Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Even with nougat...

Even with nougat...

05 January 2004

Wróciłam. Pyśka czekająca w przedpokoju. Wreszcie można przytulić puszyste, ciepłe ciałko.

Zapach, tak dobrze znany. Każdy dom pachnie inaczej, zauważyliście? Z zamkniętymi oczami poznałabym ten swojski, cudowny, lekko zakurzony zapach domu. Co poczuł Mroziu?

Kiedy po prawie pięciu miesiącach w Stanach wróciłam wreszcie, było tak samo. Chwilka napięcia, potem odsuwanie wspomnień i uczucie, jakbym nie wyjeżdżała, jakby czas zatrzymał się w momencie zamknięcia drzwi i znów ruszył, po ich otwarciu. I tylko zdumiony, nie wierzący, szczęśliwy pyszczek kota świadczył o mojej nieobecności.

Teraz śpi na kolanach, mrucząc z zadowolenia. Jedyna osoba, której nie potrafię po prostu zostawić, jedyna osoba, do której naprawdę wracam.

Wróciłam. Nie było obiadu. Byłam zmęczona i zmarznięta. Plecak zsuwał się z ramienia. Na wyjeździe nie wszystko było tak, jak bym chciała. Czekała mnie praca. Otworzyłam drzwi. Pyśka czekała w przedpokoju.

"Even with nougat, you can have a perfect moment."

Thief of time, Terry Pratchet

Komentarze - ...

...

06 January 2004

Miało być o noworocznych postanowieniach. O tym, jak bez sensu jest je robić. Że nie robię czegoś takiego, bo listy tego, co mam zrobić robię co tydzień i rzadko się z nich wywiązuję.

Miało być o doktoracie, php i odchudzaniu.

Nie będzie, bo nie chce mi się.

NIE CHCE MI SIĘ. NIC. KOMPLETNIE.

Komentarze - naiwność

naiwność

08 January 2004

Istnieje taki specjalny gatunek ludzi, którzy ufają. Oni wierzą w ukryte w ludziach dobro, każdy dla nich jest wiarygodny.

Ci ludzie wysłuchują tłumaczeń innych i rozumieją. Że ktoś zapomniał, bo miał dużo roboty. Że firma jest w trudnej sytuacji. Że teraz jeszcze nie, ale później...

To osobnicy pozbawieni instynktu albo szóstego zmysłu, oni nie wyczuwają fałszu dopóki nie zostaną zmasakrowani. Można im mówić, tłumaczyć, ostrzegać, mnożyć przykłady, a i tak się łudzą. Bo nie potrafią żyć bez tych złudzeń, tej różowej maseczki naiwności.

Gorzej, oni nie pozbywają się tych swoich marzeń nawet jeśli się zawiodą. Raz, drugi, trzeci... Nadal ufnie podążają za oszustem, jak stado owiec, prosto w paszczę wilka.

Czego trzeba użyć, żeby ich uratować, jeśli sami, dobrowolnie, teoretycznie świadomie pchają się na rzeź?

A kiedy nadchodzi olśnienie bywa, że jest już za późno. A rozczarowanie bardzo mocno ich rani. Mówią wtedy pełnym sarkazmu głosem, obiecują sobie, że już nigdy więcej. A potem i tak robią to samo.

Ten gatunek ludzi to jelenie.

Komentarze - Dawno, dawno temu...

Dawno, dawno temu...

09 January 2004

W dzieciństwie większości ludzi gościły bajki. Cudowny, zaczarowany świat, w którym dobro zawsze zwyciężało nad złem. Świat czarno-biały, jing i jang, dobro jest piękne i ma jasne barwy, zło jest ohydne i ubiera się w ciemne kolory.

Jaś i Małgosia zabili Babę Jagę w okrutny sposób, Smok Wawelski pękł otruty, a Złego Wilka wypatroszono. Taka jest kara za bycie złym, tak miłosierne dobro karze pokonanych.

