Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - I still remember...

I still remember...

13 October 2004

You looked into my eyes You had me hypnotized And I still remember you... Te oczy... Jest w nich coś, czego nie umiem opisać. To spojrzenie wiąże, oplata, wpycha w szaleństwo... Nie ważne, że walczę, nie ważne, że sobie tłumaczę, jak bezsensowne jest to uczucie... Jedno spojrzenie i zapominam o wszystkim. O zmęczeniu, złości, postanowieniach. Jedno spojrzenie i znów wpadam w słodką niewolę. Dziś było specjalnie dla mnie... Po raz pierwszy TYLKO dla mnie. Te niebieskie oczy, kryjące w sobie tysiąc niemożliwości... Jaka ja jednak głupia jestem! Jaka szczęśliwa i nieszczęśliwa zarazem! Głupia, głupia, zakochana Usagi...
Komentarze - Back on the track

Back on the track

11 October 2004

Padłam. Nie żyję. Chyba przesadziłam. Ale jest dobrze, bo dobrze jest... Nie mam sił na pisanie. Przepraszam...
Komentarze - Their destiny was foreordained... It always is...

Their destiny was foreordained... It always is...

09 October 2004

Tyram sobie. Powolutku. Trochę się przy tym nudzę, bo zadanie wybitnie nudne i wkurzające. I pewnie nie zdąrzę ze wszystkim na poniedziałek, ale zrobię to, co trzeba. Najgorsze mam za sobą. Co miało działać, działa. A w resztę wbijam sobie ;) Co się będę przemęczała ;) Chwilowo pisanie stron nie sprawia mi przyjemności. Powinnam zarzucić to na jakiś miesiąc i dać sobie odpocząć, tylko nie bardzo mam jak. I potem prosta rzecz urasta do rangi wielkiego problemu. croni -> Tak naprawdę życie nie daje wyboru. Wstawia człowieka w ramki i każe mu stać. Każe robić to, co robią inni, niewyróżniać się z tłumu, być masą. Tak jest prościej, wygodniej, bezpieczniej. Ja jeszcze walczę. Jestem w wieku, w którym wielu się już poddało, ale część jeszcze nadal stara się przetrwać. Więc mam marzenia, więc je spełniam, więc cieszę się z małych rzeczy. A jednak już czuję, jak rzeczywistość powoli rzeźbi dla mnie ramę. To takie małe myśli: "A w moim własnym mieszkaniu...", "O, 'Ludwik' się skończył.", "Muszę skończyć tę stronę, bo termin goni." I nagle z mojej niezależności, z deklaracji, że ja to nawet na plecaku mogę żyć, pozostają wspomnienia. Nie mogę żyć na plecaku, bo mam kogoś, kto mnie trzyma w domu, mam kota, którym się muszę opiekować, mam pasję, która wymaga tutejszego klubu, nie umiem żyć bez komputera... Któregoś dnia Mroziu się oświadczy. I będę musiała wybrać. Bo jeśli on, to i dzieci. Bo nie chcę unieszczęśliwiać chłopaka, który ma tradycyjne marzenia o rodzinie. A jeśli dzieci, to uwiązanie, rezygnacja z własnego życia, poświęcenie. A jeśli powiem "NIE"? Samotność? W tym kraju, gdzie nie da się normalnie funkcjonować na jedej pensji? Najbardziej mnie boli, że największą walkę muszę toczyć z własną rodziną. Z rodziną, której na mnie zależy i która chce dla mnie jak najlepiej, i nie może zrozumieć, że moje "najlepiej" nie jest tym ich. Jak mam im wytłumaczyć, że nie chcę powielać wzorowego modelu polskiej rodziny, w której po dniu niesatysfakcjonującej pracy ląduje się przed telewizorem i siedzi, zwalając winę za takie życie na partnera? Życie równie beznadziejne jak ten kraj, jak to smutne miasto, w którym żyję... Miasto straconych szans... Jak mam im wytłumaczyć, że nie chcę dzieci? Że moim celem nie jest być z kimś, ale spełniać się w tym, co robię, poznawać świat, sprawiać samej sobie radości? Jak mam im wytłumaczyć, że mnie jest dobrze z samą sobą? I jak im powiedzieć, że gdy mówią: "I na ciebie przyjdzie czas", "Mroziu się już oświadczył?", "Dorośniesz do dzieci, zobaczysz", ja się czuje jak spisana na straty. Jakby ktoś właśnie stawiał na mnie krzyżyk, mimo że ja rozpaczliwie krzyczę, żeby mi nie odbierał prawa wyboru. Ten doktor, o którym piszesz... Może on też miał szalone pomysły, ale dostał za nie od życia kopa. Może to, co zgasiło blask jego oczu, to zmęczenie. I smutna rezygnacja, kiedy zrozumiał, że nigdy nie spełni swoich marzeń. Bo życie jest kurewsko wredne... I czasem nie ma już sił, by walczyć...
Komentarze - Mroziu

