Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Zdmuchnąć wszystkie wspomnienia niczym wczorajszy pył...

Zdmuchnąć wszystkie wspomnienia niczym wczorajszy pył...

02 September 2004

Znów się czuję jakoś tak... bezcelowo. Od kilku dni się tak czuję. Dziwne uczucie... Siedzę w domu i nie ćwiczę. Siedzę w domu i nie szykuję się do ćwiczeń... Po prostu siedzę w domu. Znów niebo za oknem tak jesiennie błękitne. To taki nieco ciemniejszy kolor jasnego nieba niż latem... Mocniej nasączony, bardziej namacalny, sprawiający wrażenie, że mógłby przelać się przez dłonie płynnym aksamitem... Już ponad rok. Dokładnie rok i 21 dni - tyle czasu definiuję siebie w Internecie. 368 notek, 92 strony. Czy to dużo? Czy w ten sposób można naprawdę odtworzyć psychiczną kopię siebie? Rok. Jeden rok, a tyle zmian. Aż rok i tyle rzeczy niezmiennych... Nadal jestem z Mroziem. Tylko, że teraz inaczej. Ciepło, wesoło, mocno. Opletliśmy się wspólnym życiem, wykuliśmy wspólne cele i marzenia, nauczyliśmy się swoich zalet i wad. Nadal czasem mam ochotę uciec, ale coraz rzadziej... Nadal robię doktorat. Ale rozważniej, szybciej, z determinacją. Idę do przodu, a nie stoję w miejscu. I już nie wiążę swojej przyszłości tylko z doktoratem... Nadal się bawię stronami... Jedynie współpraca z "szukampracy" zakończona. I znacznie inny styl, znacznie inne umiejętności, bardziej zawodowe podejście. O dziwo, to co miało być zabawą, staje się zawodem... Nadal ci sami znajomi, ale kontakty inne. Cieplejsze, bardziej przyjacielskie z niektórymi. I brak kontaktów z innymi... Jeden rok i zmiana priorytetów i zainteresowań. Pasja, która pali, która wypełnia świat, która daje nadzieję. Na ładną sylwetkę, na pożegnanie z bólem, na samoakceptację. To był wspaniały rok. Kolejny, którego nie będę żałowała...
Komentarze - Activemania

Activemania

01 September 2004

Nawet nie wiedziałam, że tak w to wsiąknę. Zaczęłam chodzić do Activa tylko z dwóch powodów: tyłek mi rósł przed komputerem, a plecy bolały... Ależ długo się tam wybierałam za pierwszym razem - jakieś dwa tygodnie. A na aerobic wybierałam się wogóle od kilku lat. Bo nienawidziłam sportu, nienawidziłam potu, nienawidziłam się męczyć. Cud, że kochałam być obolała i zmęczona (no co, nikt nie mówił, że mam wszystko po kolei ;P). W każdym razie raz nawet już byłam na schodach i zwiałam spod drzwi :) Straszne... Ale w końcu poszłam. I znienawidziłam step-touch. O innych chasse nie mówiąc. Pierwszego dnia po ABF-ie byłam wykończona, po pierwszym stepie wymiotowałam ze zmęczenia. O pumpie nie wspomnę - pump mi wyłączył ręce z działania na tydzień, ale to bylo już kilka miesięcy później... Nienawidziłam... siebie. Tego, jak się ruszam, tego, jak słaba jestem, tej zgarbionej sylwetki. Braku wyczucia rytmu, beznadziejnej koordynacji ruchowej... Wstydziłam się siebie na codzień... o dziwo nie wstydziłam się siebie w Activie. Jak łatwo znosić porażki, gdy człowiek umie się sam z siebie śmiać! I gdy nikt inny się z człowieka nie śmieje... To przyszło nagle: pełna akceptacja siebie i chęć bycia lepszą. Bycia jak one, jak Ona. Przyszło na pumpie, gdy pot i łzy kapały na podłogę przy hooverze. Nie ważne, co mówią inni, nie ważne, czy wychodzi, będę próbowała wciąż i wciąż. Nie ma granicy, jest tylko słabość. A ja? Ja już nie wiem, co "słabość" znaczy. Zakochałam się w pocie, w światłach, ruchu i rytmie. Zakochałam się w Jej sile, determinacji i radości. Kiedy już nie ma sił, wystarczy unieść głowę: Ona tam jest, wszystko jest możliwe... Uwielbiam budzić się rano i nie czuć zawrotów głowy... Uwielbiam zasypiać, bez bólu pleców. I lubię chodzić, tak jak teraz, lekko, miękko, z podniesioną głową. Pokochałam siebie. I wsiąkam... W fitness, w klub, w ludzi. Active przestaje być tylko sposobem na zdrowie, staje się częścią życia. I tylko Anki nie ma. A mnie z lekka odbija.
Komentarze - For me, the cake is over...