Ale mimo wszystko te stare bajki miały niepowtarzalny urok i czar, budziły dziecięcą wyobraźnię, wpajały im pewne zasady moralne. Cieszyły i skłaniały do marzeń.

O czym marzy dziewczynka oglądająca zdeformowane postacie robiące na złość koleżance? Ohydne karykaturki zwierząt wyśmiewające mniejszego? Bezmyślną Barbie idącą na kolejne zakupy?

O czym może śnić chłopiec wychowany na bajkach o Masce, Bat Manie? Oglądający bezsensowne transformersy?

Jacy ludzie wyrosną z tych dzieci? Jakie prawdy niosą nowoczesne bajki, w których dobro i zło jest jednakowo ohydne? Które często nie mają nawet fabuły i są pretekstem do kolejnego bicia się po głowach? I jaka jest alternatywa?

Dzisiejszym dzieciom odebrano marzenia, a dano konsumpcjonizm.

Komentarze - Prezent dla milusińskich

Prezent dla milusińskich

09 January 2004

Kupiliśmy kotom drapaczkę. Wydatek rzędu 40 zł powalił mnie z nóg zielonym futerkowym obramowaniem, ale trudno się mówi i drapie się dalej. I tak zapłaciłam mniej niż bym musiała zabulić za nową wykładzinę i tapicerkę do mebli.

Przytargaliśmy dechę do domu. Koty wykazały zainteresowanie nowym nabytkiem, zwłaszcza podczas uroczystego rozpakowywania z worka, bo co jak co, ale torebki to Pysia lubi, a Maciek lubi wszystko, co oznacza Rozrywkę.

Drapaczkę położyliśmy na ziemi, żeby kotki się zapoznały. Kotki z wyraźną radością obserwowały naszą prezentację możliwości skrobania, poszły nawet na ustępstwa i obwąchały cudo. Potem atmosfera zrobiła się nerwowa, bo Pyśka uznała, że też chce sobie drapać, a Maciek się oburzył na takie traktowanie prezentu. Kotek jest kulturalny, jak coś dostanie, to stara się to szanować. Więc poszły w ruch łapy, bo Pysia nie lubi rezygnować z planów.

Do wieczora sytuacja się unormowała, kotka zanurzyła swoje pazurki w nabytek, więc przyszła pora to świństwo na ścianie powiesić. Tak się też stało, przy okazji koty miały kolejną radochę, bo uwielbiają remonty i pracę z młotkiem, śrubkami, wiertarką. Twardo nam więc asystowały, sprawdzały każdy element, kontrolowały wykonanie. Na koniec zaakceptowały nasze wysiłki: każde wspięło się i przejechało łapami po drapaczce. Na znak, że wiedzą, o co chodzi.

A potem straciły zainteresowanie.

Idę spać z myślą, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy. Pozostaje wierzyć w dobrą wolę małych, puszystych potworów.

Komentarze - publikacja

publikacja

10 January 2004

Piszę publikację. Pod koniec maja w Międzyzdrojach ma się odbyć konferencja na temat informacji i pomyślałam sobie, że nie byłoby głupio się na nią wysłać. Więc dziś od rana piszę.

Zaczęło się od tego, że zaczęłam przeglądać materiały i... doszłam do wniosku, że temat mi nie pasi. Co gorsza, nie ten temat od publikacji, ale ten od całego doktoratu. Zrobiłam sobie więc przerwę, aby ochłonąć i pomyśleć.

Zajęło mi to całe przedpołudnie i zaowocowało wymyśleniem nowego tematu. Pełna werwy i zapału położyłam się więc na tapczanie, żeby się zastanowić, jak to powiązać z publikacją. Po godzinie już wiedziałam, siadłam i napisałam wstęp, a potem z rozpędu jeszcze pół strony. Ustawiłam margines na 1,5, wyszła cała strona, poczułam dumę.

Tu babcia zapowiedziała obiad, więc trzeba było przerwać. Podczas obiadu pogadywałam sobie z Larkiem, a potem jakoś nie mogłam się zdobyć na pisanie, więc zarządziłam myślenie koncepcyjne. Koło 17 wróciłam do pracy i wymodziłam jeszcze pół strony. Genialnie.

