Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - There's no other dream

There's no other dream

02 September 2003

There's no other dream

Błądzę nagle samotna
uczucia umarły
łzy na stole tworzą mapę mego bólu

obudziłam się ze snu
ale życie jest koszmarem
w ciemnych chmurach
znów skowronek gubi pióra...

Komentarze - Warszawa

Warszawa

02 September 2003

Nienawidzę Warszawy.

Wszystko mi się ostatnio pieprzy. Wyjazd wypadł mi w najgorszym momencie. Uległam Baśce: ona chce zobaczyć Warszawę! Okazuje się, że to nie do końca tak - ona chciała zobaczyć domy towarowe.

Ale też niewiele zobaczy, bo się pochorowała. Więc nie wylądowałyśmy na Jelonkach. Siedzimy u Alexa. A stąd jest wszędzie bardzo daleko.

Mroziu kupił biurko. Zawiadomił mnie o tym smsem. "Kupiłem, wisisz mi dodatkowo 136 zł, nie montuję, bo czekam na ciebie." Super, takiej czułości mi właśnie trzeba. Nawet nie mam jak tu pracować.

A Lark - Lark mi miesza w poglądach. Znów ze sprzątania nic nie wyszło. I znów będę się szarpać. Niech ktoś wyłączy ten durny świat!

Komentarze - Overprotected

Overprotected

02 September 2003

I tell 'em what I like
What I want
What I don't
But every time I do I stay corrected (...)

I don't need nobody
Tellin me just what I wanna
What I what I'm gonna
Do about my destiny
I Say No, No
Nobody's telling me just what I wanna do, do
I'm so fed up with people telling me to be
Someone else but me

Dokładnie tak się czuję. To moje błędy, moje życie i mój świat! Nikomu nic do tego! Jak potrzebuję rady to o nią proszę. Nie chcę rady, chcę... nie powiem. Może lepiej, żeby zostało niedopowiedziane... Może się spełni...

Overprotected, Britney Spears

Komentarze - Sameone just for me...

Sameone just for me...

02 September 2003

Ktoś tylko dla mnie...

Ktoś, kogo mogłabym pokochać, jak wariatka. Nie wierzę w jego istnienie. Co jest lepsze? Zaryzykować i może stracić wszystko, czy zadowolić się tym, co jest?

"Lubię, co mam, ale to nie znaczy, że mam to, co lubię."

Odwieczny problem. A jeśli nigdy nie będę miała tego, co lubię? Jeśli nigdy nie znajdę tego kogoś specjalnie dla mnie?

To wcale nie jest takie łatwe odejść od kogoś, z kim się dzieli tyle spraw. Ale jeśli zostanę... Chciałabym być odważna. Chciałabym stwierdzić: "a co mi tam!". Tylko, że ja wcale nie jestem dzielna. Jestem małym tchórzem, który boi się samotności. Boję się, że jeśli zostanę sama, nie będę umiała z tego wyjść. Że zamknę się w swoim pokoju, otoczę pracą i wirtualnym życiem. Tak jak Lark. Tylko czy ktoś mnie wtedy uratuje?

Ktoś tylko dla mnie... Ale co będzie, jeśli ten ktoś nie pokocha mnie?

Komentarze - I hate suprises

I hate suprises

03 September 2003

Mroziu przyjechał do Warszawy.

Totalne zaskoczenie, choć stan mój bliższy był furii niż radości. Przecież to totalnie głupie, żeby bez uprzedzenia wsiąść w samochód i przyjechać po kogoś do innego miasta. Z drugiej strony to jest też totalnie desperackie, a ja mam słabość do desperatów. Tylko teraz nie wiem, co dalej... Pogadać z nim i go odesłać do domu, czy zabrać się z nim...

Nie chcę dłużej siedzieć w tej cholernej Warszawie. Denerwuje mnie tu wszystko. Zwłaszcza fakt, że wyjechałam nie z własnej woli w środku życiowej katastrofy. Czemu ja zawsze próbuję spełniać czyjeś oczekiwania? Alex i Baśka byli niezadowoleni. A ja im życzę kogoś takiego, kogoś, kto dla ratowania związku będzie gotowy przejechać pół Polski tylko po to, żeby porozmawiać. Życzę im kogoś, kto będzie ich po prostu akceptował, bezgranicznie... Choć oni tego nie potrafią...

I mam już dość. Dość niezdecydowania, ulegania innym. Dość wysłuchiwania krytyki. Dość wysłuchiwania, że moje wybory są bez sensu, że każdy inny wybrałby lepiej. Kurwa mać, a co komu do tego, co ja robię ze swoim życiem??? It's my life...

Komentarze - Switch off this fucking world!

Switch off this fucking world!

04 September 2003

Dziś się zastanawiałam, czy jednak śmierć nie jest dobrym pomysłem. Albo katatonia... Wszystko, tylko nie ten pieprzony świat. Nie świat, w którym zostałam tak skopana...

Cały ten tydzień to jeden wielki koszmar, to klęska za klęską. To ludzie, którzy zamiast mnie wspierać, jeszcze mnie dobijali. Ci, na których powinnam móc liczyć, zgnoili mnie podwójnie...

Za co ja tak oberwałam? Za co ja będę obrywała dalej, bo to się jeszcze nie skończyło. Jeszcze pora na moich rodziców.

Już nigdy, nigdy nie zrobię nic dla kogoś. Brzmi jak obietnica. Już nigdy nie zrobię nic dla kogoś.

Komentarze - It is too easy

It is too easy

05 September 2003

Każde poszło w swoją stronę. Ja do siebie, on do siebie. Tylko nie wiem, co dalej. Jakoś nic nie czuję. Wiem, że powinnam czuć: żal, może smutek, resztki miłości, tymczasem nie ma nic.

Istnieje szansa, że w to po prostu nie wierzę. Że to do mnie nie dotarło i dlatego, nic nie odczuwam. Ale wydaje mi się, że to jednak nie to. Miłość umarła w te wakacje. Jeśli jakaś jeszcze była, to w te wakacje się jej pozbyliśmy. Zbyt dużo obojętności, zbyt dużo samotnych wieczorów. Mnie już z nim nic nie łączy, nawet nie jest mi smutno. W sumie jesteśmy sobie tak obcy, że moglibyśmy zacząć od nowa :) Tyle, że mi się nie chce.

Teraz się dopiero czuję zagubiona, bo nie wiem, co powinnam zrobić. Skoro nic nie chcę robić...

A ten idiota dał mi wolną rękę. Zamiast stać tu z kwiatami, walić wyznaniami, mówić, jak mnie kocha, że jego życie beze mnie nie ma sensu, poszedł do pracy, napisał mi na gg, że mu zależy i że jak będę chciała pogadać, to mam dać znać. Co z tym gościem jest nie tak? W sumie, co z nami jest nie tak? Chyba jednak obojgu nam jest obojętne co dalej. To w takim razie to nie ma sensu...

