Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - ...

...

19 June 2007

Stres i przygnębienie robią swoje - chudnę w przerażającym tempie. I jeszcze ta niepewność - bo z jednej strony bardzo mocno, z drugiej znów brak pewnych elementów, które mogą zadecydować o wszystkim. To będzie ciężki tydzień...

Komentarze - ...

...

15 June 2007

Co będzie za pół roku, za rok, za dwa? Co będzie, jeśli nie przeboleję? Jeśli nadal każdy dzień będzie się zaczynał stwierdzeniem straty? Każda noc rozpoczynała rozpaczliwą samotnością?

Bo może ja nie chcę zapomnieć...

Komentarze - ...

...

14 June 2007

Ciężko się uczy nieodwracalności. Dzień po dniu, a nadal umiem zbyt mało. Trwam w ciągłym zadziwieniu, że jestem bezsilna. A serce ciągle płacze.

Niedługo obrona. Jedni straszą, inni dodają otuchy. W te albo we wte, jakoś to będzie. Ale czy ja naprawdę musiałam stracić wszystko, co kochałam, żeby móc zrobić kolejny krok? Czy naprawdę nie mógł mi zostać choć jeden element przeszłości? Zwłaszcza, że właśnie ten był dla mnie skarbem.

Jak stawiać kolejne kroki, jak budować przyszłość, gdy stworzenie będące motywacją odeszło? I choć buntuję się z całych sił, to przecież rozumiem, że nic już nie zmienię. Ja tylko nie umiem się z tym pogodzić.

Nadal czuję aksamitny dotyk jej łapek na ustach. Patrzymy sobie w oczy. Nie jawa i nie sen, tylko krok od szaleństwa. Głaszczę czule futerko na grzbiecie. "Zawsze będę z tobą".

Dotrzymałam słowa. Na weterynaryjnym stole nie tylko ona odeszła.

Komentarze - ...

...

04 June 2007

Cztery tygodnie.

A w sercu coraz ciemniej, coraz ciemniej, coraz...

Komentarze - ...

...

31 May 2007

Śniła mi się.

Szłam przez pole i trzymałam ją na rękach. Koło moich stóp brykał Maciek i jeszcze jeden, rudy kot. Na horyzoncie zbierała się burza. Ciemne, niemal granatowe chmury płynęły w naszą stronę. Schroniliśmy się w jakimś zajeździe, spała z łapkami wyciągniętymi przed siebie. Kochany kopytkowiec. Siadłam koło niej i zaczęłam ją głaskać, odwróciła się do góry brzuszkiem, a ja pod palcami wyczułam zgrubienia. "Jak to dobrze, że nie ma przerzutów, wszystko jest ok..." Obudziłam się na zapłakanej poduszce.

Żyję i pracuję. Wykonuję obowiązki. Moje serce po prostu wyje z rozpaczy.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228, 229, 230, 231, 232, 233, 234,

Strona 94 z 234

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.