Jak tak pójdzie dalej to zdążę z publikacją na te konferencję... ale za rok.

Komentarze - wybory

wybory

11 January 2004

Podobno przyszłości nie można zobaczyć, gdyż nie istnieje jedna przyszłość. Każdy z naszych wyborów jakoś wpływa na nasze życie, zmienia nasz los.

Gdybym się nie nudziła, nie weszłabym na webinside, gdybym się nie pokłóciła, w moim życiu nie pojawiłoby się kilka osób i nie prowadziłabym bloga. Gdybym nie poznała tych osób, moje życie byłoby uboższe o kilka rozterek, wzruszeń, uśmiechów. O parę marzeń...

Czy to miało jakiś wpływ na linię mojego życia? Czy zasadniczy bieg jakoś się zmienił?

Tak bardzo staramy się, żeby nic się nie zmieniło. A może nawet gdybyśmy się nie starali, i tak wszystko potoczyłoby się ustalonym rytmem?

A może nie boimy się spełnienia marzeń, tylko utraty złudzeń? Chcemy, by nasze życie toczyło się tak, jak uważamy za stosowne. Boimy się realizacji naszych zachcianek, dusimy impulsy. Czy takie życie można nazwać pełnym?

I od drugiej strony: czy kierowanie się każdym impulsem, bez przewidywania zagrożeń, może doprowadzić do szczęśliwego zakończenia?

"Co by było, gdyby...". No właśnie, jeśli nie sprawdzimy, nigdy nie będziemy wiedzieć. Albo sprawdzimy i może zmienimy tor naszej linii życia, niekoniecznie na ten właściwy. Nadal nie wiem.

Kiedyś dojdę na rozstaje drogi zwanej przeznaczeniem i zatrzymam się w w rozterce. Każda droga bez powrotu i nie wolno się obejrzeć i nie wolno z niej zawrócić, bo może skamienieć serce...

Komentarze - Kropla

Kropla

12 January 2004

Weszłam na salę i Ona tam była. Jak zwykle roześmiana i rozkrzyczana. Sztanga wydawała się cięższa po trzytygodniowej przerwie, rękawiczki uwierały.

Huknęła muzyka, popłynął rytm. Poruszył, rozkołysał, rozpalił mięśnie, wzmocnił tętno, obudził ból. I trwał, oplatał, otulał, naglący, wymagający.

Strumyczek potu załaskotał plecy, nim spłynął w dół. I skończył się czas, a zaczęło trwanie, cudowna chwila zamknięta w słonej kropelce.

Zmęczenie - o tak. Ból - oczywiście.

I szczęście, najdziksza radość, że się znów tu jest, że się znów walczy z samą sobą. Każde uniesienie sztangi staje się prywatną walką, tak ważną, jakby chodziło o losy wszechświata.

Czym jest szczęście? Kroplą potu i rytmem. Wróciłam.

Komentarze - Anonimowy Czekoladożerca

Anonimowy Czekoladożerca

13 January 2004

Jem obiad. Kapusta pekińska w stylu naturalnym, czyli bez dodatków. Niezła jest. Tydzień bez słodyczy daje się we znaki. Zapycham się tą kapustą, żeby nie myśleć o czekoladzie. Głodna jestem, właściwie cały czas. Cały czas także na głodzie czekoladowym.

Jedyne moje uzależnienie. I odwyk. Za dwa tygodnie już będzie OK. Będę mogła sięgnąć po kawałek czekolady i NIE ZJEŚĆ całej tabliczki. Na razie jest źle. A najgorsze przede mną.

Jeśli nie ćwicząc ciągle jestem głodna, to jak głodna będę ćwicząc 3 razy w tygodniu? Wczoraj oszukałam organizm brzoskwiniami z puszki. Czym dziś?

