Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - T.N.T. for the brain

T.N.T. for the brain

26 April 2005

Kiedy byłam mała, ojciec czytał mi na dobranoc "Bajki robotów" Lema. Chodził ze mną przez miasto i rymowaliśmy. Godzinami słuchał ze mną "Lata Muminków". Kupował mi klocki, a potem budowaliśmy zamki. Kiedy byłam mała, mama obcinała mnie "na pazia" i ubierała w spodnie. Przynosiła kawałki sera żółtego na ucztę dla kolejarzy, gdy składałam kolejkę elektryczną. Pozwalała mi bębnić na garnkach. Zamiast lalek wręczała mi kredki i blok rysunkowy. Spokojnie znosiła fakt, że ojciec karmił mnie zupą rybną, zamiast kaszkami. Kiedy byłam starsza rodzice posłali mnie do szkoły pływackiej. Chodziłam na karate, żeby przestać być beksą. Nikt mi nie zabierał młotka i śrubokretów. Robiłam tysiące dziwnych zabawek na choinkę. Dostałam "Jeźdźców smoków" w prezencie. Zamiast na kolonie, jeździłam na obozy wędrówne w góry. Przeczytałam "Trylogię", "Opowieść o prawdziwym człowieku", "Okręt" i "Twarzą ku Ziemi". W fazie dorastania przeczytałam całą klasykę fantastyki, kryminałów, książek wojennych i historycznych. Nie chodziłam na dyskoteki. Nadal chodziłam w spodniach. Dostałam od taty scyzoryk. Co tydzień siedziałam na siłowni. Nauczyłam się wyszywać i strzelać z wiatrówki. Jako osoba dorosła poszłam na studia informatyczne na Politechnice. I ja się dziwię, że rąbnięta jestem...
Komentarze - sama sobie sterem i okrętem

sama sobie sterem i okrętem

25 April 2005

Dochodzę do wniosku, że jeśli mam coś przeżyć, to muszę to przeżyć. Nawet jeśli zrobię wszystko, żeby tego uniknąć, to i tak mnie trafi - nie z tej strony, to z innej. Jakiś czas temu oddałam pracę nad stroną dla dentystów innemu webmasterowi. Oddałam z przyczyn jasnych i oczywistych, a mianowicie, żeby się nie wykończyć. Webmaster przejął i teoretycznie powinnam mieć z nimi spokój. Jak to jednak zwykle bywa, teoria zupełnie nie pokrywa się z praktyką. Każdy problem z webmasterem jest mi przez dentystów zgłaszany. A co mnie to obchodzi, jak sobie ułożyli kontakty? Najgorsze jest to, że ja tak mam zawsze. Wchodząc w jakąkolwiek grupę ludzi, zawsze przyciągam do siebie albo dziwadła, albo ludzi potrzebujących wsparcia. Podobnie jest z mężczyznami. Całe życie poszukuję kogoś, kto by mi był sterem, kto by pokierował moim życiowym okrętem i pomógł wyminąć rafy. Tymczasem to ja zawsze kończę jako opoka. A przecież ja też jestem dziwadłem - słabym, rozchwianym, wrażliwym... Jestem. Gdzieś tam, w środku, głęboko. To tylko ciężar problemów innych czyni mnie silną.
Komentarze - czy ty wiesz, że weekend jest...

czy ty wiesz, że weekend jest...

23 April 2005

No wiem, wiem. Ale dla mnie to żadna różnica. W ramach załatwiania spraw weekendowych, co u mnie równa się sprawom zaległym, napisałam sobie bloga od nowa. Właściwie... wyszła mi z tego strona domowa, pomniejszona o dział "o mnie". Ale nareszcie zaczynam mieć to coś, co tak bardzo chciałam: szansę zupełnej przeprowadzki do świata wirtualnego. Moje wiersze, cytaty, rozpiski treningów, adresy internetowe - wszystko w jednym miejscu, dostępne globalnie. Są i minusy - chwilowo wcięło mi RSS'a, blokadę IP oraz ukrywanie notek. Jakoś przeżyję. Nie sądzę, żeby do jutra zaatakowało mnie 1000 kretynów piszących "muuu", Larki nie zubożeje, jak nie przeczyta raz czy drugi moich wyn(at)urzeń, a panna Anna i tak pewnie wie, że się na Jej widok rozmaślam. I tak mi właśnie zniknęła sobota. A jutro uczelnia i zniknie też niedziela. Zapracowana jestem w weekendy.
Komentarze - Siemianów

