Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Czasami tu do mnie przychodzi

Czasami tu do mnie przychodzi

07 November 2009

Dziwny dziś miałam sen, a w moim przypadku "dziwny" oznacza naprawdę nietypowe zdarzenie. Należę do osób, które śnią każdej nocy i o tym pamiętają. W dodatku ja śnię świadomie - wpływam na bieg wydarzeń, wyciągam wnioski, niekiedy stwierdzam: "Śpię, to sen, bo takie rzeczy są niemożliwe". I czasem udaje mi się następnej nocy dośnić sen z poprzedniej. Czasem z kolei świadomie ignoruję, że śnię i w międzyczasie rozwiązuję jakiś problem z pory dziennej. Może dlatego tak słabo się wysypiam i praktycznie mogłabym spać na okrągło.

W każdym razie dzisiejszy sen był dziwny, wtargnął w zupełnie inne marzenie senne bezceremonialnie i z butami, jakby uważając, że jemu należy się miejsce w mojej głowie i to właśnie tu i teraz. Postanowił się wyśnić i, jak się wkrótce okazało, do samego końca. Nagle znalazłam się w mieszkaniu Babci. Był wieczór, rozmawiałyśmy z Babcią jak zwykle, gdy do pokoju wszedł As. Tyle lat minęło od jego odejścia, ale to był on - z posiwiałą mordą i oddanymi ślepiami. A z przedpokoju dobiegł nas głos Dziadka. "To sen" - pomyślałam. Babcia uśmiechnęła się lekko: "Czasami tu do mnie przychodzi."

Spędziłyśmy z Dziadkiem wieczór, oglądaliśmy zdjęcia, opowiadałam, co się zmieniło. Budziłam się kilka razy, patrzyłam w okno, sprawdzałam godzinę, zasypiałam znowu i... wracałam w ten sam sen. Kilka razy myślałam: "Ciebie już nie ma. Ja śnię". Aż w końcu mi odpowiedział: "Nie odejdę, zanim wszystko nie zostanie wyjaśnione".

Nad ranem wyszedł do łazienki, światło za drzwiami przygasło, As zniknął w ciemnościach przedpokoju, zostałyśmy z Babcią same... Uścisnęła mnie za rękę i wróciłam... do poprzedniego snu.

Komentarze - Listopadowa biel

Listopadowa biel

04 November 2009

Listopadowa biel

Spadł śnieg. Akurat na urodziny Rafała. Wracaliśmy z greckiej knajpki pod rękę, ja ślizgając się co krok w butach na obcasie, on niosąc spakowane owoce morza i mięsa z urodzinowego obiadu. Obok nas ślimaczym tempem poruszał się sznur samochodów, światła wyglądały właściwie już światecznie.

"Chodź tędy."
"Nie, wole górą."
"Chodź tędy."
"Nie.... auuuaaaau!"
"Mówiłem chodź tędy."
"No mówiłeś, mówiłeś..."

Nie zawsze jestem ta najmądrzejsza. Czasem bywam okropnie głupiutka, a potem mam zdarty palec i spodnie do prania. Kiedy drepczę za nim zamotana w torebkę, szalik, jakieś reklamówki z pierdółkami dla kota, jestem kompletnie roztrzepana i zakręcona. