Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - ...

...

05 December 2003

Nienawidzę analizy SWOT i bankowości. Przerabiana po raz kolejny wkurza mnie niebotycznie. Tak po prostu.

Komentarze - ... proste przyjemności, codzienne radości...

... proste przyjemności, codzienne radości...

04 December 2003

Nigdy nie lubiłam "Pierścienia i róży", błeee...

Za oknem szaro i nieciekawie, na fitness nie mogę iść, więc postanowiłam zrobić sobie mikołajkowy prezent. Wybrałam się na Tortellini grzybowe w sosie czosnkowym. Serwuje je włoska restauracja na Wojska Polskiego, w ogródku dawnego "Przystanku". Danie podają w miseczce, zapieczone z serem, tak gorące, że trzeba odczekać jakieś 10 minut, żeby się nie poparzyć. Tym razem jeszcze skwierczał serek.

Pierogi były przepyszne! Jak zwykle - rewelacja! Jedyny mankament to ten, że nie umiem do nich dobrać sobie wina! Może ktoś wie, jakie wino pasuje do grzybów i czosnku? Dziś skończyło się na Ice Tea.

Siedziałam tam sobie godzinkę, słuchałam radia, czytałam bonusową gazetkę i spokojnie, powolutku, rozkoszowałam się smakiem. Mniam...

Dla takich chwil warto żyć. Lubię się rozpieszczać. Uważam, że każdemu coś się od życia należy. Dlatego lubię dobre perfumy (pomimo że na co dzień nie chce mi się nawet czesać), dobre jedzenie w przytulnych, nastrojowych knajpkach (na co dzień pożeram wszystko, co jest w domu), pełne, słodkie czerwone wina (choć kiedyś biłam babski rekord we wściekłych) i dobre jakościowo ubrania (na co dzień latam w moro i bojówkach).

Ale nade wszystko kocham jedną rzecz. Dla tej jednej rzeczy zrezygnowałabym ze wszystkiego innego: dobrego jedzenia, smacznego wina, porządnych ubrań, fitnessu... Moment, gdy siedzi się na szlaku, z plecakiem pod plecami, wsuwa jagody i w oniemiałym zachwycie patrzy na panoramę gór. Dla tej chwili warto wyrzec się każdej przyjemności, bo każda przyjemność jest tylko namiastką, substytutem tego uczucia.

Jeszcze 24 dni i jadę... Wędruś znów ruszy na szlak.

Komentarze - silne-męskie-ramię

silne-męskie-ramię

03 December 2003

Zagadka

Co to jest, jedno niekompletnie ubrane, całkiem duże nieszczęście w jednej gumowej żółtej rękawiczce na środku łazienki, stojące po kostki w wodzie i wypowiadające z szybkością karabinu maszynowego na zmiane : kurwa, chuj, kurwa...?

Taaak, brawo dla pani w żółtym berecie. To właśnie "szanowna" właścicielka blogaska podczas przepychania umywalki.

Apelowałam na gg o silne-męskie-ramię do pomocy w odtykaniu, ale jakoś nie było chętnych. Zawsze wiedziałam, że instytucja tego silnego-męskiego-ramienia jest przereklamowana. Dobra, idę skręcać kolanko (bynajmniej nie swoje)..

http://jmk.blog.pl/


Najpierw uśmiałam się do łez. A potem... potem mi się dziwnie zrobiło. Normalnie ZONK, lub jak to Kenshin stwierdza 'ORO'. Bo w tej jednej notce zostały podsumowane wszystkie moje ostatnie wrażenia na temat: Mister Pomocne Ramię.

Była taka piosenka kiedyś 'Gdzie się podziały tamte prywatki'... Obecnie to idzie tak: 'Gdzie się podziali tamci mężczyźni, gdzie dżentelmeni są z tamtych lat?'

Wychowano mnie w przeświadczeniu, że kobieta powinna mieć oparcie w silnym-męskim-ramieniu. Nas się powinno zdobywać, ochraniać, wyręczać.