Właściwie to się nie odchudzam. Ja się odzwyczajam. Walczę z nałogiem, który powraca co jakiś czas. Istnieją kluby AA, a czemu nie ma klubów AC - Anonimowych Czekoladożerców?

"Jestem Usagi. Jestem Czekoladożercą."

Tak to ja. Bez wątpienia.

Komentarze - ...

...

15 January 2004

Zaczyna się w nerwowym trzepotaniu serca. W narastającym oczekiwaniu. Cały dzień zniechęcenia w pragnieniu popołudnia. A potem...

Jest obok, a zarazem daleko. Zbyt daleko, by pokonać przestrzeń. Rozmowy zbyt krótkie, zbyt rwane. Blask oczu, których barwy nie mogę zapamiętać. Miękkość włosów, których nie mogę dotknąć.

Sny na jawie. O dotyku ręki. Urwane wizje. O smaku ust. Ust, które stają się obsesją. Ramion, które stają się marzeniem...

Ciężką, bezgłośną falą nadciąga pożądanie.

Komentarze - Książkowa pogoda

Książkowa pogoda

16 January 2004

Pada. Pogoda nie może się zdecydować i serwuje nam papkę deszczu ze śniegiem. Marzę o tortelli... i chyba się tym zainteresuję poważniej. Niektóre marzenia należy realizować.

W wolnych chwilach czytam forum fantasyworld. Brak mi ostatnio dobrej książki, która powaliłaby mnie na kolana. Ale nie chce mi się w taką pogodę szukać niczego.

W taką pogodę to najchętniej zaszyłabym się w jakimś kącie, piła ciepłą kawkę, słuchała Enigmy i zatapiała w bajkowy świat.

Kiedy czytałam 'Tkacza Iluzji' Białołęckiej, w tle leciała Vanessa Mae. I zawsze już jej muzyka będzie mi się kojarzyła ze smokami. I vice versa, Białołęcka kojarzy mi się ze skrzypcami.

Hmmm, może warto się rozejrzeć? A może warto sięgnąć do 'Kronik wampirów' Anne Rice? Kiedyś mi się podobał 'Wampir Lestat' i 'Wywiad z wampirem', więc może i teraz? Jakieś dziwne mam klimaty ostatnio....

Komentarze - kapitulacja

kapitulacja

17 January 2004

Nie mam już siły. Już nie chcę dłużej. Prosić, tłumaczyć, rozkazywać, ponaglać. Koniec.

Doszło do tego, że zamiast czuć się z nim bardziej związana, to ja uciekam z domu na spotkania, żeby tylko nie słyszeć jego jęczenia.

Nie potrafię. Nie umiem go zrozumieć. Mój pokój, który kiedyś był dla mnie azylem, stał się polem walki. Nie mam gdzie być...

Komentarze - babski wieczór

babski wieczór

18 January 2004

Zrobiłyśmy sobie babski wieczór. Kiedyś nie rozumiałam, co może być w tym takiego fajnego, ale zaczynam czaić bazę.

Można pogadać o swoich facetach, o odchudzaniu, o ciuchach. Można podzielić się problemami, o których nie da rady pogadać w męskim gronie. Można pić wino i nikt nie próbuje dolewać, gdy się nie chce. Nikt nie patrzy dziwnie, gdy mówi się o kosmetykach.

Oczywiście nie tylko o tym rozmawiałyśmy. Było o planach na życie, kupnach mieszkania, pracy, nauce. I było cholernie miło. Trzy litry wina, odpowiednio podgrzane i doprawione, zaginęły bezpowrotnie.

Mroziu wyszedł z pozycji siły - zawiózł mnie na zakupy, odwiózł na spotkanie, przyjechał, żeby zabrać do domu i upakować do wyra. Co nie znaczy, że nie dałabym rady zrobić tego sama, bo nawet się nie wstawiłam. Ale miły gest. I zaoszczędziłam na taksówce, na kolejne wino, hyhy.

Kurcze, ja bym tak mogła żyć cały czas... Bo nawet kac mnie nie męczy. Normalnie pić, nie umierać.