Siemianów

22 April 2005

Nie chcę mieć wspomnień. Nic nie przynoszą, tylko cierpienie. Pamiętam wyprawy na wieś do mojego i brata ukochanego Siemianowa. Lata spędzane na zabawach z Baśką i jej źrebakami, cielakami, kotami i psami. Wąskie spracowane dłonie prababci i wygłupy rowerowe wujka. Gorące żniwa, zginające do ziemi wykopki, sianokosy i wyprawy na rwanie wiśni. Las, pełen grzybów, mrówek, jeziorek w lejach po bombach, ptaków. Reperację dachu obory, wspinaczki po drzewach, wspaniałe kryjówki w stogach i na balotach. Dni wypełnione ciepłem, śmiechem, smakiem porzeczek i zapachem zborza. Potem Baśka odeszła i ziemi też coraz mniej było i skończyły się żniwa. Wycięto starą topolę. Jezioro ktoś kupił i ogrodził. W pamięci mam dzień, gdy zmarła prababcia. Weszłam do domu po basenie, a babcia siedziała przy telefonie taka spokojna, zbyt spokojna. Tą samą drogą przyszła wiadomość o śmierci wujka, tylko to na mnie wtedy wypadło i to moje emocje zastygły. A potem było tylko gorzej... I to uczucie dwa lata temu, że ja już tu nie wrócę. Że ostatni raz patrzę z ganku w to granatowe niebo na spadające gwiazdy. I ten śmiertelny spokój znowu. I już nie mam, gdzie wracać. Czas niszczy wszystko, co kocham. Zostaje gorycz. Czasem mam wrażenie, że mnie przepełnia, że to już nie tylko serce, ale wylewa się ze mnie porami. A wciąż więcej napływa z zewnatrz. Nie chcę pamiętać. Nie chcę kochać. Za to nienawidzę. Społeczeństwa, tego państwa, tej rzeczywistości. Tego, że wszystko potrafię przewidzieć, a jednak boli. Moje dzieciństwo właśnie umarło. Wyprzedane, porzucone, rozkradzione wraz z Siemianowem. I mogłam tylko stać z boku i patrzeć... Stałam i patrzyłam. Do końca.
Komentarze - Droga

Droga

20 April 2005

Generalnie to wyluzowałam z życiem. Ćwiczę, gdy ćwiczę. Pracuję, gdy pracuję. Wybitnie rozsądnie. Nie mam większych zapotrzebowań ani wiekszych marzeń. Jakieś cele, których realizacja lub nierealizacja nie bardzo mnie obchodzi. Jakieś myśli, które nie zostają na dłużej. Ramki mnie już nie męczą. Weszłam w etap życia, gdzie idzie się polną drogą. Trawa pod nogami, niebo nad głową niebieskie, w zbożu można się ukryć przed światem. Świerszcze leniwie cykają, a motyle barwią koniczyny plamami czerwieni, błękitu i złota. Droga wije się wstęgą, niewielkimi pagórkami, pośród niedużych kęp drzew, których chłodny cień przynosi odpoczynek wędrowcom. Ludzie uśmiechają się, wracając z pola, zapraszają na świeży chleb i zsiadłe mleko. Moja droga zrobiła się swojska, znajoma, spokojna. Dobrze mi się wędruje. I gdy siedzę oparta o jabłoń, gryząc pachnące jabłko i patrzę przed siebie, na horyzoncie zamglone widnieją góry. Ostre krawędzie, ciemne zbocza, wichry i pozostałości śniegu. I wspinać się trzeba będzie krwawiącymi palcami. Ale to dopiero przede mną. Skowronek śpiewa. I koniczyna pachnie upojnie...

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 138 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.