Komentarze - Martwe morze

Martwe morze

05 September 2003

Słońce za oknem... Wyszłabym na spacer, ale nie mogę, bo zacznę myśleć... Nie chcę teraz myśleć, chcę być wściekła, ten stan mnie trzyma na powierzchni. Zimna wściekłość... i to błękitne niebo.

Decyzja - wiem, że on tu dziś przyjdzie i będę musiała podjąć decyzję. Wiem, że przyjechał do mnie, bo mu zależało... Tylko czemu tak głupio? Czemu tak narozrabiał? Ja nadal nie rozumiem, co on sobie myślał wtedy. Boję się zrozumieć, bo może to ja popełniłam błąd?

Znów usprawiedliwiam innych, znów próbuje sobie wytłumaczyć, że to nie oni są winni, tylko ja... Zaczynam wątpić w swoje racje... Ale skoro nic się nie stało, to dlaczego przez ostatnie dwa dni czułam się tak przez nich zmaltretowana?

Czuję się bezradna... Mroziu miał się wprowadzić w ten weekend. Raczej się nie wprowadzi... Czuję się nieswojo, bo mam wrażenie, że powinnam mu na to pozwolić, że powinnam się zgodzić i dać sobie spokój ze złością. Tylko co potem? Jakoś tak we mnie wszystko ochłodło. Wszystko jest takie zamglone... Zaczyna mi być po prostu obojętne... Jakby nie było uczuć tylko ich cienie. Przez chwilkę starają się mną zawładnąć, a potem nagle rezygnują. I nadal unoszę się na powierzchni martwego morza. Nic nie chcę, niczego nie pragnę...

Nawet nie widzę powodów do płaczu... Nie kocham nikogo i niczego...

Komentarze - In my room...

In my room...

05 September 2003

W moim pokoju jest ciemno... Na zachodzie jeszcze lekko różowi się niebo. Dopiero mieszkając w tym pokoju, zauważam je naprawdę. Pewnie dlatego, że oprócz bloków, nie ma tu nic innego. Szare domy i niebo... moje prywatne wniebowstąpienie.

Dziś znów oglądałam "Her and her cat...". To film o mnie, króciutka historia o samotności, życiu, uczuciach... Klimatyczna zajawka. Mogłabym ją oglądać tysiące razy...

W moim pokoju leci X Japan "Rose of Pain". Wysokie, chłodne ściany odbijają dźwięki. Świat dzwoni... Głos Yoshikiego, gitara elektryczna, moje prywatne zmartwychwstanie...

W moim pokoju pracuje komputer... Siedzę przy jasnym monitorze... Obok kawa... Z monitora świecą zielone oczy Kamui... Uczucia spływają w dół, na klawisze... On tam gdzieś jest...

W moim pokoju... jak zawsze... samotna...

W moim pokoju...

Komentarze - Siedzę i myślę...

Siedzę i myślę...

06 September 2003

Siedzę i myślę. Właściwie o niczym szczególnym, właściwie o wszystkim. O sobie przede wszystkim.

Jak sobie przypomnę, jaka byłam mając 17 lat, potem pierwszy rok studiów, stwierdzam, że przeszłam strasznie długą drogę. Ale tak naprawdę nie ruszyłam się o krok. Nadal jestem tamtą zastraszoną, rozmarzoną, samotną dziewczyną. Moje życie przesycone poezją, książkami, nierzeczywistymi postaciami. Obudowałam to murem, otuliłam w płaszcz cynizmu, obwiązałam wyluzowaniem. Ale to wszystko jest - uczuciowa aż do bólu, delikatna aż do przesady, takie tygodnie jak ten ostatni powodują, że ta część mnie wyrywa się z ukrycia. Bardzo łatwo mnie zranić dzisiaj...

Nie opuszczaj mnie...

Wczoraj jeszcze wciąż trwała złość. Dziś tylko przygnębienie. Znów stoję na rozdrożu, znów nie chcę pójść w żadną stronę. Żaden kierunek nie jest bowiem tym właściwym. Żaden nie przyniesie mi tego, o czym marzę.

Już nie będzie słów...

O czym marzę? Chyba o tym, o czym każdy.

O miłości, takiej wielkiej, niespokojnej, burzliwej, namiętnej. Miłości, która zniewala, zbija z nóg, przez którą traci się oddech, drżą ręce, serce wyrywa się z piersi. O miłości, która nie istnieje...

O pasji, umiejętności tworzenia czegoś niesamowitego, co u innych będzie wzbudzało emocje.

O spokoju, poczuciu bezpieczeństwa. Domu, w którym będzie ten ktoś tylko dla mnie.

O górach, wiecznej tułaczce po szlakach. Zieleń traw, zapach sosen, krople deszczu na trawie... Poczucie absolutnej wolności...

Już nie będzie łez...

Zakochana... Wariackie uczucie fascynacji, słońce za oknem wzmaga upojenie. Zakochana... chce się krzyczeć, wirować, śmiać w błękitne niebo. Kocham jesienie! Są jak moje serce. Słońce przeplata się z deszczem, pogodne ranki z szarymi wieczorami, liście na drzewach we wszystkich odcieniach złota i zieleni przyciągają wzrok jak klejnoty. Zakochana!

Dobrze jest jak jest.

Komentarze - Please...

Please...

07 September 2003

Proszę, niech mi ktoś pomoże... Proszę...

Komentarze - Niedziela

Niedziela

07 September 2003

Po prostu siedzę... Nic mi się nie chce robić.

Zafarbowałam włosy. Kolor jak zwykle nie wyszedł taki, jak powinien. Przyzwyczaiłam się już, zresztą sama nie pamiętam własnego, naturalnego koloru. Tyle ich już było...

Siedzę otoczona zapachem farby do włosów, miodowej maseczki nawilżającej, lakieru do paznokci. Zrobiłam sobie dzień tylko dla siebie, bo i tak nic mi się robić nie chce. Wczorajsza impreza u znajomych była bardzo sympatyczna. Nikt się nie spodziewał, że będzie tak miło. Może dlatego tak wyszło, że nie widzieliśmy się w tym gronie od początku wakacji. Jasiek i Alka zaręczyli się, kto by pomyślał... Wszyscy strasznie się cieszyli, rozczulali... Tylko ja nie wiedziałam, co powiedzieć.

Owszem, cieszę się, że są szczęśliwi. Tylko ja pojmuję zaręczyny jako bardzo osobistą sprawę, takie okrzyki: "Nareszcie!", "Wow, jestem z Was dumny!", wydają mi się nie na miejscu.

Potem jeszcze Jasiek z Borem rozmawiali o tym, jak fajnie by było mieć dzieci, jak bardzo by chcieli... Czułam się wtedy głupio. Po prostu głupio, tak jak czuć się może człowiek, który nie słyszy, a wszyscy podsuwają mu recenzje koncertów. Może oni są bardziej dojrzali niż ja? A może po prostu bardziej przyziemni?

