Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Na przekór...

Na przekór...

10 May 2004

Uwielbiam wiosnę! Ptaki śpiewają, wszystko się zieleni, ciepło się robi... Ciepło, o tak... Boska Kobieta zdjęła bluzę... o tak... Pokazała spocone, opalone ciało... o tak... lubię wiosnę... Nowe ćwiczenia na pumpie... na sztandze stary ciężar... a jednak. Już zapomniałam jakie to uczucie, gdy wzdłuż ramienia spływa strużka potu... Gdy mięśnie omdlewają i nie ma się siły podźwignąć ciężaru... A dziś było tak samo jak na początku... Chociaż... Niby tak samo jak kiedyś... a przecież inaczej... Już nie ma tej niepewności, nieśmiałości... jest uczucie przynależności, zaznajomienia, relaksu... I niekiedy uśmiech Anki jest skierowany specjalnie do mnie... I tylko umacniam się w tym uczuciu. W uczuciu, że to kocham. Ze wszystkich sił. Uwielbiam poddawać się muzyce, powtarzać ruchy Boskiej Kobiety, wyrabiać sobie swój własny styl poruszania. Zaciskać zęby i unosić sztangę w górę, pomimo że mięśnie pieką i drżą. Widzieć, jak pod wilgotną skórą prężą się mięśnie. Lubię ból zmęczonego ciała, gdy kładę się spać... I ten moment, gdy rozciągając mięśnie uda, unosząc głowę, widzę Ją. A Ona patrzy na mnie i się uśmiecha... Miło pomarzyć, że uśmiecha się tylko do mnie... Że patrzy tylko na mnie... Dziś nasze oczy się spotkały... Then I saw your face Then I saw your smile Falling Falling Are we falling in love? Falling - Julie Cruse
Komentarze - Spaaaaać...

Spaaaaać...

10 May 2004

Znów zaspany dzień... Jakoś ostatnio ciągle nieprzytomna chodzę. Jak to Mroziu określa "jak miś". Możliwe, że rzeczywiście, jak miś, w każdym razie tylko albo ziewam albo zasypiam na siedząco, a jak się położę, to nic z tego nie wychodzi. Pyśka też ciągle śpi, widocznie taka pogoda: pod śniętym kotkiem. K. mnie pociesza, że się dziś rozbudzę. Fakt, ze sztangą się śpi po pierwsze niewygodnie, po drugie niebezpiecznie. Poza tym krzyk Ani skutecznie aktywizuje i stawia na nogi... Przydałaby mi się taka Ania na codzień. "PISZ TE STRONY!!!", "NIE LEŃ SIĘ!!!", "DOKTORAT!!!". Pewnie bym ją zwolniła po dwóch dniach. Dziadek znów w szpitalu, siedzi tam już 6 dni. Robią mu różne badania, podają kroplówkę. I właściwie nikt nie wie, co mu jest. Jutro idę go odwiedzić... Zwlekam z tym strasznie. Ale to dlatego, że się boję. Boję się własnych przeczuć, tak jakby moja wizyta mogła w jakiś sposób zaważyć na jego życiu. A sam dziadek zadowolony, bo wreszcie zrzucił kilogramy, których w domu zrzucić nie mógł. Czego to z człowiekiem nie robi brak dostępu do lodówki. A ja głodna jestem też... zjadłabym coś słodkiego... Rzeczywiście jak miś. Spać i jeść - Usagi na codzień.
Komentarze - Łaskawca

