Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Notka nr 1

Notka nr 1

30 January 2006

Byłam, przeżyłam. Oczywiście się nie dostosowałam. Stałam tam, patrzyłam na tych wszystkich ludzi, słuchałam, jak szeptali i śpiewali, powtarzali wyuczone regułki. Zastanawiam się, czy któryś z nich się wsłuchał w to, co było mówione, czy ktoś to zrozumiał. Ponad 40 razy padło w jednym liście słowo "posłuszeństwo". Ponad 40 razy powiedziano tym ludziom - podporządkujcie się, ślepo słuchajcie, negowanie jest złe, prowadzi do samych nieszczęść. Choćby z samego tego powodu ja bym się nie podporządkowała. Denerwują mnie nakazy. Gdyby nie to złe negowanie nadal myślelibyśmy, że Ziemia jest centrum wszechświata, że nie istnieje Ameryka, nie oderwalibyśmy się od ziemi i umierali na choroby nie próbując ich leczyć. To, co osiągnęła rasa ludzka, zawdzięcza tym, którzy negowali. Buntownikom, którzy zadawali pytania. Skąd się biorą błyskawice i jak je ujarzmić? Z czego składają się skały? Skąd się wzięli ludzie? Stałam tam, pośród modlącego się tłumu, w swoich wysokich butach i czarnym płaszczu, w którym czuję się piękna i zimna i byłam niczym bezimienny obserwator. Jesteśmy tacy wspaniali z naszymi mózgami, a jednocześnie tak beznadziejnie głupi. P.S. A potem Borowinka wystawiała mega-party u rodziców, czyli Kasi i Bora. Siedzieliśmy do północy i było strasznie przyjemnie. Nawet poćwiczyłam dzieckiem tricepsy, ale sztanga to przy tym pikuś. Ciężki niemożliwie. Za to ja mu wróżę karierę paralotniarza. Ma chłopak predyspozycje. P.S.2. Żeby nie było, że ja znów wszystkich krytykuję. Nie krytykuję. No dobrze, może troszeczkę. Ale nie chodzi mi o to, że wiara jest głupia. Bo nie jest, jeśli ktoś wierzy to wierzy i tyle. Tylko my, ludzie jako ogół, słuchamy ale nie słyszymy. Może ja mam pecha do kazań, a może po prostu za bardzo próbuję odnaleźć w nich sens.
Komentarze - Takie sobie spostrzeżenie

Takie sobie spostrzeżenie

29 January 2006

"Błogosławieni ubodzy duchem, bowiem to ich jest królestwo niebieskie" Borowinka ma dziś swój wielki dzień - chrzciny. Z przerażeniem myślę, że mam znów siedzieć w kościele i robić za manekina. Wszyscy wstają, ja wstaję, wszyscy siadają, no to ja też. Zero sensu, zero wyższych uczuć. Pacynka na uroczystości przyjaciół. Jedyna ateistka w grupie. No ale im zależy, więc i mnie też. Religia jest dla mnie czymś jasnym i zrozumiałym. Niestety pojmuję ją raczej odmiennie niż większość i większość mogłaby się poczuć moim pojmowaniem religii urażona. Gorzej, że obserwując większość, tylko utwierdzam się w swoim pojmowaniu. Dla odmiany hipokryzja jest dla mnie pojęciem nie do pojęcia. Nie rozumiem, jak człowiek rozumny może zaprzeczać faktom i wierzyć w swoje zaprzeczenia. Tak samo, jak może bezmyślnie powtarzać słowa i nie zastanawiać się nad ich sensem?
Komentarze - po słowiczej podłodze

po słowiczej podłodze

27 January 2006

Sypnęło mi się wczoraj dobrymi wiadomościami. Człowiek lubi przypływy gotówki. Dziś passa trwa, więc szykuję się na cios od losu. Teoria Rincewinda w pełnym zastosowaniu - jak jest dobrze, to może być tylko gorzej, a jak już jest gorzej, to zawsze może być jeszcze gorzej. Chwilowo mam dosyć wysoki pułap do spadania i tego się boję. Doktorat mnie dobił, więc w zawieszeniu przetrawiam dane. Kupiłam sobie wczoraj "Po słowiczej podłodze" Lian Hearn, żeby dla odmiany poczytać coś po polsku i starczyło mi książki na 5 godzin. Teraz nie wiem, co z nią zrobić, pewnie sprzedam na Allegro. Cholera, przestaje się opłacać kupowanie czytadeł, zwłaszcza że jak raz przeczytam, to potem pamiętam przez lata. Intelektualnie znudzona jestem.
Komentarze - ...

...

25 January 2006

Dosyć mam. Niech mnie ktoś przytuli...
Komentarze - po polskiemu z hamerykańskiego

po polskiemu z hamerykańskiego

24 January 2006

Piszę ten doktorat i mnie przerażenie ogarnia. Moja znajomość angielskiego nie jest porażająca, określiłabym ją raczej jako bierną, bo przeczytać no problemo, ale już naskrobać coś to wysiłek, o swobodnym i poprawnym mówieniu nie wspominając nawet. Moje problemy to jednak nic w porównaniu z problemami innych. Cały mój doktorat tyczy się adaptacyjnych serwerów i personalizacji, o których to w Polsce na uczelniach cicho-sza. Coś tam niby dzwoni, ktoś tam niby bada, ale generalnie nikt nic nie wie. O źródłach zapomnij. W całym polskim Internecie dwie pozycje, nawet nie książki, a jedynie artykuły, które rozjaśniają nieco mroki niewiedzy... Taa... rozjaśniają... o ile nikt nie próbuje ich dokładnie przeczytać. Problem w tym, że mnie przyszło się z nimi zapoznać. Ponieważ staram się czytać ze zrozumieniem, w końcu mam to potem przełożyć na swoje, więc wypadałoby coś z tego kumać, zaczęły mi się rzucać w oczy dziwne niespójności. Z tego wszystkiego aż zajrzałam do źródeł, czyli literatury głównie anglojęzycznej. Zauważyłam dwie rzeczy - autorzy polscy zrzynają generalnie wszystko słowo w słowo, a przy tym, o zgrozo, generalnie nie rozumieją, co zrzynają. Podsumowując, banialuki sadzą. No i co mnie podkusiło z tym rozumieniem? Piszę doktorat niemal od nowa. Głównie z oryginalnych źródeł, czyli wspominane już kilka razy Mobashery, Perkowitze, Agrawale, Jiny i Imielinskie, oraz inne hamerykańskie specjalisty. I zaczynam poważnie zastanawiać się, po cholerę piszę to w języku polskim? Nakład czasu i sił na przetłumaczenie tego wszystkiego na język ojczysty jest co najmniej dwukrotnie większy niż zmodyfikowanie oryginalnych urywków. Do tego przekładam z języka precyzyjnego, na nasze, czyli rozmyte. I tylko przeraża mnie, że pracownicy naukowi, którzy mienią się polskimi autorytetami w sprawach personalizacji, nie potrafią nawet zrozumieć tego, co próbują tłumaczyć. I że w takim razie wogóle próbują. Wstyd.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228, 229, 230, 231, 232, 233, 234,

Strona 116 z 234

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.