Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - III Maraton Mikołajkowy

III Maraton Mikołajkowy

11 December 2004

Tak sobie myślę, że przegięłam. Wrodzona duma i optymizm powstrzymują mnie jedynie od nazwania siebie idiotką. Ból w kolanie utwierdza mnie w przekonaniu, że duma nie ma nic do powiedzenia. A boli, oj boli. Ale nawet dobrze się bawiłam. Szczególnie na Havana Step u Agaty, rany, dawno się tak nie śmiałam. Z lustra śmiało się do mnie coś, co przypominało mnie i próbowało ruszać biodrami. Boskie to było. Ręce nie ułatwiały sprawy. Cool. Ale... no właśnie ale... Doszłam do wniosku, że mnie to nie bawi. Nie machanie biodrami, ale takie imprezy. To znaczy też źle. Nie bawią mnie zajęcia na takim poziomie. I nawet wiem, dlaczego. Odkrywcza dziś jestem, nie ma co! Nie bawią mnie, bo trzeba na nich myśleć. Bo trzeba pilnować kroków, kombinować, a ja... Mnie się zwyczajnie, najnormalniej w świecie nie chce! Bo na to trzeba mieć dzień, a ja, po kilku godzinach klepania kodu, po kilku takich dniach w tygodniu, normalnie nie mam ochoty wysilać mózgownicy. Do tego jeśli się nie dojada i niedosypia, no to trudno mówić o formie. Zdycham już po godzinie. Ale na razie nic na to nie poradzę, więc ignoruję problem. Tylko chyba dam sobie spokój na razie z hopkami w stylu Ani i szaleństwami Agi. Bo tylko się frustruję i do niczego nie dochodzę. Nic na siłę, weź większy młotek - jak to moi znajomi powiadają. A skoro mam ochotę się lenić... no to niech ktoś mi w tym spróbuje przeszkodzić :D
Komentarze - Takie sobie rozmyślania

Takie sobie rozmyślania

08 December 2004

Klepię sobie. I wreszcie widzę koniec. A właściwie początek. To znaczy koniec jednego i początek drugiego. Fajnie :) Te ostatnie porządki nasunęły mi mnóstwo wspomnień. Szczególnie z podstawówki. Siłą rozpędu zahaczyłam o liceum, bo czemu by nie. W okresie szkoły podstawowej wszystko jest takie proste. Jest nauka, rodzice, obowiązki, przyjaźnie i pierwsze miłości. Jakoś takie to czyste i jasne: nauka i obowiązki są nudne, przyjaciółki są na całe życie do szeptania po kątach i chichotania (tak się to pisze??), miłości są nieśmiałe i powalające. Ech, to uczucie, ta wspaniała świadomość, że nieważne, to ten jedyny i żaden inny. Chyba robiłam z siebie kretynkę na równi z innymi dziewczętami. I chyba było mi z tym dobrze. W liceum to się wszystko zaczyna komplikować. Bo umierają stare przyjaźnie, nauka staje się trudniejsza, rodzice nie rozumieją, a przede wszystkim miłość staje się bardziej wyrachowana. I tak bardzo się jej pragnie. Tak bardzo. A potem są studia i prawdziwe życie zwala się na głowę i krzyczy: "Co-hee, it's me!". I już nic nie jest proste. Cały światopogląd się sypie. W moim przypadku przynajmniej został wdeptany w piach. I przyjaźnie są inne i obowiązki. A przede wszystkim miłość staje się bardzo skomplikowanym uczuciem. I jakoś tak... boję się patrzeć w przyszłość i myśleć, co mnie czeka. Bo coraz szybciej leci czas i wszystko jest coraz bardziej skomplikowane.
Komentarze - Sayonara

Sayonara

06 December 2004

"Letting it all end like this with just a single word of 'Farewell...' Fills me with sorrow." Sayonara - Saikano Poszłam. Zaszalałam. Kolano też. Wściekłam się. Albo ono albo ja. Zaczęłam skakać przez step. Przestraszyło się. Wygrałam. Teraz... Teraz jest ciepło. Promieniuje na udo. Ciepło... bezboleśnie... bo nie ruszam... jest. A jutro... Nie chcę myśleć. Ból. I tylko... już nie ma tej iskry... gdy widzę... Ją i nie ma bicia serca na oślep. Żałuję, strasznie żałuję, że już nic...
Komentarze - Ludzie wspominani...

Ludzie wspominani...

05 December 2004

Nowe meble wymusiły przejrzenie szpargałów. Trafiłam między innymi na listy... stare listy od ludzi, których kiedyś znałam. Kartki świąteczne i urodzinowe, pocztówki z wakacji... Mój wzrok zatrzymał się na dwóch kupkach - jedna od A.K., koleżanki z podstawówki. Listy pisane z obozów harcerskich, przepełnione ciepłem, poezją, górami. Aśka, chciałabym Cię teraz spotkać. Zobaczyć, czy się zmieniłaś, w którym kierunku poszło Twoje życie. Chciałabym wierzyć, że pozostałaś taką samą, delikatną, drobną, kruchą, rozmarzoną istotką, jaką pamiętam. Ale boję się, że Ty byś się rozczarowała swoją "górską poetką" i dlatego się nie odważę zadzwonić. Przepraszam. Druga to listy od kogoś, kogo kiedyś... kochałam? Jedyny chłopak, dla którego i o którym popełniłam opowiadanie. Chłopak, którego poznałam na górskich szlakach, z plecakiem, na podłodze w schronisku. Chłopak od spagetti niczym z zakochanego kundla i od zjazdów na tyłku. Wakacyjny towarzysz przez wiele lat. Chłopak... którego łatwo było kochać. Którego wszystkie dziewczyny kochały. Na stercie listów walentynka: "Zawsze chciałem być Twoim Walentym". Trzeba było spytać, Marcinie, wystarczyło poprosić. Tyle listów i wspomnień, tylu ludzi... Czy warto kolekcjonować wspomnienia, które już nic nie znaczą? Niekiedy przeszłość trzeba zrzucić, jak dawno schodzony płaszcz. Sporo tego było. Wyrzuciłam większość.
Komentarze - Man at work

Man at work

04 December 2004

Z mężczyzną pracującym życie przypomina bajkę o królewnie. Pieniądze na kaprysy i zachcianki, mnóstwo czasu dla siebie, brak ograniczeń na spotkania ze znajomymi. Kiedy przychodzi... czujesz się, jakby gwiazdka z nieba spadła do Twych stóp, gdy ma wolne to świąteczna atmosfera. Po prostu żyć, kochać, nie umierać... ... przynajmniej dopóki nie trzeba zrobić czegoś większego. Na przykład remontu. Kupić wykładziny. Pójść na zakupy świąteczne. A przede wszystkim wymienić mebli. Bo oprócz samych zalet, mężczyzna pracujący ma jedną poważną wadę: nigdy go nie ma, gdy jest potrzebny.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 154 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.