Rodzina to zobowiązanie. Rodzina to kłopoty. Oczywiście, fajnie jest mieć kogoś przy sobie. Ale stały związek, związek ze zobowiązaniami mnie przeraża. A dziecko to najpoważniejsze zobowiązanie. Poza tym nie lubię dzieci. Wciąż słyszę, że dorosnę do tego, ale lata mijają, a ja nie dorastam. To nie znaczy, że jestem dla dzieciaków zła, ja je po prostu traktuję jak mojego kota. Cierpliwie, opiekuńczo, ze spokojem wynikającym ze świadomości, iż nic na ich istnienie nie da się poradzić. Ale wolałabym unikać spotkań z nimi, a sama świadomie to się raczej na nie dobrowolnie nie zgodzę, brrr...

Komentarze - Jesienne porządki...

Jesienne porządki...

08 September 2003

No i zaczęłam jesienne sprzątanie, widocznie było mi pisane.

Jeśli dobrze pójdzie, od dziś zaczynam współpracę z Klonem. Na 18:00 ruszam tyłek i idę na aerobic z Sąsiadką. Wszystko, żeby nie myśleć. Myślenie boli...

Ostatni miesiąc był ciężki: emocjonalnie, psychicznie... Pora przestać się bawić i wziąć w garść. Życie nie daje wyborów.

Czemu zawsze jednej stronie zależy bardziej Czemu tylko jedna strona zawsze mocniej walczy? Byłam i tą stroną walczącą i tą bierną. Próbowałam walczyć i ranić za razem. Już nie chcę ranić. Przepraszam...

Znów słońce. Pora iść na ten spacer, przestać siedzieć po nocach. Tu i teraz... Bo czegoż więcej chcieć?

Moja prywatna jesień.

Komentarze - Tata

Tata

08 September 2003

Od momentu, gdy rodzice przestali być dla mnie wcielonymi bogami (jakiś siódmy rok życia), zaczęłam im się uważnie przyglądać. I mimo że czasami zaklinałam się, iż ich nienawidzę, że są głupi, że ja nie chcę ich znać i jeszcze im pokażę, to jednak ich kochałam. I kocham ich nadal. Tylko teraz nieco inaczej.

Mój ojciec. Ma swoje wady, małe odchyłki. Czasem jest tyranem, czasem zachowuje się jak dziecko. Nie przyznaje się do błędów, próbuje narzucać swoją wolę, swoje poglądy. Ale jeśli się postawię, nie ma wielkiego 'Halo'. 'Rób jak chcesz...' - pozorna obojętność, a przecież wiem, że się o mnie martwi. Wiem, że mogę na niego liczyć, że uznaje moje wybory, że jeśli popełniam błąd, to on nie będzie mnie o to obwiniał, tylko powie: 'Stało się. Teraz trzeba iść dalej.'

Z nim o wiele łatwiej mi rozmawiać niż z matką. Może dlatego, że nie zrzuca winy za swoje życie na nikogo. Może dlatego, że on żyje, a nie użala się nad sobą. Bo przecież też nie ma łatwego życia.

Mój tata. To on pokazał mi poezję. Pamiętam, jak chodziliśmy ulicami i wierszowaliśmy. Pamiętam płyty gramofonowe, potem kasety: "Lato w Dolinie Muminków", "Piotruś Pan". Czytanie Konika Garbuska. On wzbudził we mnie miłość do dań z ryb, do budowania z klocków.

Ostatnio mi opowiadał, jak się uczył na studiach, siedząc na podłodze ze mną uwiązaną za nogę na sznurku. Żeby wiedzieć, gdzie berbeć powędrował i móc go w każdej chwili przyciągnąć z powrotem. Wyobrażam sobie oburzenie babci: "Dziecko jak psa, na smyczy!"

Z dzieciństwa lepiej pamiętam jego niż mamę.

Mój przyjaciel. Ktoś, kto rozumie. Ktoś, z kim umiem rozmawiać. Ktoś, kto czasami jest dziecinny tak jak ja.

Pamiętam jak się pokłóciliśmy i nie odzywaliśmy do siebie przez tydzień. Było to o tyle trudne, że byłam wtedy w liceum i on mnie uczył historii i geografii. Jak dwoje obrażonych dzieci.

Wreszcie ktoś, kto mi pokazał góry. I będę mu za to wdzięczna do końca życia.

On. Mój ojciec, tata, przyjaciel. Człowiek taki jak ja.

Lubię Cię, Tato...

Komentarze - Rainy Day Man

Rainy Day Man

08 September 2003

Rainy Day Man

When I think about the first time
I thought I found someone who cared for me
But things were not as they appeared to be

Rainy Day Man
On your shoulder I cried
When my first brush with love
Left me shaking inside

Rainy Day Man
Ever Since I can remember
Just like a brother you've been strong and true
Always been the one to see me through

Rainy Day Man
You've much more than a friend
I would give anything
Just to see you again

Rainy Day Man
Rainy Day Man

Sailor Moon


Mroziu to mój taki Rainy Day Man. Zawsze jest, kiedy go potrzebuję, zawsze gotowy by pomóc. Nigdy mnie nie okłamał, zawsze mi ufał. I zawsze umiał wyczuć, co mi dolega.

Wielka miłość... może wielka miłość to właśnie takie spokojne uczucie, gdy wie się, że z tą druga osobą zawsze będzie dobrze? Gdy wie się, że ta druga osoba zawsze zrozumie? I że nigdy nie zawiedzie?

Koniec z moimi rozterkami, szarpaniem się. Tu i teraz jest tylko on i muszę zrobić wszystko, żeby sobie jakoś te życie z nim poukładać.

Druga połówka? Może co do tego też się myliłam? Może obie połówki wcale nie muszą być identyczne? Może właśnie to, że są od siebie zupełnie inne, powoduje, że tworzą niepowtarzalną całość?

Mroziu nadal przy mnie jest.

Rainy Day Man...

Komentarze - Oh, I am dead now...

Oh, I am dead now...

09 September 2003

Nienawidzę chorować, właściwie z jednego powodu. Zawsze gdy się rozchoruję mam tysiąc jeden rzeczy do zrobienia.

To nawet nie jest irytujące, to jest śmieszne, że kiedy jestem zdrowa, to mogę umrzeć z nudów, a kiedy tylko mam gorączkę - każdy czegoś ode mnie chce.

Więc zamiast siedzieć grzecznie w łóżeczku - siedzę na uczelni. Potem wizyta u rodziców, następnie jestem umówiona z koleżanką. Jutro też nie lepiej, bo Klon ma dla mnie robotę. I nie wiem, kiedy ja wyzdrowieję.

Chciałabym napisać, że wszystko jest OK. Bo pozornie tak przecież jest. Jak mi się do jutra nie poprawi - pójdę do lekarza. W życiu uczuciowym wreszcie ISO, rodzina jak zwykle skłócona, praca jakaś tam zawsze się znajdzie. Więc niby jest OK.

Czego wciąż mi brak?

Komentarze - Shock...

Shock...

