Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Do Mitsu

Do Mitsu

16 March 2006

Nie wiem, co to jest... Ale to takie głupie, gdy nagle nie ma złości, jest tylko bycie miłym. Idziesz i stwierdzasz: ja kocham ten świat, chcę coś dla niego zrobić. Głupie, głupie. Uśmiechasz się, wciąż się uśmiechasz - do ludzi, drzew, ptaków, a w środku rodzi się niepokój - bo najpierw jest zadowolenie, a potem strach - przed uwiązaniem, rutyną, pogodzeniem. Bez złości nie ma napędu do zmiany. Zamykam się? Nie, ja się nie zamykam. Ja jestem tak otwarta, że granic nie mam. Rozmawiam z ludźmi w tramwajach, na uczelni, w Internecie i w sklepie. Ale to męczy. I nagle człowiek zastanawia się, czy nie wyeliminować ze swojego życia wszystkich, prócz ludzi naprawdę inteligentnych. Ale wtedy zostaje mu bardzo małe grono. Zauważ, że nie wspominam o cechach charakteru - inteligentnego skurwiela można znieść, ale nie ma nic gorszego od skurwiela idioty. Zostaje więc praca i chęć spokoju. I sztuczne napędzanie złości, żeby iść do przodu. Bo to nic innego, bo w środku to mi to wszystko wisi jak dawniej. Dorosłość? Raczej zmęczenie bezsiłą. Nie bój się - nie grozi mi zostanie naszymi rodzicami. Ta wizja jest tak przerażająca, że zawsze wywoła odrzucenie. Może nawet nie rodzicami, a raczej mamą. Bo mów co chcesz o tacie, ale on się realizuje w jakiś sposób, próbuje różnych rzeczy. Jemu nie jest łatwo, bo sporo przeszedł, ale się nie oglada i nie żałuje. To ważne. To tylko ona sama oplątała swoje skrzydła strachem. W przeciwieństwie do nich, ja mam cel. Marzenie. Ty też nie zapomnij o swoim. I będzie dobrze, siostra, będzie ok.
Komentarze - Dwójka w googlach

Dwójka w googlach

15 March 2006

Kolejny rok za mną. Mam straszne niezgranie czasowe: - tort, którego nikt nie zje, bo do soboty nikt się nie zjawi, a mnie w weekend nie ma, - film, którego nie obejrzę, bo jest na głupie godziny, w których mój mężczyzna albo pracuje albo spala tłuszcz na rowerach, - wyjazd - który mi jest wybitnie nie na rękę, bo wolałabym nadgonić zaległości i z którego będę na łeb na szyję wracała, żeby tylko zdąrzyć na zajęcia ze studentami. A do tego wszystkiego niesmak po wczorajszym dniu, w którym to na zebraniu katedry oglądałam lekcję poglądową pt. "Jak się gnoi człowieka". Ohyda. I to milczące przyzwolenie reszty, te spuszczone oczy, ten strach. Nie rozumiem, jak można tak się bać? Czego się tu bać? To nie są doktoranci, to są dorośli ludzie z wyrobioną pozycją zawodową, często wyższą niż Rust. A nie zrobili nic - siedzieli i patrzyli jak wyżywa się na ich koleżance, której jeszcze dzień wcześniej przyznawali rację. W liceum uczyłam się o fenomenie obozów koncentracyjnych - że łamały człowieka i odzierały go z godności. Bzdura. Nie trzeba obozów, wystarczy jeden pewny siebie gnojek. Kampai, moi drodzy, kampai!
Komentarze - Spowiedź weekendowa

Spowiedź weekendowa

12 March 2006

Mam dość słuchania o PiS-ie i ptasiej grypie. Koniec, głucha jestem, lalala, nic nie słyszę. Mam dość nudzenia się w weekend, a stanowczo odmawiam pracy w niedzielę! Mam dość czytania książek Cusslera, bo mogłabym przytoczyć 100 cytatów na książkę na dowód, że facet nie powinien dotykać urządzeń piszących. Mam dość mieszkania z dziadkami i czekania na swoją chatę. Na dodatek nie mam w co grać i mnie to dobija. To tyle spowiedzi poweekendowej. Zawsze do usług jeśli chodzi o narzekanie. Usagi
Komentarze - Spotkanie roku

Spotkanie roku

11 March 2006

Kilka ostatnich dni było zdominowanych przez Torii Shrine, więc nie ma o czym mówić. No może tylko o tym, że dorosłam do zrobienia sobie wreszcie kompeltu wizytówek, bo mi głupio, jak mnie ludzie o namiary pytają. Ale nie o tym. Mój rocznik z WI postanowił wyprawić sobie imprezę dzisiaj, o dziwo nawet mnie to natchnęło, o jeszcze większe dziwo - Mrozia też. No i się zaczęło. Każdy chyba wie, jak takie spotkania wyglądają. Nie widzieliśmy się cztery lata, cztery lata spędzone na urządzaniu sobie życia. Części się nie udało, części owszem, a że w sumie nigdy jakoś jako rocznik nie byliśmy dziko zgrani czy zaprzyjaźnieni, no to mowy nie ma o szczerości. Osobiście postanowiłam się absolutnie odciąć od tego pozerstwa i zachowywać jak zawsze. W końcu przecież codziennie prostuję sobie włosy u fryzjera, zawsze chodzę na wybajerzonych obcasach i w płaszczu monnari. No co ja poradzę, że tak mi najwygodniej? A potem sobie pomyślałam, że co ja robię? Mam dla bandy ludzi, których nawet nie lubię, męczyć się w niewygodnych ubraniach? A po cholerę mi to? Przecież ja wiem, co jestem warta i żadne ciuchy nie mają na to wpływu. Mogłabym nawet iść nago. Ale wtedy... wtedy to bym ich wszystkich zdeklasowała. Bicepsem oczywiście.
Komentarze - Powolutku do przodu

Powolutku do przodu

07 March 2006

Znów zawalona pracą. Doktorat, wykłady (najnowszy pomysł Lorda Rusta - każdy robi teraz prezentacje do wykładów profesorów - bajzel sobie możecie sami wyobrazić), głupie godziny zjazdów i strony. Dużo stron, dużo, dużo, aż chyba trochę za dużo. Czasem chciałabym mieć grafika. Zlecać mu projekt i mieć w nosie chińskie smoki, sportowe ubrania i imprezy. On by się męczył twórczo, ja bym potem wszystko wczepiała i życie byłoby proste i łatwe. I tylko nie czułabym tego miłego dreszczu przy patrzeniu na stworzone przez siebie strony. Szkoda by mi tego było. A permanentnie to bym chciała wreszcie doktorat skończyć. Bo ja na te wszystkie strony nie mam czasu! Rany, czemu ja go nie zrobiłam dwa lata wcześniej? A wiem, bo nie wiedziałam, co będę robiła... Niewielkie pocieszenie. A wogóle to ktoś wie, czemu ja najbardziej marudzę, jak jestem naprawdę zadowolona? Nie? No, ja też!

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228, 229, 230, 231, 232, 233, 234,

Strona 110 z 234

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.