Dziś kręcimy z E. ajerkoniak. Ciiii... To tajemnica...

Komentarze - Ideały są jak gwiazdy...

Ideały są jak gwiazdy...

19 January 2004

Smutno mi. Źle. Samotnie.

Otaczają mnie ludzie, rozmawiam z nimi, śmieję się. W środku pustka. Serce zamarza, po kawałeczku. I tak cicho, bardzo cicho, szarą mgłą otula mnie świat.

Jest ktoś, kto czuje jak ja. Kto myśli jak ja. Ktoś.

I jest ktoś przy mnie, kto może i chce. Ale już się nie stara. Więc rośnie lód.

I jest ktoś, jak gwiazda. Na firmamencie moich myśli, jej jasne światło drży. Nieosiągalne.

Czy można przytulić myślą? Czy lód może zrodzić płomień? Nie znam odpowiedzi na żadne pytanie.

Wiem jedno. Można patrzeć w gwiazdy, kierować się gwiazdami, lecz nie można do nich sięgnąć. Nie ręką. Szukam sposobu, by dosięgnąć gwiazd.

Just a wish and I will cover your shoulders
With veils of silk and gold
When the shadows come and darken your heart
Leaving you with regrets so cold...

Enigma - Snow on the Sahara

Komentarze - Dzień

Dzień

22 January 2004

Siedzę sama. Mroziu w szpitalu leczy półpaśca, do wtorku raczej nie wróci. Jakoś tak dziwnie... pusto.

Nie bardzo wiem, co ze sobą zrobić. Zmęczona ostatnimi dniami, pracą, jego chorobą, fitnessem, siedzę i gapię się w ścianę. Przybita jestem. Próbuję spać, ale nie mogę. Ciągle mam wrażenie, że zapomniałam coś zrobić. Koty towarzyszą mi cały czas, w nocy oba śpią ze mną, jakby wyczuwały, że potrzebuję wsparcia.

Nawet nie mogę iść poćwiczyć... Wczoraj Anka i step pomogły mi zapomnieć, choć na godzinę. Oderwać się od zmartwień, od przygnębienia. Przez godzinę byłam tak zajęta, że nie miałam czasu się martwić. A potem już byłam tak wykończona, że nie miałam sił myśleć... Potrzebne mi to dziś, jutro, pojutrze. Zmęczenie wycisza stres.

A jutro znowu - dzień w biegu, uczelnia, dom, lekarz, szpital, rodzina, praca do późna. Model życia, którego nie chcę...

Z tobą odeszły anioły...

Komentarze - My room

My room

24 January 2004

Cieszę się każdą chwilą samotności. Każdy króciutki moment oglądam jak klejnot. Uczucie, gdy wsuwam się do pustego, chłodnego łóżka. Gdy budzę się tam rano wtulona w rozwalonego na poduszce kota. Mimo że drugi kot śpi w nogach, jestem wyspana i zadowolona. Każdy moment, gdy wchodzę do pokoju i on jest tylko mój. To, że tą pustą, dużą przestrzeń wypełniam życiem tylko ja i kociaki. Każdy wieczór, gdy siedzę do 2 w nocy. Każde popołudnie nad książką. Każdy dzień, tak cenny, że staje się marzeniem...

Jestem szczęśliwa. Spokojna, zadowolona, spełniona. Sama. W moim pokoju.

On wróci, już za parę dni. I znów się będę musiała przyzwyczaić do określenia: "nasz".

Komentarze - Uczuciowość

Uczuciowość

25 January 2004

Patrząc z zewnątrz, kontakty w mojej rodzinie mogą wydawać się oziębłe. Nigdy nie było między mną a rodzicami czułości, przytulania, całowania. Oni też nie okazywali sobie uczuć w nadmierny sposób. Nie skakali wokół mnie, gdy byłam chora. Po prostu pilnowali, żebym brała lekarstwa, robili mi herbatę i wychodzili do pracy. Czasem stwierdzali, że jak się lepiej poczuję, to mogłabym odkurzyć.