09 September 2003

Niektórzy ludzie są dla mnie naprawdę odkryciem. Spotykam ich na swojej drodze i czuję się zadziwiona. Tak różne charaktery, tak dużo cech, których nie ma nikt wokół mnie. Tak różne zachowania, tak różne reakcje.

Zrobiłam sobie ostatnio eksperyment naukowy: Czy można poznać człowieka przez Internet?

Można, można doskonale go poznać. Do tego stopnia, że później łatwo przewidywać jego ruchy. Ludzie lubią pochlebstwa, zainteresowanie, zabarwienie erotyczne w rozmowach, nutkę fascynacji i podziwu. Lubią się komuś wypłakiwać w rękaw, robić plany, a co by było gdyby, zwłaszcza, gdy nie wykracza to poza bezpieczne gdybanie. Wiem to, bo sama taka jestem. Ludźmi jest bardzo łatwo sterować.

Oglądałam dziś Wiadomości. Były w nich wyniki sondy, kto obecnie by wygrał wybory na prezydenta. K. nie była niespodzianką. Nie zdziwił mnie też L. Jak tak popatrzeć na naród jako całość, to to jest stado owiec. Ludzie wybierają tego, kto jest dobry albo... najgłośniej krzyczy.

K. nie trzeba tłumaczyć. A L.? Co z tego, że jest prymitywny? Co z tego, że jest chamski? Wykrzykuje hasełka, które trafiają do prostych ludzi. Co z tego, że z punktu ekonomicznego, z punktu widzenia Państwa, wykonanie kroków, jakie on proponuje, jest niekorzystne? Że on ma rozwiązania tylko krótkookresowe? Prości ludzie myślą tylko w kategoriach TU i TERAZ, nie zastanawiają się, co dalej. I dlatego na razie to on ma widoki na prezydenturę.

Ale gdyby teraz na arenę wszedł ktoś nowy. Ktoś, kto zdobyłby sympatię wszystkich, kto by szokował, ale nie zrażał. Kto dałby po prostu dobry show. Czy sytuacja by się nie zmieniła? Dobry wygląd, prezencja, odpowiednio zaplanowane działania. Huhuhu! Prezydentem zostaje Mr. Shock!

Małysz na prezydenta :) Wszystkich by przeskoczył :)

Komentarze - Kocham smutne jesienie...

Kocham smutne jesienie...

10 September 2003

A więc znów moja ulubiona pora roku daje ludziom popalić. Cały dzień leje. Mnie to i tak nie rusza, bo siedzę w domku.

Lubię tak sobie siedzieć w ciepłym pokoju i wpatrywać się w spadające krople. Szare niebo, szare podwórko, szary świat. Cisza, tylko szum deszczu za oknem i szum komputera w pokoju. Oba dźwięki tak dobrze znane i takie bliskie. Deszcz i komputer - mój świat.

Dziś lekarz przepisał mi tabletki na serce. Jestem nieco zszokowana. Czy to oznacza, że się starzeję? 25 lat to przecież wcale nie tak dużo. I już mnie faszerują jakimiś prochami. Z drugiej strony jak mam walczyć ze zbyt niskim ciśnieniem, to może lepiej to łykać? Przynajmniej będę miała świadomość, że się rano obudzę.

Choć czasem chciałabym móc nie budzić się wcale...

Komentarze - Może sen przyjdzie, może mnie odwiedzisz...

Może sen przyjdzie, może mnie odwiedzisz...

11 September 2003

Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz


Czemu cię nie ma na odległość ręki
Czemu mówimy do siebie listami
Gdy ci to śpiewam - u mnie pełnia lata
Gdy to usłyszysz będzie środek zimy


Czemu się budzę o czwartej nad ranem
I włosy twoje próbuję ugłaskać
Lecz nigdzie nie ma twoich włosów
Jest tylko blada nocna lampka - łysa śpiewaczka (...) 


Już piąta.
Może sen przyjdzie,
Może mnie odwiedzisz.

Czarny blues o czwartej nad ranem (STARE DOBRE MAŁŻEŃSTWO)

Spać nie mogę. Nawet nie wiem, co mnie obudziło na dobrą sprawę. Wstałam i siedzę. Babcia mnie spisała na straty. A ja... Może to jest ostatnia na dłuższy czas okazja, żeby tak posiedzieć o wariackiej porze, posłuchać "Girl who stole the stars" i pogapić się na deszcz... Może już nie będę więcej sama.

Tylko czy ja potrafię? Czy ja potrafię nie być samotna? Można tęsknić za kimś będąc o dwa kroki. Jestem w tym mistrzem. Lata praktyki...

Komentarze - Życie wsród ludzi...

Życie wsród ludzi...

11 September 2003

Przemeblowanie odkopało tony przedmiotów, o których już nawet nie pamiętałam. Od kilku godzin sprzątam...

To dziwne... mam tyle rzeczy, których sama bym sobie nie kupiła. Każdy bibelot, każdy łańcuszek, pierdułka... Przedmioty zupełnie niepotrzebne, a tak trudno się z nimi rozstać. Dlaczego? Bo przypominają. Dają świadomość tego, że ktoś kiedyś o mnie pomyślał, że ktoś chciał mi dać coś tylko dla mnie, że chciał mi zrobić po prostu przyjemność. Że był ktoś, komu zależało. Jak więc rozstać się z dowodami czyjejś pamięci?

Lark śmieje się, że wszystko jest niebieskie... Jeszcze jeden dowód, że darowujący mi te wszystkie rzeczy naprawdę o mnie myśleli... Że naprawdę zależało im na tym, żeby podarunek mi się podobał...

Żyjemy wśród ludzi... Oni kształtują nasze otoczenie, zapełniają nasz półki, szafki, nawet jeśli odchodzą, nadal przy nas są...

Niebieskie kamyki z gór, niebieska bransoletka, niebieskie lampiony... Nie jestem sama.

Komentarze - Their destiny was foreordained...

Their destiny was foreordained...

11 September 2003

Czasem się zastanawiam, jak to jest. Człowiekiem w dużej mierze rządzi przypadek. Wyjdzie się z domu całkiem przypadkiem i... spotyka kogoś, kogo się nie widziało latami i kto po raz pierwszy w życiu skręcił w tę ulicę... Nie pojedzie się tam, gdzie się planowało, bo coś człowieka tknie i... zmieni się całe swoje życie.

Ja mam przeczucia. W Wenecji nagle coś mnie przystopowało przy jednej z uliczek i, mimo awantury jaką zrobił mi ówczesny chłopak, wróciłam inną drogą. Wolałam wracać sama niż wejść z nim w tę uliczkę. Już się pewnie nie dowiem, dlaczego.

Nikt mnie jeszcze nigdy nie okradł, bo ja czuję, kiedy mi coś zagraża.

Czasem nie lubię ludzi od pierwszego wejrzenia, zanim jeszcze coś powiedzą. Do innych zaś od razu pałam szaloną sympatią. I zawsze się to sprawdza.

