Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Zebranie

Zebranie

12 April 2005

Miałam dziś zebranie katedry. Kolejne, bo my teraz ambitni i zorganizowani jesteśmy. Zloty połączone są zazwyczaj z prezentacją jednego doktoranta i dyskusją, mniej lub bardziej zapalczywą. Dziś była bardziej. Przyglądając się członkom katedry, z zacięciem jadącym po koleżance, zaczęłam dostrzegać pewne zależności. Każdy zespół ma bowiem swoją specyfikę, która przechodzi na jego uczestników. Zakład pana R. to zakład genialnych organizatorów. Nie ważne co, oni wiedzą lepiej. Wymieniają swoje uwagi ściszonymi głosami, ale tak, by było widać, że wiedzą. Spotykają się regularnie, wszyscy i organizują (się). Przydzielają sobie zadania i o nich zapominają. ORGANIZATORZY. Drugi zakład to grupa pana O. Ten zespół to aktywiści. Oni ciągle coś robią: konferencje, kluby, ulotki. Stoją za sobą murem, często nieco bezmyślnie, ale razem. Kontaktują się zawsze i wszędzie. Ciągle mają coś do roboty, szczególnie jak nic nie mają. AKTYWIŚCI. Trzecia grupa to zespół pod przywództwem pana N. Należą do niego ludzie cisi, uśmiechnięci, spokojni, nieco cyniczni. Nigdzie się nie spieszy, wszystko da się zrobić, burzliwe dyskusje są bez sensu. Nieco idealistyczni, z poczuciem misji. Kiedy się spotykają, rozmawiają, o ile wogóle się spotkają. OPIERDALACZE. U Organizatorów terminy spotkań wyznacza pan R. i mają na nich być wszyscy. U Aktywistów każdy termin jest terminem spotkań i jest to termin o dowolnej porze, w której pan O. jest na uczelni. Opierdalacze robią listę, kiedy wszystkim pasuje, potem umawiają się, że zadzwonią, jak będą mieli jakąś sprawę. Dzwonią rzadko - rzadko mają sprawy. Zastanawiające jest, jak każda z grup dobiera sobie nowych uczestników - niby przypadkiem i z przydziału, a jednak... Przydzielono mnie oczywiście do pana N. Idealne trafienie.
Komentarze - Wena

Wena

11 April 2005

Wszystko mnie boli, chyba się przeziębiłam. Poziom mojego samopoczucia leci na łeb i nie wiem, czy to przez wiosnę i latanie w lekkiej kurtce, czy przez rozwalone dziąsło, czy przez wydumane lęki. W każdym razie czuję się coraz gorzej, boli mnie gardło, kości i głowa. Po prostu pięknie. Nie chce mi się ćwiczyć - po prostu nie chce. Jak zawsze, gdy jestem rozdarta, we łbie kiełkują mi wizje tego, co mogłabym zrobić zamiast męczenia na sali. Głównie graficzne. Kuszące. Nie lubię tego stanu pustki w żołądku. Wierci, wzbudza dreszcze, narasta, aż w koncu siadam i coś tworzę: wiersz, grafikę, kawałek kodu. Zawsze dziwiło mnie, że z nieprzemyślanych zlepków słów potrafię stworzyć coś z sensem. Teraz dziwi mnie jak z figur, zdjęć i barw powstaje strona. U mnie to nigdy nie jest warsztat artystyczny, nigdy nic nie jest zaplanowane - ot, podążam za pomysłem - od słowa do słowa, od kreski do kreski. Zawsze zaczyna się tak samo, czyli od niezamierzonych działań, bez wyraźnego zarysu, a potem nagle nabiera kształtu i już wiem - to ten, jeden i niezmienny. I takie dzieła są mi bliskie przez długi czas, te tworzone według planu nigdy nie spełniają moich oczekiwań. Czasem jednak pustka zawodzi. Nie tworzę nic i pozostaje tylko to wyczekujące uczucie. I wtedy trzyma przez kilka dni, a ja się męczę. To tylko kwestia wyboru. To tylko kwestia decyzji. Niekiedy nie chcę tworzyć niczego. Jak dziś.
Komentarze - Mood in blue

Mood in blue

09 April 2005

Nowy layout. Mood in blue
Komentarze - oshitoshitImgonnadieoshitImgonnadie....

oshitoshitImgonnadieoshitImgonnadie....