Nie zwierzałam się rodzicom. Nie opowiadałam im o swoich miłościach, klęskach, rozczarowaniach. Oni nie pytali.

Uczyli mnie samodzielności, zaradności, myślenia. Wszczepiali poczucie własnej wartości, chęć rozwoju, bycia kimś. Uczyli, jak żyć, wartości pracy, choć długo dostawałam od nich kieszonkowe.

Bycia sobą, na przekór wszystkim. Szacunku dla przyrody i tolerancji wobec innych ludzi.

Nauczyli mnie kochać. Miłością prostą, bez uniesień, cyniczną i z przymrużeniem oka. Taką, która nie potrzebuje czułości i słów, wyraża się w czynach, w dotyku ręki na rozgorączkowanym czole. W zaufaniu, akceptacji, niesieniu pomocy. W uśmiechu.

I tak właśnie kocham. Bez eskalacji uczuć, wybuchów namiętności, fałszywej czułości. Bez manifestacji. Spokojnie. Delikatnie. Szeptem.

Komentarze - Zaliczenia

Zaliczenia

26 January 2004

Siedzę sobie i tworzę system zaliczeń i oceniania prac. Potem go ładnie wywieszę na tablicy przed moim pokojem, do wiadomości studentów. Żaden student go nie przeczyta. I cała szopka zacznie się od nowa.

Czasem mnie to dziwi. Idąc do mnie do pokoju, nikt nie pokwapi się o sprawdzenie, czy potrzebna mu wiadomość nie została wywieszona już wcześniej przeze mnie. A zaoszczędziłoby to czasu i mnie i zainteresowanym. Gdyby jeszcze ta tablica była gdzieś ukryta, ale ona sobie wisi w widocznym miejscu, duża, brązowa, z kartkami w stylu "UWAGA!".

W ogóle czas przed sesją jest dla mnie źródłem nieustającego zdziwienia nad cudami i fenomenami tego świata. Prace, które znajdują się po terminie. Nagły wzrost frekwencji, z której wynika, że przynajmniej 80 osób chodziło na wszystkie zajęcia, w tym kilku gorliwych to nawet podwójnie. I nagle wszyscy chcą uzupełniać prace, poprawiać kolokwia. Taki nagły wykwit na ambitnych...

Ale i tak najbardziej lubię studentów, których nie widziałam ani razu na zajęciach, a teraz przychodzą po oceny...

Komentarze - ...

...

27 January 2004

Wrócił. I znów to samo. On by zjadł jajecznicę, więc ja powinnam ją zrobić. Bo on był w szpitalu. A to, że ta jego choroba objawiała się właściwie tylko wysypką, to nie ma nic do rzeczy. On był chory, kobieto skacz.

Nawet rzeczy po wypakowaniu z toreb nie pochował. Nawet mnie nie przytulił, tylko od razu do komputera. Nawet nie spytał, co u mnie. Ale ode mnie wymaga troskliwości.

Dodatkowo wkurza mnie babcia. Ona mu tę jajeczniczkę zrobi. Jestem niedobra, bo się nie krzątam wokół mojego chłopca. A on taki biedny.

A potem mojej siostrze napomyka, że ten mój chłopak to taki niewychowany, taki, siaki, owaki, a jej Kamilek to pewnie ideał. Ja ich zostawię, a sama się wyprowadzę. Niech sobie sami te jajka smażą i gniją w swojej hipokryzji.

Komentarze - Game over.

Game over.

28 January 2004

Kupiłam sobie Icewind Dale - Heart of winter wydawnictwa CDPROJEKT. Chciałam sobie pograć w coś, co lubię. Pomyślałam że 20 zł to wcale nie tak dużo. Wróciłam do domku zadowolona, zainstalowałam grę i... gówno. Nie działa. Pacze nic nie pomagają. Gra się nawet nie odpala.

Jestem zła. Nigdy więcej oryginałów. Piraty jakie są, takie są, ale jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby nie działały.

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.