For me, the cake is over...

01 September 2004

Siedzę... Po prostu siedzę... Mój świat poskładał się w kostkę, mniejszą i mniejszą, aż mogę ją zmieścić w dłoni. Egzystuję. Tyle pomysłów, tyle obowiązków i brak sił na ich realizację. Nie chcę po prostu. Trzeci tydzień bez fitnessu. Nie robię nic, by to zmienić. Anka na urlopie więc i mobilizacji brak. Na wyjeździe nie tęskniłam. Nie myślałam. A potem niespodziewane spotkanie i ostry ból. Trwam. Zmęczona, znudzona, obojętna. W bezsilnej dłoni nie trzymam nic... I reached the end of cake...
Komentarze - High above the mountains

High above the mountains

25 August 2004

Wróciłam. Dobrze być w domu. Czy odpoczęłam? W pewnym sensie tak. Z drugiej strony... przetrenowałam się i skończyło się gorączką. I psychicznie też tak do końca dobrze nie jest... Tam... bez Anki, sztangi, komputera, miałam czas zastanowić się nad tym, co naprawdę dla mnie jest ważne. Lubię góry, po prostu lubię. Zgubiłam gdzieś te wszystkie uczucia, które kiedyś mnie definiowały. Wzruszenie i oczarowanie, zastąpiło zadowolenie z wysiłku, świadoma walka z własnymi słabościami. Satysfakcja. Ale nic więcej. Część mnie odeszła, zgubiła się, nawet nie mam ochoty jej szukać. Siedząc z Mroziem na Murowańcu czułam się niespełniona. Patrząc na rzesze przewalających się trurystów - poirytowana. Kiedyś szłam ciężej, częściej stawałam, częściej łapałam zadyszkę. Bolały mnie nogi, czasem plecy. Ale głowa - głowa tonęła w tysiącu marzeń, zachwytów, uniesień! Każda dolina, każdy szczyt, co ja mówię, każdy krok i oddech był wyjatkowy. Bo byłam TAM. W górach. Byłam częścią skał, trawy, nieba, plecak na plecach wyznaczał granice mojego JA, poza nim byli ludzie tacy jak ja, pejzaże, zachody i wschody słońca, szlaki, czyli GÓRY. Idealna całość, harmonia elementów. Szczęście nie do opisania. Zgubiłam to. Na setkach przebytych szlaków po kawałku gubiłam serce i duszę. Miały tam zostać, miały mnie zawsze wołać do siebie, do ukochanych miejsc. Nie zostało mi nic. Pustka rwąca nerwy, szepcząca "Na szlak!". A potem przyszła Ona. I dała mi nowe serce i nową duszę. Nowe radości i nowe cierpienia. Sens, radość, tęsknotę, których wcześniej nie znałam. I straciłam grunt pod nogami, pomyliłam ścieżki... Zgubiłam siebie... Zgubiłam góry... Rozmieniłam krople rosy na słone kropelki potu... Jutro Active. Już się nie mogę doczekać... Przepełnia mnie głód, jakieś nienasycenie, pustka, którą tylko fitness może wypełnić. Zmieniłam się. Odpoetyzowałam sobie życie. Nie wiem, czy to dobrze.
Komentarze - In every breath

In every breath

14 August 2004

Brak mi słów. Przed chwilą miałam tak dużo do powiedzenia. Tyle uczuć do przelania w klawiaturę. Tysiące słów, plątanina uczuć. I nagle pustka. Z euforii popadam w apatię. Zatrzymuję się w pół kroku i zamyślam. Uśmiecham do siebie... Rozmarzona wpatruję w niebo albo w ekran monitora. Otrząsam się z oszołomienia, by zdać sobie sprawę, że ktoś coś do mnie mówił, tylko nie wiem co. Przepraszam, by zaraz znów zapaśc w ten słodki stan... Czuję obecność. Kogoś. Tuż przy sobie. Odwracam się, by coś powiedzieć, ale nikogo nie ma. Od kilku dni żyję pomiędzy jawą a snem... Gdy zasypiam, zapadam się w ciepłe ramiona. W dzień, gdy zamknę oczy, czuję je wokół siebie. Romantycznieję sobie. Powoli, na przekór, zachodzę w wieczorne niebo...
------------------------

I tym romantycznym akcentem kończę na razie. Będę za 11 dni, dokładnie 26 sierpnia. Proszę mi dobrze się prowadzić (to do wszystkich), nie łamać ani nie przeginać z dietą (to do dietomanek) oraz opiekować Anią (to do fitness-manek). Ja tu jeszcze wrócę, no! Bawcie się dobrze :) Pa.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 167 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.