07 April 2005

Mam wariacką passę. Najpierw ludzie byli dla mnie cały czas mili (piątek), potem Mroziu tryskał pomysłami (weekend), w poniedziałek fantasycznie mi się pracowało, wtorek był niesamowicie optymistyczny, środa składała się z samych nieoczekiwanych przemiłych zmian planów, a dziś wszystko mi się udawało i spotkałam mnóstwo sympatycznych ludzi, których nie widziałam od lat. Po prostu wpaść w ekstazę i turlać się z szaleńczym chichotem - nic innego nie pozostaje, bo takie rzeczy się nie zdarzają. Zamiast tego boję się potwornie. - Każda akcja wywołuje reakcję. - Raz na wozie raz pod wozem. - Równowaga w przyrodzie musi być zachowana. - Ying nie może istnieć bez Yang. To tylko próbka tego, co tłucze mi się po głowie. Czeka mnie wybitnie ciężki tydzień...
Komentarze - Usagi bloguje

Usagi bloguje

06 April 2005

Właściwie nie wiem, po co ludzie prowadzą blogi. Potrafię jeszcze zrozumieć twórców tych pseudoliterackich, felietonistycznych, kolekcjonerskich. Jednak nie każdy tak potrafi pisać, ma tyle do powiedzenia, umie ubrać w słowa to, co zaobserwował. A taki szary człowiek? Zwykły człowiek, taki jak ja, jak tysiące blogowiczów? Po co nam te ekshibicjonistyczne przelewanie swoich myśli i uczuć na klawiaturę? Skąd bierze się potrzeba stworzenia chociaż cząstkowej kopii swej duszy w Internecie? Czy rzeczywiście tak ważne jest te kilka komentarzy pod notką, kilka zdań: "rozumiem", "dasz radę", "nie zgadzam się"? A przecież nawet ja, mimo że traktuję ten blog po prostu jak jawny pamiętnik internetowy, którego nie zapomnę zabrać ze sobą, nawet ja zaglądam kilka razy dziennie - czy ktoś się wpisał? co wpisał? ktoś nowy? o, a skąd? Nie ma u mnie Księgi gości, bo w założeniu blog miał być tylko dla mnie. Wyrzuciłam zmienianie skórek i nadmiar grafiki, bo miał być jak wirtualny zeszyt. Ale nie jest. Ktoś tu zagląda, czasem zostawia parę zdań przemyśleń, czasem wychodzi bez słowa. A ja nie umiem się zdobyć na ohasłowanie, mimo że na pozór wściekam się, że nie mogę napisać niektórych rzeczy. Tak naprawdę mogę przecież, to tylko kwestia tego, jak bardzo jestem odważna i na jak wielką szczerość potrafię się zdobyć. Czy uważam, że moje uczucia, przeczytane przez innych ludzi, będą nadal moje, czy też rozmyją się, jak w kroplach deszczu. Czy ktoś będzie miał mi za złe to, co do niego czuję i co o nim myślę, czy też uzna moje prawo do tych uczuć, a przede wszystkim, czy mnie to obchodzi. Chyba jednak nie jestem tak odważna, jak bym chciała i chyba jednak niektórych notek nie umiem zostawić jawnych. Więc przemycam treści, łudząc się, że te kilka osób ich nie zrozumie. Tak jak tę dzisiejszą: "Znów wiosna, a ja znów zakochana. Nadal i ponownie, wciąż tak samo beznadziejnie." Ja dobrze wiem, po co zwyczajni ludzie zakładają blogi. Z potrzeby akceptacji, smutku i samotności.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228, 229, 230, 231,

Strona 143 z 231

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.