Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Portfolio v.3

Portfolio v.3

08 November 2005

No to jest. Przy okazji parę osób uznało, że ja się nigdy nie nauczę. Pewnie nie. Jeśli "nauczę" oznacza szarość, monotonię i stonowanie, to pewnie nigdy nie poznam tej sztuki. Jeśli "nauczę" oznacza planowanie, jestem na z góry przegranej pozycji. Jeśli "nauczę" wiąże się z ostrożną kolorystyką, the hell with that! Mój problem polega na tym, że ja nie jestem grafikiem. Ja jestem sobą. Co mi w duszy gra, to na layout przełazi. A ja ostatnio właśnie taka jestem - szara, szara, kolorowa aż zęby bolą. No to niech bolą. Oto Usagi od środka.
Komentarze - Gnałam, gnałam, a teraz stoję

Gnałam, gnałam, a teraz stoję

07 November 2005

Zrobiłam sobie nowe portfolio. Zajebiste jest, mówię Wam. I to musi Wam wystarczyć, wiara na moje słowo, bo wszystko wskazuje na to, że na razie go nie zobaczycie. Stanęłam bowiem przed problemem nie do pokonania - jaki obrazek na którą stronę. I stoję. I wściekła jestem jak diabli. Problem polega na tym, że zrobiłam sobie portfolio za dobre. Daje mi za dużo możliwości manewru. Mogę je zrobić w tonacji jesiennej, albo mogę postawić na floral emotions, albo na zwierzaki, albo na technologie komputerowe, albo zrobić totalny chaos, i też się da. I nie mogę się za cholerę zdecydować. Bo mam w swoim komputerze ponad 3,5 giga zdjęć do layoutów. Z czego około 2 Gb się nadają. I wszystkie są tak zarypiaście piękne, że nie umiem wybrać z nich po prostu 5 sztuk! Osiołkowi w żłoby dano, w jeden owies, w drugi siano... Mam nadzieję, że jednak nie skończę jak ten osioł. P.S. A wogóle to to miała być notka wczorajsza. Miała być o tym, jak pogodnie mi i jaka szczęśliwa jestem. Bo rzeczywiście wracając z zajęć ze studentami, byłam. I miało być o tym, że mam wolny tydzień. I już nie będzie. Rodzicom komputer odmówił posłuszeństwa i teraz stoi u mnie i czeka z wyrzutem, aż się nim zajmiemy. Pyśka w dzikim pędzie wyrwała mi wczoraj przyciski z mojej nowej płaskiej klawiatury i zamiast fikać na cardio, wpychałam śrubokrętem klawisze i klęłam. I tak właśnie minął mi ten wspaniały, pogodny, wczorajszy dzień.
Komentarze - Stomp with me...

Stomp with me...

04 November 2005

Można chyba rzec, że wróciłam do początków. Co tydzień ląduję na STEP BASIC-u, ale to nie jest straszne. Co tydzień Anka robi mi i K. wstręty za ten basic, ale to też nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że mnie to bawi! Przez godzinę zupełnie bezmyślnie wchodzę po schodach w najprostszych układach na świecie. Przez godzinę słyszę ciągle to samo: od pięty!, stopa pod kolano!, prawo, lewo! I sprawia mi to tak ogromną przyjemność, że zastanawiam się, o co właściwie biega? Wychodzę zgrzana, spocona jak dawno, nawet po najlepszym advance, i wracam do domu z uśmiechem. Czy ja naprawdę jestem aż tak bezmyślnie nastawiona do życia? Brak mi ambicji? I czemu do cholery dopiero tam, na tym nieszczęsnym podstawowym stepie stwierdzam, że ja to jednak lubię? Że kocham zmęczenie, pot, muzykę. Że kocham się ruszać. Że fitness wrósł już we mnie, w moją psychikę i rytm serca, i że jest nieodłączną częścią mojego świata. Pośród plątaniny kroków, skomplikowanych układów, jest ambicja, skupienie i zmęczenie, ale nie ma radości - tylko chęć bezbłędności, doskonałości kroków. Może chęć pokazania, że umiem? Pozory, pozory, pozory. A tu jestem ja i step. I rytm w żyłach - łup, łup, łup, łup. Znów odnajduję siebie i lubie to, o tak.
Komentarze - No-spa(ć mi się chce)

No-spa(ć mi się chce)

