Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Ziemia i niebo

Ziemia i niebo

12 May 2011

Okna mojej sypialni i pracowni wychodzą na budynek na przeciw i niebo.

Budynek, jak budynek - kolorowe balkony, doniczki z kwiatami i sznurki z praniem. Lekko sprany, pomarańczowy kolor sprawia dość sympatyczne wrażenie w ogólnej zieleni i pozwala odpocząć oku oderwanemu od komputera. Ludzie dosyć spokojni, przeważnie starsi, zajęci swoimi sprawami. Czarny kot z białym krawatem na przeciw obserwuje gołębie, które dokarmia jego właścicielka. Dziś ma zielono-białą sukienkę i wygląda jak gruba przekupka z targu, w rzeczywistości jednak jest bardzo sympatyczna. Nad nią chudy staruszek uprawia gimnastykę poranną w samych slipkach, a kilka balkonów dalej starsza pani jedzie na rowerku stacjonarnym. Spokojny, słoneczny poranek złożony ze znajomej rutyny.

Niebo jest inne. Jest przepastne, błękitne, poznaczone smugami samolotów. Szybują po nim ciemne trójkąty jaskółek, wieczorem kręcą ósemki nietoperze. Kiedy zasypiam, w czarnej, upstrzonej gwiazdami otchłani rozbłyskują maleńkie światełka samolotów. Gdy się budzę ich białe pióropusze dzielą niebo na części. Dokąd lecą? Co spotka podróżnych w miejscu przeznaczenia? Szerokie wody Nilu w Egipcie, gwarny rynek marokańskiego Marakeszu, czy może kolorowe mozaiki Gaudiego w Barcelonie lub zapomniane świątynie w Kambodży? Kto z nich wróci za tydzień lub dwa, a kogo szeroki świat porwie na dłużej?

To nie jest nudne, spokojne niebo. To niebo wszystkich moich tęsknot, drżące oczekiwaniem przygody.

Komentarze - Jej dzień

Jej dzień

07 May 2011

Dziś jest jej dzień. To już cztery lata. Miałaby teraz 15 lat.

Nadal jest ze mną. Gdy siedzę na balkonie, z którego lubiła wyglądać. Gdy patrzę na obniżony parapet, który miał być dla niej.

Dzięki niej poznałam prawdziwą przyjaźń. Nauczyłam się tolerancji, cierpliwości, wytrwałości. Odpowiedzialności.

Wzięłam to życie na siebie, przeżyłam je z nią w całości i pomogłam, gdy wybrała śmierć.

Zostało mi parę zdjęć, pustka na kolanach. I wiedza, jak to jest być kochanym bezgranicznie. Bo właśnie tak mnie kochała.

Dobranoc Pysiu. Dziś znów poduszka będzie zbyt duża na jedną osobę.

Jak co noc.

Komentarze - Po urlopie

Po urlopie

03 May 2011

Zadziwiające jak takie kilka dni bez pracy, nawet spędzone w domu, potrafią człowieka postawić do pionu. Robiłam mnóstwo rzeczy, a jednocześnie nie robiłam nic. Żadnego przymusu, wstawania rano, poczucia winy. Pełen relaks.

A kiedy pozwalam swojej głowie na chwile lenistwa, pojawia się nagle tysiąc pomysłów na spełnienie.

Ze zdziwieniem przekonałam się, że gdy spędzam leniwie dzień, to mimo woli grawituję do Adobe. Uruchamiam Photoshop'a i Dreamweaver'a, przelewam wizje na klawiaturę... Nagle mam cele, plany, dorzucam do listy książki, które chcę na ten temat przeczytać, strony, na których wciągnęły mnie tutoriale, zdjęcia, które aż proszą się o wykorzystanie. Kurcze, ja lubię to robić!

Odkryłam, że uczelnia mnie ogranicza. Wsiąkłam w tamtejszą atmosferę, w ludzi, których lubię, w poczucie doceniania. Ale zabiera mi czas, muli zmysły, które zamiast pogrążać się w monotonni wciąż tych samych zajęć, powinny być eksploatowane do granic możliwości. Zajęcia ze studentami to żadne wyzwanie, satysfakcja będąca tylko cieniem tego, co się czuje, gdy kolejny zadowolony klient, kolejna udana strona...