Mimo to... wolałabym wierzyć, że nasza przyszłość nie jest przesądzona, że nikt i nic nami nie kieruje. Od nas zależy, kim będziemy, jak będziemy żyć. Bo życie kształtują nasze wybory, a nie przypadek. I ja w to wierzę...

Każdy człowiek może być Kamui... Musi tylko wierzyć w swoje marzenie...

Komentarze - Kamui...

Kamui...

12 September 2003

Kamui means both "one who represents the majesty of God" and "one who hunts the majesty of God".

Wybór, którym zostanie należał do niego. Mimo, że ktoś już przewidział i przepowiedział przyszłość. Mimo, że przyszłość miała być już przesądzona... Kamui walczył o siebie, o prawo do swoich wyborów, swoich błędów, własnych marzeń. A jednak jego życie było już zaplanowane...

Czy można ocalić kogoś, kto nie chce ocalenia? Czy można przywrócić do świata żywych kogoś, kto z własnej woli zamknął się w świecie umarłych? Czy można wybaczyć komuś, kto popełnił najgorszą zbrodnię? Czy każde życzenie może być spełnione?

Kamui miał być bogiem lub zabójcą bogów. Wybór należał do niego. I w końcu wybrał, ale... tak naprawdę nic nie zmienił. Bo jego wybór nic nie mógł zmienić. Bo nie wybór był ważny, ale sam Kamui. To, o czym marzył, to, czego pragnął najbardziej i to, czego tak długo szukał. HIS TRUE WISH... - jego prawdziwe marzenie...

Nieważne jest, kim się urodzimy. Nieważne jest, kto lub co kieruje naszym życiem. Ważne jest to, że marzymy, że potrafimy znaleźć w sobie siłę do realizacji swoich marzeń.

Bogowie nie istnieją, to my jesteśmy bogami...

Komentarze - Ostatnia noc...

Ostatnia noc...

12 September 2003

Wszystko przygotowane. Biurko stoi i czeka. Przestawione meble. Miejsca w szafkach.

Nadal sama. Muzyka z głośników wypełnia przestrzeń. Ostatnia taka noc? Już zapomniałam, jak to jest żyć z kimś. Boję się, że nie umiem.

Mój pokój wypełniony istnieniem drugiej osoby, równomiernym stukaniem dwóch par rąk na klawiaturach. Nie moje rzeczy leżące koło moich rzeczy... Ta druga osoba. Czy będę umiała znaleźć sobie miejsce we wspólnym świecie?

Ostatnio przyzwyczaiłam się mieszkać sama. Lubię poczucie, że przestrzeń, która mnie otacza, jest tylko moja. Kiedy remontowałam pokój miałam takie miłe uczucie, że robię to dla siebie, że to będzie mój pokój. I nagle nie mój a nasz...

Ja... polubiłam bycie samą, wieczory sam na sam z komputerem, noce... tylko moje noce. Wstawanie, kiedy chcę, chodzenie spać choćby nawet nad ranem. Mój porządek, mój bałagan. Moją prywatność, moją samotność, moją pustkę koło mnie...

Tak naprawdę to nikt mi ostatnio nie jest potrzebny. Nauczyłam się żyć ze sobą i takie życie zaczęło mi odpowiadać. Nie wiem, czego on potrzebuje, nie wiem, czego on będzie po tym wspólnym mieszkaniu oczekiwał. Nie wiem, jak będzie...

I boję się...

Komentarze - Jesień, ludzie... Jesień....

Jesień, ludzie... Jesień....

13 September 2003

Rozpogodziło się... Drobne chmury ozdabiają błękitne już niebo.

Pieprzyć niebo. Nie wiem, jak ja to wytrzymam. Nienawidzę niańczenia, a chyba tak to się skończy. Czy on nie może zająć się sobą? 'Kocio, wstajemy!', 'Kocio, jestem głodny!' Kocio to, Kocio tamto. Grrrrr.... To będzie ciężkie doświadczenie.

Nauczenie człowieka, że wspólne mieszkanie nie oznacza robienia wszystkiego razem, pewnie mnie zabije. Ja już nie wyrabiam. Pewnie jestem przeczulona. Pewnie wszystko wyolbrzymiam. Ale nienawidzę spać, gdy ktoś co chwila mnie przytula, obejmuje. Jak śpię to śpię i chcę mieć spokój!

Zauważyłam kolejną rzecz: jak kobieta się budzi, to stara się nie obudzić partnera. Wstaje cicho i się czymś zajmuje. Jak się budzi facet, to od razu musi też obudzić wszystkich wokół, bo przecież on już nie śpi. Już jestem zła, a to dopiero początek.

Może powinnam napisać książkę? Coś w stylu 'Matki Mojego Dziecka' tylko 'Jak On Mieszka'?

Pytanie bez odpowiedzi. Idziemy na spacer, bo niebo błękitne...

Komentarze - Other world...

Other world...

14 September 2003

Jestem szczęśliwa dzisiaj. W życiu człowieka zdarzają się dni tak beznadziejne, że nic nie wychodzi, jak powinno i nawet najlepszy plan bierze w łeb. Ale są też takie dni, kiedy wszystko jest OK. Czego by się nie robiło, wyjdzie. Nawet obcy ludzie się uśmiechają do mnie. Dla takich dni warto żyć.

Siedzę teraz po drugiej stronie mojego pokoju, dwa biurka nieco ograniczają tę wielką przestrzeń. Nieco inny widok z okna, nieco inne spojrzenie na świat. Można powiedzieć, ze zmieniłam punkt widzenia.

Nawet mi się podoba w tym kącie, choć tamten poprzedni był bardziej intymny. Taki bardziej mój. Ale niech już będzie, jakoś wytrzymam na tym moim wygnaniu, w końcu jestem elastyczna.

Chce mi się krzyczeć z radości dzisiaj...

Komentarze - Oszukać przeznaczenie...

Oszukać przeznaczenie...

14 September 2003

Właśnie skończyłam oglądać "Final Destination I" ("Oszukać przeznaczenie I"). Drugą część filmu obejrzałam już jakiś czas temu. W sumie była o wiele lepsza od pierwszej, co mnie nieco zdziwiło. Zazwyczaj jest na odwrót. Jakiś omen?

Ogólnie w obu częściach chodzi o to, że jeden z głównych bohaterów przewiduje wypadek, w którym zginie wielu ludzi i ocala w ten sposób kilkoro z nich. Jednak niedoszłe ofiary nie są zbyt długo niedoszłe, bowiem Śmierć zabija ich po kolei używając wielu naprawdę śmiercionośnych zbiegów okoliczności. Kluczem do przeżycia jest zwracanie uwagi na znaki. Można powiedzieć, że spostrzegawczość jest tu naprawdę vitalnym problemem. Jak ktoś się uratuje, kolejka przeskakuje do następnego i tak w kółko. Aż do usr... Śmierci.

Zabawne, temat przeznaczenia wraca do mnie jak bumerang ostatnio. Czy człowiek żyje niezależnie, czy kierują nim siły wyższe? Czy można oszukać przeznaczenie?

