wszystkiego było ostatnio: zmartwień, kłopotów, nerwów. Tm razem chcieliśmy po prostu wypocząć - nasz wybór padł więc na Turcję.

Wróciliśmy dziś po południu. Plan, polegający na nic-nie-robieniu-i-byczeniu zrealizowaliśmy w 100%. Nie robiliśmy absolutnie nic, nie zwiedzaliśmy, nie szukaliśmy pamiątek, nie myśleliśmy. Przez tydzień nasze życie sprowadzało się do leżenia na leżakach pod parasolami, pływania w basenie, jedzenia i sączenia drinków. Ambitny plan, by zwiedzić Side przegrał z równie ambitnym planem, by dla odmiany poopalać drugi bok. 

I sama zastanawiam się, czy to nie będzie zaskakujące, jeśli napiszę, że to był chyba mój najlepszy urlop. Chiny, Egipt, Istambuł... wspomnienia blakną pod dominującym uczuciem, że nie ma nic piękniejszego niż wielki, vipowski basen, wygodny leżak i kelner przynoszący kieliszek wody z lodem i cytryną.

Odpoczęłam tam.

Komentarze - Mam trochę luzu...

Mam trochę luzu...

09 June 2012

Jak następnym razem będę miała ochotę napisać, że mam, cytuję "trochę luzu", to się ugryzę w język. Dwudziestego wyjeżdżam, tymczasem do zrobienia mam:

  • przeróbki na BIO-SPA
  • przeróbki na mebled.pl
  • przeróbki dla Gryfitów
  • grafikę z pocięciem do strony kancelarii adwokackiej (na cito)
  • nową stronę dla restauracji (po powrocie)
  • 6-8 syllabusów na uczelnię (na cito)
  • nowe specjalności na uczelnię (na cito)
  • obrony prac inżynierskich

To tyle w pracy, a do tego:

  • niespodzianka dla Taty na Dzień Taty (tak, strona, a jakże)
  • wybór czegoś do opalania dla Mrozia (jara się chłop strasznie)
  • powinnam skrócić zasłonki (po powrocie)

A jeszcze niedawno miałam "trochę luzu". BTW lipiec wcale nie zapowiada się na luźniejszy (siostrzyczko, pamiętam).

Komentarze - ...

...

31 May 2012

Znów zabiegana. Terminarz aż huczy i nie wiem, czy cieszyć się, czy wpadać w panikę. Tym razem to chyba lepiej, nie mam czasu na czarne myśli, na lęk przed przyszłością, na wyimaginowane rozterki. Gnam przed siebie i jakoś jest, dni mijają, brak czasu oszczędził mi nawet zgryzu z brakiem pieniędzy. Koniec miesiąca i znów pensja na koncie, jakoś przeżyłam te dwa tygodnie bez mamony.

Po ostatnich tygodniach przestałam kłamać, że będzie dobrze. Będzie jak jest - często kompletnie do dupy, ale też czasem całkiem na odwrót. Life happens. Nie mam celu, nie mam drogi, ani pomysłu, dokąd zmierzam. Po prostu jestem. Jakiś cel kiedyś się pojawi, nie ma pośpiechu.

Na razie w ogólnym zabieganiu niczym skarby kolekcjonuję te krótkie momenty, gdy mam czas dla Avy. Obie cieszymy się tymi chwilami. Z kotami bywa prosto, ale nie z nią. Ona też ma swoje sprawy, swoje zainteresowania i przyzwyczajenia. Wspólne momenty to konsensus pomiędzy nią a mną. To bardzo partnerski związek.

Właściwie, tylko czasem, zastanawiam się, czy nie jest tak, że na płaszczyźnie duchowej została mi już tylko ona. H. opuszcza mnie po kawałeczku, uwikłana we własne koszmary, a Mroziu po prostu jest. Nie mówię, to ważne, ale niekiedy nie wystarcza. Czasem potrzeba kogoś bliżej, kto wejdzie w niedobre sny z butami i powie: Obudź się! Kto położy się obok i mruknie porozumiewawczo, że rozumie i jest git.

A reszta zależy już tylko ode mnie. Na razie nie decyduję. Życie przeważnie samo się jakoś układa i na to też przyjdzie czas.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 50 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.