A wiecie, co robię, gdy nie siedzę przy komputerze? Myślę o tym, co zjeść. I gdzie pojechać, by zjeść coś nowego. I o przeróbkach na stronie z przepisami. To straszne, moje życie kręci się wokół stron internetowych i jedzenia. Nigdy nie schudnę. Ale tak naprawdę mało mnie to obchodzi.

Ten urlop był jak czyste, rześkie powietrze, gdy pierwszego ranka w górach otwiera się okno. Jeszcze miesiąc wytłumienia, zbiorę siły, materiały, a potem... pójdę na całość!

Komentarze - No happy endings

No happy endings

12 April 2011

Przechodzę ostatnio dość poważny kryzys, zastanawiam się nawet czy nie przejść się do psychologa. Nie do psychiatry, bo mi nie odbija, nie słyszę głosów i nie mam przewidzeń, po prostu mam wrażenie, że utknęłam w martwym punkcie bez drogowskazów.

Przez studia najpierw ryłam jak głupia, żeby nadrobić braki, potem romansowałam, porzucałam, byłam porzucana, mściłam się, panikowałam przed wyjazdem do Stanów, panikowałam, że nie znajdę pracy... Bez przerwy coś się działo, ilość bodźców zewnętrznych i wewnętrznych była przeogromna.

Poszłam na doktorat i dalej byłam na emocjonalnym haju. Przełamywałam swoje lęki i walczyłam z nieśmiałością, zaczynałam pracować jako webmaster i zarywałam noce, szalałam na fitness zafascynowana Anką i wkurzałam się na wspólne mieszkanie z Mroziem.

Później było nowe mieszkanie, choroba dziadka i Pyśki, śmierć Lodowego Pingwinka. W ciągu dwóch lat pochowałam trzy najdroższe mi osoby, przeszłam załamanie nerwowe, lęki, duszności i marazm . Ale nawet to było lepsze od tego co jest teraz.

Życie, jakie prowadzę, mnie nudzi i nie przynosi satysfakcji. NIC SIĘ NIE DZIEJE. Dostrzegam chmury na horyzoncie w oddali, ale nie mogę z tym na razie nic zrobić, więc żyję w zawieszeniu. Nie realizuję się, nie spełniam, po prostu żyję z dnia na dzień. Wyjeżdżam do Chin i jestem sobą - unoszę głowę znad książki w autokarze i gapię się na pagody, pola, miasteczka, mijające samochody. Oddycham pełną piersią, bo to jest moje miejsce na ziemi, nie kraj, ale to przemieszczanie właśnie. A potem wracam do domu. I czuję się, jakbym schodziła do podziemi. Emocjonalna nuda...

I głupio mi, że tak narzekam, gdy ja mam tak dobrze, a inni mają gorzej. Wstyd mi, gdy mam ochotę na romans, chociaż mój związek jest szczęśliwy. Wyzywam siebie od idiotek, gdy odczuwam znudzenie pracą, która jest tak niewymagająca i elastyczna.

Ale sama myśl, że w takim odrętwieniu mam żyć przez resztę mojego życia, przepełnia mnie przerażeniem i sprawia, że w panice myślę o swoim wieku. Bo to nie życie, to egzystencja na poziomie bezmyślnej krowy.

No happy endings...

Komentarze - Książki

Książki

11 April 2011

Czytam książki. Jedna za drugą, kolejna i kolejna. Kilka serii na raz, na przemian. J. przynosi mi kolejne i mam wrażenie, że jest zafascynowana moim tempem. Właściwie bez preferencji, byle cyklicznie. Niedawno był "Anioł Nocy" Brent'a Weeks'a, teraz jest "Zmierzch", a w przerwach "Malowany człowiek".

Mało śpię, praca mnie irytuje odrywając od literackiej fikcji, ledwo kończę, znów zaczynam czytać.

To czytanie to błąd. Odczuwam frustrację, gdy kończą się losy bohaterów. Odczuwam frustrację, że nie są prawdziwi. Ogarnia mnie rozpacz, że moje życie niczym nie przypomina książek. Zaczynam rozumieć, czemu czytać przestałam.

A jednak chłonę je jedna po drugiej, zarywam noce, byle doczytać jeszcze kilka stron. Można sprzeniewierzyć się swojej naturze, ale na jak długo? W końcu to wraca.

Więc czytam. A w tym jest przyjemność. I w tym jest ból.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228, 229, 230, 231, 232, 233, 234,

Strona 67 z 234

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.