Obie części filmu raczej nie skłaniają do takich przemyśleń. Pokazują jedynie niezwykłą pomysłowość ich twórców oraz ich iście grobowe poczucie humoru. Mimo to polecam, szczególnie drugą część, niezłe kino.

Komentarze - Arumina Seren

Arumina Seren

15 September 2003

Cierpliwość jest czymś, co trudno mi opanować. Nie lubię czekać, nie mam tyle silnej woli, żeby coś realizować krok po kroku. Plany są nie dla mnie, bowiem potrafię rozchrzanić nawet najlepszy plan. Zawsze działam spontanicznie, pod wpływem chwili.

Czy to źle? Nie sądzę. W moim przypadku to się sprawdza. Płynę z prądem i jakimś trafem omijam wszelkie przeszkody. Jeśli w jednym miejscu jest ich za dużo, odbijam w odnogę rzeki i płynę dalej z nią.

Czy to oznacza, że rezygnuję, gdy na drodze pojawiają się trudności? Nie wiem. Czasami po prostu lepiej sobie odpuścić. Poczucie zwycięstwa mnie nie pociąga, bo ja nie szukam wyzwań. Ja po prostu jestem, żyję swoim tempem i swoim życiem. Mój nurt jest spokojny, wręcz senny. Będzie, co ma być. Ważne, żeby żyć w zgodzie ze sobą. Coraz pogodniej patrzę na świat...

A jednak moje marzenie powoli się spełnia... To dopiero początek i jeszcze długa droga przede mną... Ale jest coraz lepiej... Moje marzenie... Niebieskie jak niebo za oknem...

Komentarze - I am alive...

I am alive...

16 September 2003

Cudowny dzień! Obudziłam się i pierwsze co poczułam to brak bólu w mięśniach brzucha. Podobnie z rękami - zero jakiś sensacji. Na ból ud byłam przygotowana i nie zrobił na mnie wrażenia - jednak co zaprawa górska, to zaprawa.

Wstałam, a za oknem było pięknie. Słońce i zapach rozgrzanych liści lip. Jesień ma specyficzny zapach, lekko zakurzony, słoneczny, ciepły... Po Stanach kojarzy mi się dodatkowo z zapachem cappucino o smaku dyni i cynamonu...

Wczoraj stałam na przystanku tramwajowym i w pewnym momencie powiał wiatr... Obsypał mnie pachnący deszcz liści... Delikatne, aksamitne, szeleszczące, wirowały wokół mnie, opadały na moje włosy, ramiona... Cudowny, złoty cyklon... Bursztynowe, zakręcone upojenie...

A dziś szłam przez miasto i było mi spokojnie. Wchodziłam do sklepów, rozglądałam się po witrynach. Ulice rozświetlone słonecznym blaskiem i wiatr...

Latem jest zawsze zbyt gorąco by naprawdę cieszyć się słońcem. Usiadłam w kawiarni na świeżym powietrzu, zamówiłam napój cytrynowy i wpatrywałam się w odblaski światła w fontannie...

Kocham jesienie.

Komentarze - Woman at work...

Woman at work...

17 September 2003

Kobieta w pracy... obija się, ile wlezie...

Właśnie powinnam pracować, ale... dziś z tego nic nie będzie. Najpierw muszę przemyśleć wszystkie rozwiązania, dopiero potem wezmę się do pisania. Więc dziś jest dzień pracy koncepcyjnej. Nawet dobrze mi to idzie...

Mroziu mnie dziś wybił z rytmu. Mieszkanie z kimś wymaga oswojenia, dostrojenia się do drugiej osoby. Na razie sprawia mi to jeszcze problemy. Tak jak dziś... Normalnie wstałabym koło 10, włączyła komputer... koło 11 zrobiłabym sobie kawę... koło 14 przypomniałoby mi się, że chyba trzeba się ubrać i umyć. Kolejna kawa (piję ją w półlitrowym kubku, żeby się nie rozdrabniać). Koło 16 zjadłabym śniadanie... 17 - czas na odpoczynek i pełny relaks. Kawa. Godzina 20 - znów pisanie do 1 w nocy. Jeszcze jedna kawa w międzyczasie. I byłabym już w połowie prac na ten tydzień.

Tymczasem obudził mnie koło 9, koło 10 zjadłam z nim śniadanie i wypiłam... herbatę. O jedenastej byłam już umyta, uczesana, ubrana i zupełnie nie w nastroju do pisania.

On poszedł do pracy, ja wypiłam kawę i jest już 14. O tej porze, to ja już nie mam zapału do roboty. Tyle, że przemyślałam sobie cały projekt, zrobiłam harmonogram i teraz najchętniej... poszłabym na spacer.

Kolejny zmarnowany dzień... Leniem jestem, co tu kryć...

Komentarze - Bolesne poranki

Bolesne poranki

18 September 2003

Właśnie wstałam. Stwierdzenie, że właśnie się obudziłam byłoby kłamstwem, bo praktycznie jeszcze śpię. Głowa pulsuje bólem, ręce się trzęsą. Dzisiaj kawa jest mi naprawdę niezbędna. Głupie ciśnienie...

Za chwilkę trzeba będzie oprzytomnieć i zabrać się za działania twórcze. Ale to za chwilkę, jeszcze moment spędzę śniąc na jawie...

Melancholia

Rosa pachnie.
Jej zapach z trawy się wyłania,
drzewa nim przesiąkają i stoją jak we śnie.
Mgła się ściele nad stawem, niesie żab kumkania...
Cyt - jeszcze wcześnie.

Słońce wstaje nad lasem,
szczyty toną w chmurach,
jest cudownie. Tak lekko,
że chce się zapomnieć
o wszystkim, także o tym,
że się nieprzytomnie
patrzy w okno, za którym
szare wstęgi ulic...

Komentarze - Kocia historia

Kocia historia

18 September 2003

Mój kot siedzi w pudełku.

Kot jest duży a pudełko małe. Więc kot ma problemy ze zmieszczeniem się tam.

Wychodzi, obchodzi pudło dookoła, znów wskakuje. Trzeci raz. Nie poddaje się. Bo przecież może się jednak uda. Bo może w międzyczasie pudełko się powiększyło, albo sam kot się zmniejszył. Nigdy nie wiadomo, więc należy sprawdzić. I znów 'hop' do pudełka. A pudełko nic...

Siedzę i się przyglądam. Koty to dziwne zwierzęta. Ile razy by się nie zawiodły, zawsze żywią nadzieję. ('Hop!' z pudełka, mycie futra, 'Hop!' do pudełka - nadal za małe). Mogą tysiące razy zaglądać do pustej szafki, żeby się przekonać, czy czegoś tam jednak nie ma. ('Hop!', podkopanie się pod pudło, dziki bieg po pokoju, 'Hop!' - nadal za małe). Nieskończoną ilość razy trzeba je zrzucić z kolan, żeby w końcu przestały się na nie pakować. ('Hop!', 'Hop!', 'Hop!' myślenie...) Zrezygnuje?? Nie... ('Hop!', kopanie w pudle). Bo koty się nie poddają, wierzą, że można dostosować świat do siebie. O dziwo, w wielu sytuacjach mają rację... ('Hop!')

