Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Czytam Bundza

Czytam Bundza

24 November 2005

Czytanie Bundza jest ZŁE.
Komentarze - Something new

Something new

21 November 2005

Coś nowego. Chora jestem. I tyle.
Komentarze - Nuda

Nuda

19 November 2005

Podobno ludzie inteligentni nie znają pojęcia "nudy". Otóż jest to stwierdzenie błędne. Człowiek inteligentny na pewno zna to pojęcie, jednakże gdybym to ja się jednak myliła, poniżej zamieszczam definicję. nuda (Wilga) rz. ż Ia 1. ‘uczucie przygnębienia wywołane brakiem lub jednostajnością wrażeń’ 2. ‘cecha tego, co wywołuje nudę’ 3. ‘to, co wywołuje znudzenie; rzecz nieciekawa’ Wracając jednak do stwierdzenia, że nuda jest dla osób inteligentnych pojęciem obcym, wnioskuję, że osobą inteligentną nie jestem. Ostatnie parę dni było eksplozją znudzenia, a dzisiejszy wieczór jest jej kulminacją. Wychodząc z założenia, że praca nie jest dobrym sposobem na spędzanie wolnego czasu, tudzież weekendu, przeznaczonego na odpoczynek od tejże pracy, postanowiłam, że palcem nie ruszę. Mroziu najwyraźniej wyszedł z podobnego założenia i oboje nagle znaleźliśmy się w tym punkcie dnia, gdy kompletnie nie mamy co ze sobą zrobić. Listopad z nami w żadnym wypadku nie współpracuje, fundując nam temperatury zerowe i unieruchomiając nas w domu. Z przerażeniem odkryliśmy, że domowa filmoteka sięgnęła dna, o naszej kochanej TVP nie wspominając, gdyż ta już dawno przeszła na dna drugą stronę i właśnie się rozpędza w poszukiwaniu dna kolejnego. Zawsze jest przecież drugie dno, zresztą pod każdym dnem jest jeszcze warstwa mułu. Z zapewnień kolegi Yaśka, zapalonego nurka, w polskich stawach niejednokrotnie równa głębokości samego stawu. Anyway, grać mi się nie chce, bo i nie mam w co, Kratosa byle hero nie pobije, żadne tygrysy czy inne smoki, o Dark Alliance'ach nie wspominając. Jako tako trzyma się Pratchett, ale też powoli ustępuje pola, bo ileż można w kółko i chyba nawet Jingo tu niewiele pomoże. Nudzimy się. Jak debile. I nawet się nie zaprujemy, bo cola wyszła, został sam gin. A wiecie co? Właśnie mi się coś przypomniało w temacie ginu i toniku. It is a curious fact, and one to which no one knows quite how much importance to attach, that something like 85% of all known worlds in the Galaxy, be they primitive or highly advanced, have invented a drink called jynnan tonnyx, or gee-N'N-T'N-ix, or jinond-o-nicks, or any one of a thousand or more variations on the same phonetic theme. The drinks themselves are not the same, and vary between the Sivolvian "chinanto/mnigs" which is ordinary water server at slightly above room temperature, and the Gagrakackan "tzjin-anthony-ks" which kills cows at a hundred paces; and in fact the one common factor between all of them, beyond the fact that the names sound the same, is that they were all invented and named before the worlds concerned made contact with any other worlds. D. Adams: "Restaurant at the End of the Universe" Boskie, nie? I wyszukanie tego fragmentu zajęło mi około 2 minut, a to oznacza, że mam 2 minuty mniej do zakończenia weekendu i do chwili, gdy będę mogła wreszcie przestać się nudzić i zabrać za pracę. Gosh, how can people live like that?
Komentarze - God of War

God of War

15 November 2005

Narasta we mnie agresja. Złość na cały świat. Próbuję odreagować, ale nie daję rady. Nawet nie wiem, co właściwie chcę odreagowywać. Wnerwiają mnie ludzie, jazda samochodem to koszmar, bo jak ktoś nam zajeżdża drogę, z trudem powstrzymuję się, żeby go nie wyciągnąć zza kierownicy i nie skopać. A potem przejechać w te i we wte. A potem wskrzesić i zabić jeszcze raz. Jak wczoraj składaliśmy komputer, moja inwencja twórcza w wiązankach, zadziwiała nawet mnie, a przecież to ja nimi sypałam. Nie poszłam na rowery, bo istniała realna obawa, że jak Anka na mnie wrzaśnie i walnie mnie w plecy, zsiądę i zatłukę ją tym rowerem. Mroziu mówi, że wrzeszczała i prostowała plecy, dobrze że nie poszłam. Zamiast na pogrzeb, mogę iść dziś na pumpa. To się nazywa myślenie przyszłościowe. No, of course not with a bike. I'll kill her with a bar. Ho. Ho. Ho. Przy życiu trzyma mnie God of War i muzyka z "Phantom of the Opera". Chodzenie i zarzynanie hord popleczników Aresa działa na mnie kojąco. Nowe zadanie na jutro? Znaleźć bardziej okrutny sposób, niż ten dzisiejszy. Poza tym Kratos jest moim idolem - brzydki, wkurzony i morderczy - idealne zestawienie. Idąc na ostatnią walkę z Aresem śpiewałam sobie: "My name is Kratos, remember my name, I will kill you, big motherfucker, 'cause it's me who is the God. Because my name is God of War, The Mister God Of War! Pomijając fakt, że nawet śpiewam już po angielsku (my pronunciation is horrid), reszta mózgu się wyłączyła na amen. The Ghost of Opera is in my head. BTW muzyka jest fantastyczna. Gniewna, mroczna, taka, jak mi teraz potrzeba. Miecze w garść i hajda. Dawno mi się nie śniły, a przydałoby się teraz. Oj, przydało. W moim sercu, w mym krwiobiegu, w moim mózgu tylko wściekłość. I Kratos zabijający bogów.
Komentarze - Zasada kija i marchewki

Zasada kija i marchewki

13 November 2005

Pusto we mnie. Tyle rzeczy do zrobienia, a we mnie pustka. Po prostu mi się nie chce pisać, kodować, robić kompletnie nic. Dwa ostatnie dni spędziłam na przekonywaniu javaScriptu do działania zarówno na Mozilli jak i IE w sposób kontrolowany. Zadziałało, natomiast na AFES cholerne pliki nadal nie chcą się wgrywać po FTP. Zostawiłam problem w cholerę, muszę odetchnąć, zanim znów się za niego zabiorę. Na jutro solenne postanowienie, że zrobię dodawanie do bazy w projekcie do doktoratu. I przynajmniej rozplanuję dokładnie pierwszy rozdział. Do końca tygodnia chcę zrobić wersję bez mechanizmu decyzyjnego. CHCĘ = ZROBIĘ. Tylko kopnijcie mnie w tyłek, gdybym miała problemy z tym "chcę". Ja się próbuję motywować - zakupy dopiero w środę, zależne od wyników i takie tam inne babskie pierdoły. Życie mnie jakoś ogólnie przytłoczyło i ciężko mi się spod niego wygrzebać. Nie ma cholernej marchewki, same kije wokół. A na groźby uodporniona jestem. Brak mi motywacji, ot co!

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 117 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.