Mroziu

08 October 2004

Mroziu mnie czasem zadziwia. Na codzień jest taki spokojny, wyważony, patrzy się na niego i myśli: łagodny, sympatyczny misiek. Niekiedy mam go dość właśnie za to, że nie wyróżnia się z tłumu, że na codzień ciężko go podziwiać... I dlatego, w takich momentach jak dzisiaj, jestem zupełnie oszołomiona i nagle do mnie dociera, dlaczego z nim jestem. Gdy z błyszczącymi oczami opowiada mi, co właśnie wymyślił, nagle gdzieś znika ospała miśkowatość. Ja z całym swoim ożywieniem, radością, kaprysami i wysokim mniemaniem o swojej inteligencji, nagle robię się "taka malutka". Bo ja bym na to nigdy nie wpadła. I nagle zaczynam się zastanawiać, co ja robię na tym doktoracie, bo to on powinien go robić. W tym semestrze prowadzę zajęcia z "Wdrażania systemów informatycznych". TAKICH zajęć to studenci na tym wydziale chyba jeszcze nie mieli. Tylko to nie ja powinnam je prowadzić...
Komentarze - Skrzydła Morfeusza

Skrzydła Morfeusza

08 October 2004

Znów to samo. Znów zawroty głowy podczas wstawania i szybkie uderzenia serca. Zanim jeszcze zmierzyłam ciśnienie - już wiedziałam. Więc odwleklam tę chwilę, pozwoliłam organizmowi się rozbudzić, pomyłam naczynia, zrobiłam sobie jeść. Dopiero potem wzięłam aparat. 84/40. Genialnie. Znowu. Już zapomniałam. Zapomniałam, jak to jest, budzić się rano nieprzytomna i zmęczona jeszcze bardziej niż przed pójściem spać. Już zapomniałam, jak to jest, próbować wstać i widzieć, jak świat się rozmazuje, czuć zimny pot na czole i nerwowe trzepotanie serca. Zapomniałam, jak to jest, żyć w sennej mgle, która wycisza dźwięki i rozmazuje obrazy. Zapomniałam, jak to jest, nie umieć się obudzić. 84/40. Kawa. Spać. Ponad pół roku normalnego życia - wstawania koło 8, siły i energii przepełniajacej ciało. Kawy jako przyjemności, a nie obowiązku. Spacerów po mieście, gdzie chce się tanczyć na chodniku, a nie marzy o ławce, bo czuje się, że się nie dojdzie. Żucia gumy miętowej zamiast nerwowego przeszukiwania plecaka w poszukiwaniu cukierków z kawą. Tydzień. Nawet nie cały, cztery dni. To nieco ponad pół tygodnia przecież. Czy tak już będzie zawsze? Czy zawsze, każdy dzień bez ćwiczenia będzie sennym żeglowaniem po pograniczu jawy? Jak ja tego nienawidzę, jak ja nienawidzę być tak przytłumiona! Nigdy więcej! Nigdy więcej!!! NIGDY!!! Choćbym się miała zaćwiczyć na śmierć!

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 162 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.