Mogłabym zabrać pudełko. Mogłabym wyrzucić kota za drzwi... ale... Tak łatwo zniszczyć czyjeś nadzieje... ('Tada!', pudełko rozerwane, kot siedzi na środku śmietnika, a jednak się zmieścił!)

Komentarze - In the heart of dream...

In the heart of dream...

20 September 2003

Nie wiem, co się dzieje. Parę ostatnich dni pozostawiło mnie zupełnie wykończoną. Jedyne o czym jestem w stanie myśleć to sen. Położyć głowę na poduszce, zamknąć oczy i... być zupełnie gdzie indziej.

Znów śniłam ten sam sen... Bezkresna równina, czerwony, spękany od suszy bezkres otwierał się przede mną. Purpurowe słońce zachodziło na bezchmurnym niebie, kolorując wszystko karmazynową barwą. W oddali wysokie, kamienne, nierówne kolumny rzucały czarny cień na piach... Stałam na skraju ciemnego lasu, drzewa rosły tak blisko siebie, że nie było odwrotu. W dusznym, drżącym powietrzu trwało poczucie zagrożenia. Narastało stopniowo, aż wybuchło posępnym wyciem.

Bieg. Bieg co tchu, przez czerwoną równinę, przez skwar. I uczucie, że nie zdążę...

Kamienna kolumna wyrasta tuż przede mną, wspinam się kalecząc dłonie...

I wtedy nadchodzą... Morze szarych grzbietów przesuwa się pode mną, kły błyszczą, łapy wybijają równy rytm. Jeden z wilków unosi głowę... W ślepiach odbija się zachód słońca... Krzyk...

Znów to samo... Znów ten sen... Znów nie mam dokąd uciec....

Komentarze - I don't have any title today...

I don't have any title today...

21 September 2003

Tak sobie siedzę i nic nie robię. To znaczy napisałam kawał strony, poczytałam książkę, obejrzałam film... ale to wszystko jest takie... nieważne.

Tak się czuję, jakbym nagle straciła rozpęd życiowy i zawisła w próżni. Niby mam co robić, mam nawet sporo rzeczy, którymi powinnam się zająć, ale jednak ich wykonywanie nie daje mi spełnienia. Jakaś taka pusta się czuję w środku...

Patrzę w te zielone ślepka Kamui i zastanawiam się, gdzie zgubiłam to moje przeznaczenie. Gdzie ostatnio błądzi moja dusza? I czemu ja nie błądzę wraz z nią? Co się ze mną porobiło ostatnio?

Cóż, może ja muszę być nieszczęśliwa, żeby być szczęśliwa? Bo jak jestem szczęśliwa to nie jestem szczęśliwa. Ja muszę przeżywać katastrofy życiowe, żeby wiedzieć, że żyję... A nad czym tu rozpaczać, kiedy wszystko idzie dobrze? O czym pisać wiersze? Do czego tęsknić? O czym śnić?

Nie mam pomysłu na życie, nie mam pomysłu at all...

Komentarze - Emptiness

Emptiness

23 September 2003

Zastanawiam się, jak to jest, że człowiek tak bardzo tęskni do przeszłości. Jest to o tyle dziwne, że nie tęskni się do przyszłości, pomimo tego, że można mieć na nią wpływ. Nie tęskni się też do teraźniejszości, dopóki nie stanie się przeszłością.

Ludzie mają tendencję do idealizowania czasu przeszłego. We wspomnieniach przyjaciele są lepsi, kochankowie namiętniejsi, mężczyźni przystojniejsi...

Jakoś nigdy nie jesteśmy zadowoleni z tego, co nas otacza teraz. Wciąż powtarzamy, że chcielibyśmy cofnąć czas. Bo tak łatwo zapomnieć, że ktoś nas kiedyś zranił, tak łatwo nie pamiętać tamtego bólu. W końcu tamto cierpienie jest niczym w porównaniu z obecnym, prawda? I w tym wszystkim zapominamy, że to co obecnie czujemy, też stanie się wspomnieniem, do którego będziemy tęsknić...

Jednak nie potrafimy cieszyć się teraźniejszością. Przyszłość nas przeraża. A przeszłość? Na przeszłość nie mamy wpływu, nie może nas niczym zaskoczyć. Jest bezpieczna, gdyż już się wydarzyła. Gdyż nie wymaga od nas decyzji... Więc chowamy się w nią, w nasze piękne i nieprawdziwe wspomnienia...

A co, jeśli próbujemy je urzeczywistnić, wskrzesić, stworzyć od nowa? Takie działanie jest skazane na klęskę. Trudno bowiem budować coś w oparciu o sentymenty. Bo tamci dawni ludzie już nie są tacy, jak kiedyś. Zmieniły się okoliczności. I my też nie jesteśmy tacy sami. Zmienia się nasz sposób myślenia, odczuwania, patrzenia na świat...

I przychodzi nam stanąć przed smutnym faktem, że osoba do której tęskniliśmy, nie istnieje, że to ktoś już zupełnie inny... Że miejsce, o którym marzymy, zmieniło się i już nie wygląda tak samo... Że nasz wspomnienia pozostaną tylko... cieniami tego, co jest naprawdę. Pięknymi, ale tylko cieniami....

Mija czas

Smutno mi
blask oczu zgasł i głowa dudni tysiącem dźwięków


przemija czas
przemijam ja
sypią się groby pomarłych królów
pozostał piach
w futerko kota upadła łza
już tylko wiatr

Komentarze - What is MY wish (part 1)

What is MY wish (part 1)

24 September 2003

Temat szczęścia wraca do mnie co jakiś czas...

Czy można być szczęśliwym tak po prostu? Czy można osiągnąć pełnię szczęścia? Poniżej jest list, który kiedyś do kogoś napisałam...

"Jak myślisz, czy człowiek jest w stanie osiągnąć pełnię szczęścia? Czy jest w stanie osiągnąć wszystko czego zapragnął, zrealizować wszystkie marzenia, a potem po prostu poczuć się szczęśliwym? Jak to jest, że ciągle pragniemy czegoś, czego nie możemy mieć, że skoro już zdobędziemy upragnioną rzecz, znów zaczynamy pragnąć czegoś innego?

Czy Ty jesteś w pełni, tak z czystym sumieniem, szczęśliwy? Czy jesteś pewien, ze to, co masz, jest tym, czego chcesz?

Bo ja chyba nie... Wciąż próbuję się pogodzić z tym, że świat, o jakim marze, jest tylko fikcją. Że tak naprawdę jest tylko jedna rzeczywistość, ta nasza, i że trzeba się w niej jak najlepiej urządzić. A i tak całą sobą się przeciwko temu buntuję.