02 November 2005

To nie będzie dobra notka. Nie po tej ilości No-spy i w tym stanie otępienia. To będzie notka o wszystkim, o czym chciałam napisać, ale już za późno, albo nie wiem jak. 1. W tym roku udało mi się wreszcie pojechać na grzyby. Z wielką radością zamarynowaliśmy z Mroziem słoiczek. Z wielką radością, bo pierwszy raz w życiu. A dzień później spędziliśmy dwie godziny na robieniu ruskich pierogów. Też pierwszy raz w życiu. Nażarłam się jak tuczna gęś. Dumni z siebie jesteśmy. Przepisy oczywiście z Internetu, w końcu informatykami jesteśmy, nie? 2. Z K. za to wróciłyśmy do tradycji aerobikowania. Zaczęłyśmy od step basic'a, bo K. może dopiero po 18, gdy Boro przejmuje opiekę nad Borowinką. Myślałam, że nas Anka udusi. Nic straconego, bo w ten piątek też idziemy - co ja poradzę, że ma tak głupio ustawione advance? 3. Z Mroziem gramy nagminnie co wieczór. Przeszliśmy razem Baldur's Gate: Dark Alliance I, teraz ścigamy się niejako w God of War. Konsola nie stygnie praktycznie. Dobrze mieć wspólne hobby... 4. W sklepie koło domu pojawiły się moje kochane Buławki. Pożeram na potegę, znów się w spodnie nie mieszczę. 5. Kocham Makłowicza. Przez żołądek do serca. Inni mają "Modę na sukces" albo "M jak Miłość", ja mam codzienne sesje "Podróży kulinarnych Roberta Makłowicza". Dziś gotował w kopalni soli, mój bohater... 6. Zrobiłam sobie nowe portfolio. Tylko nie mam czasu go oprogramować. Albo mózgu, żeby nad tym pomyśleć. 7. Moja siostra niknie w oczach. Ja za to przybieram. Równowaga w przyrodzie cały czas zachowana. 8. W tym mieście można kupić jedynie ubrania dla nastoletnich podfruwajek. Stanowczo odmawiam noszenia czegokolwiek z cekinami, koralikami, naszywkami, napisami lub do połowy brzucha. Do cholery, poważna kobieta jestem! Spódnic też odmawiam, ale to ogólnie poza kategorią. 9. Gdzie w tej dziurze można kupić ładny garnitur i czarne spodnie? 10. Mroziu gra w Devil May Cry i jest mega słaby - nawet jak na poziom easy. 11. Aga się nabija z moich dylematów sztućcowych. Mnie nie chodzi o sztućce, mnie chodzi o terytorializm: ja, moje, sama! Ale w sumie to rzeczywiście zabawne. 12. Dorosłam do bycia dorosłą. No nic, pora skończyć tą żałość. Ale siedziało to we mnie jak diabli, taki totalny kretynizm wypowiedzi. Idę cierpieć dalej. I czytać blog Makłowicza.
Komentarze - Niewdzięczna baba jestem i tyle

Niewdzięczna baba jestem i tyle

01 November 2005

W ramach dewastowania swojego wizerunku, opiszę dziś cechę ludzkości, która mnie wkurza niemiłosiernie. Nie jest to wbrew pozorom bezmyślność - ta mnie jedynie smuci. Także nie okrucieństwo - ono mnie zawstydza. To, co mnie naprawdę wkurza, wpienia, denerwuje do nieprzytomności i sprawia, że mam ochotę walić pięścią w ścianę, to wszystkie te dobre chęci. To wszystkie podarki, które do niczego nie pasują, bibeloty, z którymi nie ma co robić, działania, które tylko pogarszają sytuację. Bo ktoś zobaczył coś i wydało mu się takie piękne, idealne na prezent. Albo wpadł na doskonały pomysł, jak ulepszyć komuś egzystencję. Albo cholera wie, co pomyślał. W każdym razie osoba obdarowana stoi z tym ohydztwem w ręku i pomiędzy fałszywymi zachwytami i podziękowaniami, zastanawia się rozpaczliwie, gdzie to cholerstwo upchnąć, żeby się za bardzo nie rzucało w oczy. Albo zakłada sweterek uśmiechając się krzywo i z niecierpliwością czeka na koniec wieczoru, gdy będzie mogła go wrzucić do szafy i nigdy więcej nie wyjmować w nadziei, że zeżrą go mole. Znacie to? Ile razy stałam z niechcianym prezentem w ręku i uśmiechałam się, zamiast powiedzieć prawdę, w rozpaczliwej świadomości, że ktoś chciał dobrze... Nienawidzę tego, nienawidzę, od razu chce mi się kopać i gryźć ze złości, choć wiem, że nie mogę za to winić nikogo. I chyba to w tym wszystkim jest najgorsze. Notka została podyktowana mamą Mrozia, mieszkaniem i świętami - różnymi, od urodzin po ŚBN. Mama Mrozia kupiła nam sztućce. Ładne sztućce, naprawdę. Ja bym kupiła inne, ale nie mogę tym nic zarzucić. Oprócz tego, że kupiłabym inne. Kurwa, niewdzięczna jestem, wiem. I na tym skończmy tę notkę. I kupowanie nam przez kogokolwiek czegokolwiek do mieszkania też. I mean it. I realy do.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228,

Strona 119 z 228

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.