Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Ready or not, here I come, You can't hide

Ready or not, here I come, You can't hide

18 March 2005

Dzień zaczął się nieprzyjemnie miarowym hukiem śmigłowców. WHOOOM. WHOOOOM. Świat zawirował, gdy przypadłam do dołu, kryjąc głowę. Przez chwilę drżałam nerwowo, potem odważyłam się ponowić próbę oceny sytuacji. Sytuacja wyglądała źle. Głowa bolała, helikoptery nawróciły i znów powietrze rozciął ich złowrogi świst. Niebo było szare, padał deszcz... Spróbowałam odwrócić głowę w drugą stronę, przed oczami zawirowało, potworny ból rozsadził czaszkę i ogarnęła mnie ciemność. Świadomość powróciła jakieś dwie godziny później. Deszcz nadal padał, mocno, miarowo. Szum koił skołatane nerwy. Oblizałam zeschnięte wargi. Pić. Kilka łyków zimnej wody sprawiło mi niewysłowioną rozkosz. Śmigłowców ni widu ni słychu. Skulona i drżąca, przemknęłam parę metrów. Ból wrócił po kilku krokach. Spojrzałam przed siebie. Z odbicia patrzyła na mnie zmęczona, obolała twarz. WHOOOOM. O nie... Zawróciłam i ostatkiem sił wycofałam się na z góry upatrzone pozycje. Operacja pod kryptonimem KAC MORDERCA.
Komentarze - ...

...

17 March 2005

Marzenia się czasem spełniają. Może nie te wielkie, ale te malutkie, uznane za niemożliwość, dają radę. A człowiek potem ma ochotę tańczyć na ulicy, śmiać się do ptaków i stroić głupie miny do przechodniów. I zupełnie nie wie, co ma ze sobą zrobić. Po prostu cieszy michę jak pajac jakiś. Dostałam wczoraj najmilszy prezent pod słońcem. I już nic nie rozumiem.
Komentarze - I have reached the end of cake.

I have reached the end of cake.

15 March 2005

Dziękuję wszystkim za życzenia. I za ten dzień - taki dziwnie niecodzienny. Nie umiem nic nie robić, nawet w urodziny. I nie umiem przyjmować życzeń, choć po tylu latach powinnam nabrać wprawy. Zakwasy są - prezent od losu. I telefon od kogoś - niemożliwość czasem nie do końca jest nieosiągalna. A czasem wręcz przeciwnie. Smutno-wesoły dzień. Taki pół na pół. Ktoś mnie dziś zawiódł. Zabolało, choć rozumiem. I to, że rozumiem, jeszcze bardziej boli. Byle do czwartku. Obie tego potrzebujemy, prawda?
Komentarze - ... I don't feel alive without pain ...

... I don't feel alive without pain ...

14 March 2005

Wiem wreszcie, czego mi ostatnio brak. Wiem, co wdziera się do duszy i niszczy wszelkie postanowienia. Brak styrania. Idę na zajęcia, ćwiczę, czasem biorę większe, a czasem mniejsze obciążenia, pocę się, męczę i wychodzę. I niby jestem zmęczona, ale to nie jest pełne. Przejrzałam stare notki i przypomniałam sobie. To, co mnie napędzało, co powodawało, że wracałam tam znów i znów. Zmęczenie tak wielkie, że aż było słabo, aż wilgotna skóra parowała, gdy półprzytomna siedziałam przed komputerem. Ile ja bym dała, żeby poczuć to znowu! Ale czuję tylko namiastki... Chwilę po nawet wielkim zmęczeniu wracam do normalności. Dziś nawet przez chwilkę byłam blisko... a potem uleciało, rozwiało się, znikło. Został żal. I marzenie. Chcę spowrotem moje zakwasy!
Komentarze - Invisible

Invisible

11 March 2005

Za cztery dni będę o rok starsza. Głupi skrót myślowy. Tak naprawdę będę starsza jedynie o te cztery dni. A jednak miniony rok osiądzie na mych ramionach, jak wszystkie pozostałe. Co bym chciała dostać na urodziny? Wszystko i nic tak naprawdę. Na przykład brata, który zostawia mnie właśnie w urodziny. Brata, który zawsze był obok, a teraz będzie za oceanem. I mimo że wiem, że wróci, to jednak żal. Babcię i dziadka. Tych sprzed 3 lat. Bez nasłuchiwania w nocy i bez patrzenia, jak coraz bardziej krusi się stają. I Pysię. Bo nie wiem, jak będę bez niej żyć. Bo każdy dzień przybliża mnie do tego, żeby się dowiedzieć. A ja nie chcę, tak bardzo nie chcę. Z taką desperacją udaję, że to nie 10 lat. Czas mi zabiera wszystko to, co kocham. Odbiera po kawałeczku, zmuszając do patrzenia. Więc stoję i patrzę. I czuję. Jak z każdym uderzeniem mojego serca, kolejna chwila obraca się w pył. Jeszcze trochę wolności. Więcej samodzielności Mrozia. I mniej jego stękania i marudzenia. Tego wszystkiego, co sprawia, że mam ochotę stanąć na środku pokoju i krzyczeć, krzyczeć, krzyczeć. Bo to takie nieistotne. Takie głupie. Prezenty wielkie jak sama niemożliwość. I jeden malutki. Jeden uśmiech. Tylko dla mnie. Jeden. Którego nie dostanę. Bo jestem tylko cieniem...

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228,

Strona 143 z 228

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.