Łaskawca

08 May 2004

Mroziu mi robi łaskę. Na codzień. Na przykład wczoraj zrobił mi łachę i ze mną posprzątał. To znaczy z miną pod tytułem: "co ja tu robię", wytarł kurze z biurka po tym jak wskazałam mu je palcem. Dziś mój łaskawca zrobił zakupy. Tak jakbym to ja potrzebowała różnych dziwnych pierdół do chleba. Ja ostatnio i tak jem tylko warzywa. W kąpieli zrobił mi uwagę, że się zaniedbuję z depilacją. A ja niewdzięczna nie doceniłam. Jeszcze śmiałam zauważyć, że on wcale nie próbuje być dla mnie atrakcyjny. Puścił mimo uszu, albo raczej brzucha. Jutro zrobi mi łaskę i pojedzie pomóc moim rodzicom. Generalnie jakakolwiek pomoc jest okraszona brakiem entuzjazmu. Podobnie zakupy - w swej niewysłowionej dobroci pozwoli sobie jutro kupić coś do ubrania. Jeśli spożywa posiłek, to czasem z wielkiej łaskawości, sprzątnie ze stołu. Nie mówimy o zmywaniu. Od tego ma służbę. Mroziu nie mieszka z nami, on zamieszkuje. A my, onieśmieleni jego łaskawością, mamy przywilej sprzątania po nim, prania i prasowania jego rzeczy, robienia mu posiłków. Zastanawiam się, czy kiedyś zrobi w tym domu coś sam z siebie. Tak po prostu, żeby pomóc.
Komentarze - K.

K.

08 May 2004

K. mnie wczoraj oczarowała nową fryzurą, a Boro Mrozia nowym samochodem. Ja tam na samochodach się nie znam, boję się diabelstwa, więc się nie wypowiadałam. Kolor miał fajny. Cóż więcej mogę powiedzieć? Ale za to K. wyglądała ślicznie. Zawsze jak ją widzę taką odstawioną, to się dziwnie czuję. Tak jakby to nie była ta moja K., która się ze mną poci na aerobicu. Ta elegancka, doskonale uczesana i ubrana dziewczyna, onieśmiela mnie i peszy. Ja, z moimi bojówkami, koszulkami, rozwichrzonymi włosami i nieumalowanymi paznokciami wygladam przy niej, jakbyśmy pochodziły z różnych regionów świata. Straszny kontrast. Nigdy mi się nie udawało być taką elegancką osobą. Kiedyś bardzo chciałam nosić gładkie koki, mieć subtelny, ale idealny makijaż... Jakoś mi nie wychodziło. To samo tyczy się ubrań. Teraz z kolei przeżywam te same rozterki, ilekroć wchodzę do mieszkania K. Ma je od roku i jest to mieszkanie z klasą. Czyste, gustowne, ciepłe. Ma klimat subtelnej elegancji, brak w nim przeładowania, każda rzecz ma swoje miejsce. A jednak nie onieśmiela. Raczej wręcz przeciwnie, człowiek poddaje się tej atmosferze ciepła i swojskości. Łatwo wsiąka w to otoczenie. Zazdroszczę K. Zazdroszczę tej kobiecości we wszystkim co robi. Tego, że wydaje się całkowicie określona, całkowicie pewna tego, kim jest i czego chce. Podziwiam ją za efektywność. Ja ciągle narzekam na brak czasu, ale nawet nie robię połowy tego, co ona. K. pracuje do 17:00, ma czas na ugotowanie obiadu, czas dla męża, teściów, rodziny, czas na posprzątanie mieszkania, na zakupy, na aerobic, szkołę, babskie wieczory, na umalowanie paznokci i zrobienie balkonu. W jej rękach czas wydaje się rozciągać, podczas gdy w moich się kurczy. Nigdy nie będę taka jak K. Jestem zbyt roztargniona, leniwa, nieuporządkowana, za dużo rzeczy mnie rozprasza. A ona jakby to wyczuwając, roztacza ten swój ciepły, opiekuńczy blask także na mnie...
Komentarze - ...

...

05 May 2004

Nic mi się nie chce. Marazm, marazm i jeszcze raz marazm. Nie wiem, co jest. Blah... wiem i to jest najgorsze... Beznadzieja...

Umówiłam się z Anką na siłownię w poniedziałek. Ma mi między zajęciami pokazać co i jak mam ćwiczyć. W przyszłą środę mam się spotkać z Renatą, to może mnie przebada. Szczerze mówiąc, nie wierzę, żeby to coś było. Ale jak chcą tak poważnie, to niech będzie. Mnie to obojętne. Wszystko jest obojętne...

Sound the bugle now - tell them I don't care

Jest mi źle... Czuję się jak porzucona laleczka... Jak jedna z postaci anime o pustych oczach... Zgubiłam gdzieś blask...

There's not a road I know - that leads to anywhere

Sound The Bugle, Brian Adams

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 184 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.