Co to znaczy: najlepiej urządzić? Mieć pieniądze, przyjaciół, rodzinę? Spełniać swoje marzenia? Być szczęśliwym? Ale jak być szczęśliwym, kiedy ciągle się jest niezaspokojonym, ciągle pragnie się czegoś innego? Czy szczęście oznacza właśnie pragnienie?

What is YOUR wish? I czy to, czego pragniesz, jest rzeczywiście tym, czego chcesz? Czy nie okaże się oszustwem, fikcją, naciąganiem faktów? Albo kolejną rzeczą do osiągnięcia w drodze po następną?

Zastanawiam się nad tym już od jakiegoś czasu. Bo ciągle czuję, że czegoś mi brak, że jest jeszcze coś, czego pragnę.

Znów się czuje samotna i taka jakaś z jednej strony wyobcowana, a z drugiej aż za mocno zaangażowana w to, co mnie otacza. Brakuje mi kogoś, kto by mnie popchnął, zrobił coś najmniej oczekiwanego, co nie dałoby mi wyboru. Tymczasem nic takiego się nie dzieje. Wciąż w tym samym miejscu: jak bączek dla dzieci. Kręcę się, kręcę... Zataczam kółka i wracam do punktu wyjścia. Nikomu nie życzę takiego stanu. Stoję w miejscu i nie wiem, co dalej. Czuję się zniechęcona i zrezygnowana. Poddać się i zasnąć... Dać sobie spokój z tym całym poszukiwaniem szczęścia i urządzaniem sobie życia. Dać sobie spokój ze wszystkim. Po prostu trwać.

A zamiast tego w głowie to głupie, natrętne pytanie: What is MY wish???"

Komentarze - What is MY wish? (part 2)

What is MY wish? (part 2)

24 September 2003

Nie można osiągnąć pełni szczęścia. Jeżeli chodzi o szczęście to można tylko osiągnąć chwilowe zadowolenie ze stanu obecnego, ale taki stan nudzi się szybko i potem człowiek pragnie czegoś innego, lepszego, szybszego... Niektórzy może uważają za szczęście sytuację, kiedy nie dzieje się nic złego, a życie toczy się własnym torem, ale to nie prawda. To tylko brak wyobraźni i pożądania rzeczy, które są w niedalekim zasięgu. Być może szczęście to umiejętność sprawiania sobie małych przyjemności tak aby zadowolenie z tym małych rzeczy trwało prawie ciągle.

Wyobraź sobie, że masz 90 lat, siedzisz w bujanym fotelu i patrzysz na swoje życie. Czego nie zrealizowałeś? Czego ci żal? To jest właśnie twoje marzenie.

Za kilkadziesiąt lat chciałabym myśleć, że niczego nie żałuję...

Komentarze - Animal empathy?

Animal empathy?

24 September 2003

Spotkanie z kumpelą jak zwykle było niezwykłe.

Czasami jest tak, że człowiek poznaje kogoś i czuje, że ta osoba na stałe zagości w jego życiu. Czasami po prostu się kogoś lubi od samego początku...

Do Haśkii poczułam szaloną sympatię już w momencie, gdy zobaczyłam ją z plecakiem na schodach schroniska w Brennej.

W wielu rzeczach jest tak podobna do mnie... w innych zupełnie inna. Rzadko się widujemy, ale jakoś dobrze jest właśnie tak. Ktoś, przy kim czuję się swojsko... Swoją drogą może to dlatego, że obie jesteśmy tak samo zwariowane na punkcie zwierząt. Podobno zwierzęta wyczuwają życzliwych im ludzi... Może to samo się odnosi do ich właścicieli?

Gadałyśmy kilka godzin... Świat tonął w jesieni...

Komentarze - Moje boje...

Moje boje...

26 September 2003

Aktywność fizyczna nie jest moją mocną stroną. Jakoś nigdy nie udało mi się znaleźć sportu dla siebie, choć właściwie moje życie przebiega pod przekleństwem ćwiczeń fizycznych.

Szkoła pływacka zraziła mnie na kilka lat do basenu, choć w końcu rybia natura zwyciężyła.

Próbowałam biegać, ale szybko mi się znudziło. Po około 400 metrach.

Rodzice posłali mnie na karate, żeby wyleczyć skrzywienie kręgosłupa. Na kręgosłup nie pomogło - po dwóch latach doszłam jednak do tego, że żaden ze mnie przyczajony tygrys, a raczej tchórzliwy smok. Bardzo mały smok, który na widok zagrożenia wieje, gdzie pieprz rośnie.

Siatkówka była fajna, koszykówka też i może nawet by mnie to wciągnęło, gdybym nie bała się oberwać piłką. Zwłaszcza po tym, jak koleżance poszły żebra po złapaniu krótkiej podkręconej. A mówią, że "dwa ognie" to zabawa dla dzieci...

Co jeszcze... w liceum dorwał mnie boski pan Kawecki i chyba tylko dzięki niemu nie jestem kaleką. Cztery lata siłowni i basenu zbudowały mi gorset mięśniowy, wyprostowały mnie i... zaowocowały głęboką potrzebą urlopu - na jakieś 6 lat.

Niestety, wszystko co piękne, kiedyś się kończy. Nastała era fitness...

Komentarze - Tak sobie siedzę

Tak sobie siedzę

27 September 2003

Mroziu się wprowadził, ale jakoś niewiele się u mnie zmieniło. Nadal żyjemy każde swoim życiem, tyle że razem chodzimy spać.

Czy mi to przeszkadza? Absolutnie nie! Bałam się, że jak on się wprowadzi, to moje życie się zmieni. Że będę musiała się dostosować, zmienić nawyki i przyzwyczajenia. Tymczasem nic nie zmieniam.

Jemu pewnie jest trudniej - w końcu przeprowadził się na nowe miejsce, w wielu rzeczach zupełnie odmienne od tego, co miał w domu. Poza tym inaczej się człowiek wprowadza do mieszkania, które jest tylko jego. Życie z moimi dziadkami nie jest proste, to starsi ludzie ze swoimi przyzwyczajeniami i dziwactwami. Trzeba się do nich przyzwyczaić. Nie zazdroszczę mu tego.

Mnie jest dużo łatwiej. Obozy zrobiły swoje i właściwie w każdym miejscu potrafię się czuć jak u siebie. Lubię zmiany, przemeblowania, przeprowadzki. Wypady z tatą nauczyły mnie, że tak naprawdę człowiekowi niewiele jest potrzeba do szczęścia, że wyspać się można także na podłodze, że nie trzeba mieć bieżącej, a nawet ciepłej wody, żeby wziąć prysznic. I że jajecznicę można zrobić na pokrywce od garnka, a 50 naleśników da się zrobić na dwóch jajkach. I że można czuć się jak u siebie w pokoju 2x2 z 20 innymi osobami. Wszystko jest kwestią dyscypliny wewnętrznej i umiejętności wyłączenia się.

Więc mnie się dobrze żyje z Mroziem. I tak mieszkamy - już dwa tygodnie razem...

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.