Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Parents

Parents

12 August 2005

"Why do we keep hitting ourselves over the head with a hammer? Because it feels sooo good when we stop..." Grey's anatomy Wizyty u moich rodziców należą do jednej z najbardziej frustrujących czynności na świecie. Nie rozumiem zupełnie, dlaczego nigdy nie udaje się uniknąć tych wszystkich tematów, które potem zalegają w duszy jak kokosanki na żołądku. Uwielbiam kokosanki i często później cierpię przez łakomstwo. Podobnie jest z odwiedzinami rodziców - zawsze bardzo chcę się z nimi zobaczyć, choć potem długo odbijają mi się moralnym kacem. Moja mama to chyba najbardziej załamana osoba na świecie. Niezależnie od tematu, nigdy nie udaje mi się wyjść z rozmowy bez poczucia winy. Paradoksalnie, to ona nauczyła mnie być zwariowaną. Mroziu nie lubi tych spotkań i w tym jednym punkcie doskonale go rozumiem. Dla odmiany oboje nie mamy nic przeciwko obiadom u jego rodziców. Mama Mrozia jest zupełnym przeciwieństwem mojej i jej entuzjazm potrafi niekiedy aż męczyć. Podejrzewam, że gdyby nasze rodzicielki się poznały - znienawidziłyby się na śmierć i życie. To niezbyt dobrze rokuje na przyszłość, bo nie można ich separować w nieskończoność. I zapewne, jak w większości wojen, my, jako ta neutralna strona, oberwiemy najbardziej.
Komentarze - Time is running low

Time is running low

11 August 2005

Tydzień przeciekł mi między palcami, złotymi kroplami odpłynął w przeszłość. Nic nie robię, a czas leci jak zwariowany. Tak sobie myślę, że to pewnie od tego nieróbstwa - każdy dzień jest długi, ale zebrane razem migają w pędzie. Znów strony - tym razem joga, znów rodzina i ciągłe poczucie winy, że czeka to i to, i jeszcze tysiąc innych spraw. Rano kurczowo trzymam się resztek snu, choć i tak wstaję w nienaturalnych dla mnie porach, koło 8. Planuję - to jedyne wyjście. Sztywny rozkład każdego dnia, lista czynności do wykonania. A potem i tak sięgam po "Dzikie łabędzie: Trzy córy Chin" i z fascynacją pochłaniam obrazy życia w epoce Mao. Mimo tych list, mimo rozkładów, chaotycznie żyję. Obecny plan Active'a też mi nie pomaga, gdyż zmuszając do zajęć na godzinny ranne, zakłóca porządek dnia wypracowany przez dwa ostatnie lata. A doktorat i publikacja wiszą nade mną jak miecz Demoklesa. Następny tydzień spędzę pod znakiem organizacji wirtualnej. Ale nic to, radujmy się. Ja nadal mam w sercu Afrykę.
Komentarze - Kto rano wstaje, ten ma zakwasy wieczorem

Kto rano wstaje, ten ma zakwasy wieczorem

09 August 2005

Ale za to mordę roześmianą. Ech, fajnie było... A jutro powtórka. Plan na sierpień
Komentarze - W Piramidach śpi czas

W Piramidach śpi czas

08 August 2005

Ludzie boją się czasu, czas boi się piramid Ash: "A co mieli fajngo w Egipcie poza żarełkiem?" Baseny z czyściutką, ciepłą wodą, w których pławiłam się godzinami, tylko po to, żeby potem położyć się w cieniu parasola na leżaku i uciąć sobie drzemkę. Cudownie cieplutkie i czyste Morze Czerwone, po którym śmigały białe łodki z nurkami na pokładach. Morze o rafach tak płytkich i tak bogatych, że nie trzeba było schodzić do wody, żeby dech zapierało. Słońce - wypalające oczy w Dolinie Królów przy 50 stopniach i cudownie rozgrzewające kości po wyjściu z basenów w Hurghadzie. I wiatr - ciepły wiatr suszący włosy w Asuanie i orzeźwiająco muskający ciało na plaży. Świątynie i starożytność - obecną na każdym kroku, w trzytysiącletnich kolumnach i malowidłach, niekiedy tak świeżych, jakby malowanych wczoraj. W rzeźbach i kolosach, we freskach, w sposobie życia ludzi, ale też pod stopami, w pyle, piachu, kamieniach, bowiem tam człowiek co i rusz potyka się o tysiąc, dwa lub trzy tysiące lat. Złożoność kulturową i religijną, historię tak zaplątaną, że aż wydającą się niemożliwą. Mnogość bogów - egipskich, chrześcijańskich, muzułmańskich - tak samo z szacunkiem traktowanych w świątyniach, w meczetach i kościołach... Ludzi - męczących na bazarach, ale wiecznie uśmiechniętych i chętnych do pomocy. Roześmianych sprzedawców w Asuanie, przemiłą obsługę w hotelach, zwariowanych właścicieli dorożek i śmiesznych instruktorów nurkowania. I to właśnie ci ludzie powodują, że powrót do kraju jest tak bolesny. Bo nie chłód naszego słońca, nie chmury, ale chłód na ulicach powoduje dreszcze. Skrzywione miny sprzedawczyń i przechodniów, ciągłe narzekanie, stres, pośpiech, brak radości życia - to dopiero widać po powrocie. Ta ogólna atmosfera niezadowolenia z siebie i innych wywołuje u mnie od paru dni klaustrofobię, sprawia, że chcę uciekać, że znów czuję się oplatana obowiązkami i problemami. Co mieli fajnego w Egipcie? Oprócz Kairu - wszystko - bo wszędzie witali uśmiechem.
Komentarze - Menu

Menu

07 August 2005

Jakoś nie mogę dojść do siebie po tym Egipcie. Już pomijam zupełną i kompletną niechęć do robienia czegokolwiek i chodzenie spać o 20. Te objawy na pewno wskazują na to, że jest źle, ale jest coś, co wskazuje, że jest znacznie gorzej. Wczoraj wybraliśmy się z Mroziem do ulubionej knajpy na ulubione żarcie i... mi nie smakowało! Do tego oboje zostawiliśmy po połowie porcji, bo jedzenie nas zmęczyło. I tak jest od powrotu. Nic mi nie smakuje. Po oblizaniu łyżeczki po Danio jest mi niedobrze, bułki czosnkowe są ohydne, Twistery smakują jakoś nijako. Nie mam ochoty na czekoladę. NA CZEKOLADĘ! Oni mi w tym Egipcie wyprali kubki smakowe! A zjadłabym sobie ryż... taki z zielonym groszkiem i curry. A do tego makaron z mocno doprawionymi klopsikami... I jeszcze te rewelacyjne warzywka na parze... I popiła herbatką z hibiskusa na zimno. Mniam. Tragedia, proszę Państwa, tragedia!

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228,

Strona 129 z 228

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.