Dobrze, że tata mi to mniemanie z lekka modernizował dając w rękę śrubokręt, ewentualnie kupując klocki zamiast lalki. Bo chyba bym się obecnie zachowywała jak sierota ostatnia, licząc na pomoc silnej płci. Remont pokoju - mężczyzn wywiało. Opalanie farby z okien - mężczyźni przyszli, narozrabiali, wyszli. Już się nie pokazali. Coś się rozpadnie - trzeba wskazać palcem, bo mężczyźni zabiją się o to, a nie dostrzegą.

Pan z reklamy z wyrzynarką w ręce jawi się jako bóstwo nietykalne, światłem nierzeczywistym ozłocone. Robotnikom remontującym moją klatkę schodową pot z czoła jedwabiem należałoby ocierać. Choć akurat im za to płacą, więc to się chyba nie liczy.

Moje silne-męskie-ramię robi najlepszą herbatę pod słońcem. ORO...

Komentarze - uch...

uch...

03 December 2003

Kolano nadal boli. Zaczyna mnie to wkurzać.

Powinnam przygotować tematykę dla prof. B. ale to dopiero na sobotę. Jeszcze zdążę. Tylko te Wędruśki mnie martwią, bo chyba się nie wyrobię.

Czemu ja mam tak leniwe życie i nigdy mi na nic czasu nie starcza?! Tylko nie mówcie, że przez fitness.

Chodzi za mną projekt tej strony z wierszami... Kolejna rzecz, za którą miałam się wziąć. Ych...

A tu jeszcze nadchodzą Święta... Znów czeka mnie sprzątanie i powstrzymywanie babci od forsowania się ponad miarę. Rodzina znów przyjdzie i będzie oczekiwała porządku, miłej atmosfery i jedzenia. Tylko nikt nie pomyśli, żeby zjawić się wcześniej i pomóc przy tym wszystkim. A dziadkowie znów będą się starać ponad swoje siły i znów potem noc będzie przerywana ich krokami i piskiem ciśnieniomierza...

Ile razy sobie już obiecywałam, że na Święta wyjadę, że rzucę to wszystko i spędzę miło czas nie myśląc o Wigilii i stosach naczyń do pozmywania. I zawsze zostaję. Bo nie umiem ich zostawić z tym sam na sam. Nie cierpię Świąt. Zaczynam się wściekać już od Mikołajek.

Cholera - prezenty... Jeszcze nic nie mam. Grrrr....

Komentarze - ... zmęczenie ...

... zmęczenie ...

03 December 2003

Zmęczona jestem. Potwornie. Dopiero się obudziłam, ale mogłabym jeszcze pospać. Dopadła mnie własna głupota, a myślałam, że dam radę doczekać do świąt...

HI/LO Advance wczoraj był jak objawienie. Po dziesięciu minutach piruetów byłam zielona i nie wiedziałam, w którym kierunku są drzwi. Po piętnastu oświeciło mnie: dopóki się myśli o stawianiu nóg i muzyce, nie rzyga się przy kręceniu. Dotrwałam do końca. I wyłożyłam się na najprostszej rzeczy pod słońcem.

Anka nas pocieszyła: w sobotę będzie lekarz na sali. Istnieje szansa, że mnie nie wyniosą. Cool.

Wróciłam o 22:30, jak zwykle cała mokra. Mroziu wpadł na genialny pomysł i wybraliśmy się do parku na spacer. Ja z mokrą głową. On - z grypą. Czwórka nas była.

Łaziliśmy wkoło Jasnych Błoni i rozmawialiśmy o religii, wierze, Iraku. O fanatykach: wiary, pieniędzy, potęgi. Wróciliśmy koło północy.

Kolano znów boli. Nasmarowałam jakimś świństwem na stawy. Ma wytrzymać, aż będę miała czas iść do chirurga. Od paru lat nie mam na to czasu.

Sportowiec przed zawodami odpoczywa, by zregenerować siły. Nie należy się uczyć tuż przed egzaminem. Przed dużym wysiłkiem należy wypocząć. Ja to wszystko wiem - tylko nie stosuję. Dzisiaj Step Advance.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 205 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.