Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Blue

Blue

06 December 2005

Fatalny poniedziałek. Ukochany sweter rozpadł mi się w rękach po wyciągnięciu z pralki. Trzymałam go w górze i patrzyłam jak resztki włóczki kuleczkami spływają w dół. Niebieski śnieg. To Stany odpływają w coraz dalszą przeszłość... A potem napisałam 23 strony doktoratu. A w duszy mi wszystko płakało za tym ciuchem, za Finger Falls, za Niagarą i rozgwieżdżonym niebiem koło Syracuse. I za zapachem kawy o smaku Halloween. Zagnieżdżam się. Ja, wieczny włóczykij, zapuszczam korzenie. Gałęziami oplatam mury i chodniki, w głowie tworzę wystroje mojego domu. Naszego domu. I tylko ta druga Usagi, ta wiecznie rozdarta, w środku krzyczy z rozpaczy. I staję zszokowana jej myślami, że od tego momentu już w życiu nic. Że nic na mnie nie czeka, żadna ścieżka nie uwiedzie, żadne drzewo nie utuli, żadna przestrzeń nie rzuci wyzwania. Znów na granicy i może o ten jeden krok za daleko. Nie umiem. Nie potrafię tak po prostu odrzucić tego wszystkiego, zapomnieć, wpaść w kłębowisko ścieżek zwykłych ludzi. Sweter umierał włóczkowymi łzami, a wraz z nim umierała dal, każda chwila, którą przypominał. Wraz z nim konało tysiące moich marzeń, pragnień, złudzeń i nadziei. Wszystkie te krajobrazy, których nigdy nie zobaczę, wszystkie te miejsca, których nie dotknę, wszystkie zapachy, których nie poczuję. Dałam się spętać, ujarzmić własnym lękom, sprzedałam siebie za kogoś u swego boku. Stałam się przeciętna. Zwykła, szara, bezimienna Usagi.
Komentarze - Żyję by jeść

Żyję by jeść

30 November 2005

Trzeci dzień siedzę sobie na tej dietce, odkrywam, że nadal lubię sałatę i nienawidzę kurczaka i w sumie jest przyjemnie. Owszem, bywam głodna. Nawet bardzo. Ale rzadko i wynika to raczej z regularności posiłków i niejedzenia po 18:00 niż z istoty oraz ilości zjadanych produktów. Prawda jest taka, że teraz zjadam dziennie nawet nieco więcej niż na codzień. Oczywiście jeśli odrzucimy z mojego na codzień wszystkie dożeracze. Inna sprawa, że dla kogoś przyzwyczajonego do regularnych obfitych posiłków ten zestaw może być koszmarny i ciężko mu się przestawić. Ale ja i tak nie jadam regularnie, można powiedzieć, że mój zegar biologiczny oraz metabolizm adaptują się w locie do tego, co właśnie wymyślił mózg. A mózg często zapomina o tak przyziemnych sprawach jak jedzenie. Oh, Mr Brain, ty to luzak jesteś. Kolejną dziwną rzeczą jest fakt, że jak się człowiek odchudza, to po pierwsze wszyscy chcą mu wcisnąć coś do żarcia i pokrzyżować plany z czystej życzliwości (taka wrodzona utajona hipokryzja), a po drugie zaczynają do niego docierać inni odchudzający. I tu zaczyna się prawdziwy problem, bo ja nie jestem jednym z tych opętanych swoim wyglądem nieszczęśników. Ja nie zrezygnuję ze wszystkiego co kocham, na rzecz zdrowego, zbilansowanego pożywienia, nie poddam swojej wygody na rzecz planowanych posiłków noszonych w pojemniczkach. Ja mogę jedynie powiedzieć, gdzie oni te pojemniczki mogą sobie wetknąć. Nie będę się dalej głodzić, mierzyć, odmawiać sobie posiłków i chodzić oszalała z głodu, żeby uniknąć efektu jo-jo. Efekt jo-jo mam tam, gdzie i pojemniczki. Ja skończę tę kopenhagę, jak tylko przestanie mnie bawić (nawet jeśli to będzie tuż przed końcem ostatniego dnia) i zjem sobie Pawełka. I tego te biedaki nie potrafią zrozumieć. Ja natomiast nie potrafię sobie wyobrazić życia bez przyjemności. It's not my style, sorry.
Komentarze - I am really fucking tired!

I am really fucking tired!

28 November 2005

Jestem zmęczona. Zmęczona mieszkaniem z dziadkami. Kurwa, kurwa, kurwa! Nasze wpierdalanie wszystkiego, co się nawinie, jest czystym zajadaniem stresu. Ja, kurwa, wiem, co mnie stresuje. Pierdolenie trzy po trzy i ciągłe wymądrzanie. Ja już po prostu nie mogę. Niech to się, kurwa, wreszcie skończy. Jak można kogoś kochać, a zarazem tak mocno nienawidzić?
Komentarze - Lalala, Dolores...

Lalala, Dolores...

26 November 2005

Listopad zastał nas nienażartych. Sam nie tylko pogłębił nam manię zażerania, ale dorzucił totalne lenistwo. Do wniosku, że jest źle, doszłam już jakiś czas temu, ale dzisiejsze porządki w szafie uświadomiły mi, że jest... tragicznie. Proszę Państwa, Usagi jest gruba. Wygladam jak królik tuczony na święta. Udkiem mogę obdarować mały batalion. Sukienki na mnie nie leżą, tylko mnie opinają. Alarm, alarm, alarm! Tłuszczyk zresztą to nie problem, problemem jest mania żarcia, ciągłe rozglądanie się za przegryzkami. Nawet jeśli wrócę do ćwiczenia i spalę nadmiar, to z tym nieustającym apetytem na coś dobrego jest mi zwyczajnie źle! Większość czasu poświęcamy z Mroziem na zastanawianie się, co by tu zjeść. Ja już nie chcę... I tak oto Usagi wybrała się na wycieczkę do Kopenhagi. Od poniedziałku.
Komentarze - O lecą już nieloty kiwi

O lecą już nieloty kiwi

25 November 2005

"Tututututu turututututu tutu tutu tututu turututututu" Zimowo mi. Śnieżek spadł i niebo nad miastem nagle pomarańczowe. I listopad skarcony z podwiniętym ogonem. Nadspodziewanie że wogóle, w tym roku już mi świątecznie. Najchętniej zaczęłabym pakować prezenty w czerwony błyszczący papier i wiązać je zielonymi kokardami. A to prawie miesiąc jeszcze. Zleci szybko i jeszcze zdążę najęczeć tu, jak ja nie lubię świąt, bo to komercha, ludzi, bo to bezmyślne stado, mojej rodziny, bo to sępy. Jeszcze zdążę, ale dziś nucę sobie śniegowe piosenki i mam świetny humor. Czuję się jak jakiś bożek - oto sprawiłam, że pada śnieg! Let it snow, let it snow, let it snow Bawię się, doskonale się bawię. Na złość światu i na przeciw własnemu przekonaniu, że grafikiem nie jestem i nie będę. I nawet jeśli nigdy nie stworzę własnej plątaniny macek 3D (zauważyliście, że większość grafików ma w swojej kolekcji coś takiego?), dziką radochę sprawia mi łączenie luźnych elementów w całość. Poczytałabym coś głupiego. "Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa" preferencyjnie.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 116 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.