Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - God of War

God of War

15 November 2005

Narasta we mnie agresja. Złość na cały świat. Próbuję odreagować, ale nie daję rady. Nawet nie wiem, co właściwie chcę odreagowywać. Wnerwiają mnie ludzie, jazda samochodem to koszmar, bo jak ktoś nam zajeżdża drogę, z trudem powstrzymuję się, żeby go nie wyciągnąć zza kierownicy i nie skopać. A potem przejechać w te i we wte. A potem wskrzesić i zabić jeszcze raz. Jak wczoraj składaliśmy komputer, moja inwencja twórcza w wiązankach, zadziwiała nawet mnie, a przecież to ja nimi sypałam. Nie poszłam na rowery, bo istniała realna obawa, że jak Anka na mnie wrzaśnie i walnie mnie w plecy, zsiądę i zatłukę ją tym rowerem. Mroziu mówi, że wrzeszczała i prostowała plecy, dobrze że nie poszłam. Zamiast na pogrzeb, mogę iść dziś na pumpa. To się nazywa myślenie przyszłościowe. No, of course not with a bike. I'll kill her with a bar. Ho. Ho. Ho. Przy życiu trzyma mnie God of War i muzyka z "Phantom of the Opera". Chodzenie i zarzynanie hord popleczników Aresa działa na mnie kojąco. Nowe zadanie na jutro? Znaleźć bardziej okrutny sposób, niż ten dzisiejszy. Poza tym Kratos jest moim idolem - brzydki, wkurzony i morderczy - idealne zestawienie. Idąc na ostatnią walkę z Aresem śpiewałam sobie: "My name is Kratos, remember my name, I will kill you, big motherfucker, 'cause it's me who is the God. Because my name is God of War, The Mister God Of War! Pomijając fakt, że nawet śpiewam już po angielsku (my pronunciation is horrid), reszta mózgu się wyłączyła na amen. The Ghost of Opera is in my head. BTW muzyka jest fantastyczna. Gniewna, mroczna, taka, jak mi teraz potrzeba. Miecze w garść i hajda. Dawno mi się nie śniły, a przydałoby się teraz. Oj, przydało. W moim sercu, w mym krwiobiegu, w moim mózgu tylko wściekłość. I Kratos zabijający bogów.
Komentarze - Zasada kija i marchewki

Zasada kija i marchewki

13 November 2005

Pusto we mnie. Tyle rzeczy do zrobienia, a we mnie pustka. Po prostu mi się nie chce pisać, kodować, robić kompletnie nic. Dwa ostatnie dni spędziłam na przekonywaniu javaScriptu do działania zarówno na Mozilli jak i IE w sposób kontrolowany. Zadziałało, natomiast na AFES cholerne pliki nadal nie chcą się wgrywać po FTP. Zostawiłam problem w cholerę, muszę odetchnąć, zanim znów się za niego zabiorę. Na jutro solenne postanowienie, że zrobię dodawanie do bazy w projekcie do doktoratu. I przynajmniej rozplanuję dokładnie pierwszy rozdział. Do końca tygodnia chcę zrobić wersję bez mechanizmu decyzyjnego. CHCĘ = ZROBIĘ. Tylko kopnijcie mnie w tyłek, gdybym miała problemy z tym "chcę". Ja się próbuję motywować - zakupy dopiero w środę, zależne od wyników i takie tam inne babskie pierdoły. Życie mnie jakoś ogólnie przytłoczyło i ciężko mi się spod niego wygrzebać. Nie ma cholernej marchewki, same kije wokół. A na groźby uodporniona jestem. Brak mi motywacji, ot co!
Komentarze - Turn it up

Turn it up

11 November 2005

Z mojego planu ćwiczeniowego już mi wypadły zajęcia dzisiaj. Po STEP ADVANCE wyszłam tak zakręcona, że nie ryzykowałam już HI/LO MASTER. Wystarczyło jedno przejście przez step i obrót, żebym gubiła swoje umiejscowienie w przestrzeni. W końcu jednak zrobiłam całą choreografię, tylko że w wolniejszym rytmie. W szybszym nie nadążałam z odnajdywaniem się na czas. Ania była dziś wyjątkowo łaskawa i wyrozumiała. Zamiast wziąć mnie za frak i zaciągnąć na siłę, wymusiła jedynie obietnicę, że będę na HI/LO ADVANCE. No cóż, a mam wybór? Czasem, gdy tak na nas krzyczy i gdy widać, jak roznosi ją energia, mam wrażenie, że zaraz stanie na rękach, zrobi chasse mambo, zakończy kwadratem z knee up-em (w tym wypadku z elbow up-em) i gdy my będziemy zbierały szczęki z podłogi, stwierdzi, że nie umiemy się wczuć w atmosferę i zaszaleć. A potem, jak przy wielu krokach dotąd, przez tydzień będę trenowała w łazience, aż uszkodzę sobie głowę kompletnie i się skończy. Pozostaje mi mieć nadzieję, że nie zrobi tego ani na niedzielnym HI/LO ani w poniedziałek na rowerach. Na razie spadam pozdychać sobie, taka zmęczona jestem i tak mi dobrze z tym... mmmm..
Komentarze - Uzależnienie

Uzależnienie

08 November 2005

W moim życiu jest jedno uzależnienie. Działa na zasadzie ciągu papierosowego - palacz wie, że niezdrowo, ale i tak sięga po papierosa. Sposób na rzucenie - brak papierosów w pobliżu i silne postanowienie nie stwarzania okazji do zapalenia. No więc ja też tak mam. Wszystko jest dobrze dopóki unikam okazji. I dopóki nie wpadam w sytuacje, gdy uzależnienie się budzi i przejmuje kontrolę nad moim mózgiem. Ale gdy już to się stanie to klęska. Gdzieś tam w środku mojej łepetyny jakaś przytomna cząstka mózgu krzyczy: "Co ty robisz, co ty głupia robisz. Dlaczego? Dlaczegooo???", ale reszta ośrodka decyzyjnego egzystuje sobie w różowej chmurze szczęścia i nieświadomości. Tak jakby ktoś przejął kontrolę nad moim ciałem, myślę zupełnie inaczej i robię coś zupełnie innego, i przez opary zamroczenia patrzę na to, co robię z przerażeniem. I wystarczy tylko jeden impuls, by osiągnąć ten stan. Jeden, jedyny. Ja po prostu tonę w tych Jej roześmianych oczach.
Komentarze - Portfolio v.3

Portfolio v.3

08 November 2005

No to jest. Przy okazji parę osób uznało, że ja się nigdy nie nauczę. Pewnie nie. Jeśli "nauczę" oznacza szarość, monotonię i stonowanie, to pewnie nigdy nie poznam tej sztuki. Jeśli "nauczę" oznacza planowanie, jestem na z góry przegranej pozycji. Jeśli "nauczę" wiąże się z ostrożną kolorystyką, the hell with that! Mój problem polega na tym, że ja nie jestem grafikiem. Ja jestem sobą. Co mi w duszy gra, to na layout przełazi. A ja ostatnio właśnie taka jestem - szara, szara, kolorowa aż zęby bolą. No to niech bolą. Oto Usagi od środka.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228, 229, 230, 231, 232, 233, 234,

Strona 124 z 234

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.