Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Upał zaprawiony Mobasherem

Upał zaprawiony Mobasherem

29 May 2005

Jeszcze dwa dni temu gotowa byłam stawać jak lew w obronie pogody, gdy ktoś zaczynał marudzić, że za ciepło. Jak to "za ciepło", parę dni temu wszyscy jęczeli, że za zimno. Ale dziś stwierdzam: przesada. Bo co z tego, że gwałtownie brązowieję, skoro spacer powoduje u mnie tęsknotę za igloo. Praca odpada, aerobic odpada, jedzenie też. Leżę bykiem i dyszę. No i czytam Mobashera z domieszką Perkowitza. Jakoś trudno mi uwierzyć, że nikt przede mną nie wymyślił mojego doktoratu. Jutro zaproszenia dla profesorów. I tydzień latania, a potem... ech, wszystko będzie dobrze, prawda? ----------------- 22:28------------------ Jestem ciepłe kluski, Anka się do mnie uśmiechnie, a ja zaczynam się płonić jak panienka niewydymka. A potem zamiast rozgryzać tajniki Cooleya, skaczę na stepie niby ta gazela. W moim przypadku Gnu - bo do najmniejszych i najlżejszych gazel na pewno nie należę. A potem się jeszcze dołuję, że zupełnie nierozciągnięta jestem. Już pomijam fakt, że nigdy nawet nie kiwnęłam palcem/racicą (?) w tym kierunku. Czemu wszystko co robię, absorbuje mnie tak zupełnie? Przecież cztery rzeczy na raz to wcale nie tak dużo. Przyjmując 12 godzin czasu produktywnego to i tak po 3 godziny na każdą rzecz. To czemu ja się, kurna, nie wyrabiam?
Komentarze - Cyfrowe morze

Cyfrowe morze

27 May 2005

Beztroski dzień nad morzem. Gorąca plaża, przepastne niebo, zielono, zielono, zielono. Dwa aparaty w akcji. Szaleństwo. Wszystko i każdego można sfotografować. I takie trochę burżujstwo, bo jeden by wystarczył. Ale każdy z nich ma jakiś atut, z którym ten drugi ma problem. Osiołkowi w żłoby dano... Ciężko mi się rozstać ze starym... Spaliliśmy się troszeczkę, komary nas zagryzły - w tym roku przeczuwam istne "mosquito wars", najedliśmy się frykasów i wróciliśmy. A jutro powtórka. Dziś (teoretycznie) pracuję. Teoretycznie... pracuję. Już od godziny... Wstyd mi, bo nic nie zrobiłam. Nawet się jeszcze nie ubrałam. Za oknem tak ślicznie... Taaaak ślicznie... P.S. Moonchild: promise is a promise - zdjęcie brzucha
Komentarze - Inspiration

Inspiration

25 May 2005

Only in our dreams are we free. The rest of the time we need wages. T.Pratchett "Wyrd Sisters" Ludzie mnie zadziwiają. Szczególnych powodów do dziwienia dostarczają mi zazwyczaj klienci. Nie wiem, jak to robią inni, ja zawsze staram się zaproponować coś już na wstępie, żeby mieć potem punkt odniesienia dla ewentualnych zmian. Czasem się udaje trafić idealnie i zmiany są jedynie symboliczne, czasem natomiast nie. Więc siedzimy. Więc zmieniamy. Kombinujemy i przestawiamy. Czemu "my" a nie "ja"? Bo nie ma tak dobrze, skoro ja się męczę, to oni też. W końcu to ich strony, niech mają satysfakcję, że brali udział w ich powstawaniu. I czasem trafia mnie szlag. A czasem wpadam w euforię. Są strony, które uwielbiam robić i są takie, które przyprawiają mnie o dreszcz obrzydzenia. I są też takie, jak dzisiejsza. Kiedy po prostu mi smutno. Gdy wyrzucam poszczególne elementy i zastępuję je nowymi, wybranymi przez klienta, wcale nie gorszymi, po prostu innymi, i mi żal. Tak strasznie żal godzin spędzonych nad przeglądarką w poszukiwaniu odpowiednich zdjęć, godzin poświęconych na dobór kolorów, elementów, linii. A strona, która powstaje, już nie należy do mnie. Należy do nich. I czasem sobie myślę, jak to do cholery jest, że to, co ja uznaję za idealne połączenie, inni chcą popsuć wydumanymi kombinacjami. Skąd u nich te pomysły, idee, wyczucie tak różne od mojego. I zaczynam rozumieć brak tolerancji, bo mam niekiedy ochotę krzyknąć: "Jesteście idiotami, skoro nie widzicie, że tak jest dobrze!". Trzasnąć drzwiami i wyjść. A potem się reflektuję, że to ja tu jestem specjalistą od przekładania cudzych potrzeb na wygląd. Bo przecież oni wcale nie muszą się znać na tym, jakie kolory, układy, zdjęcia. Oni mają jakieś marzenie. To marzenie powierzają mnie i to ja mam nadać mu kształt. I w takich momentach kocham to, co robię. Joga nr 3
Komentarze - Joga Klasyczna

Joga Klasyczna

23 May 2005

A oto, co spędza mi sen z powiek. Joga nr 1 Od paru dni siedzę i znów nie jestem zadowolona. Miało być jasne, jest ciemne. Znów mi się styl zmienił - teraz preferuję nasycone kolory, a to nie współgra z jasnymi, ascetycznymi stronami. ---- 10 godzin później ---- Joga nr 2. Niebiesko mi... A tak poza tym to pada, mży, kropi i leje bez końca. Kiedy już przestaje, to tylko po to, żeby zagrzmieć. Pokój wypełnia stukot kropel deszczu za oknem i może dlatego te moje layouty takie niebieskie. Z pumpu znowu nici, już nawet nie tęsknię. Jeszcze trzy tygodnie takie przede mną, nieokreślone, niesportowe. Za dużo stron, za dużo roboty ogólnie, żeby sobie folgować. Jeszcze jeden layout, strony, jeden referat, otwarcie doktoratu i mogę odsapnąć. Mam półtora miesiąca, żeby się ze wszystkim wyrobić i pojechać na wakacje już z lekką głową. Do sierpnia skazana na brak. Potu, Ani, upojenia rytmem. Ja się poważnie zaczynam zastanawiać nad firmą. Bo sama długo tak nie pociagnę.
Komentarze - Tuttu tuttu

Tuttu tuttu

19 May 2005

I mogłabym stwierdzić, że kupno aparatu z tym człowiekiem zakrawa na cud. I mogłabym jęknąć, że doktorat mnie przytłacza. I jeszcze ponarzekać, że po wczorajaszym ABS-ie bolą mnie mięśnie pleców od rozciągania zamiast mięśnie brzucha. I załamać się brakiem Weny. Nic z tego. Kupiłam sobie kokosanki. I zrobiłam faviconę. Tuttu tuttu, tuttu tuttu, let me be with you... Full positive.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 134 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.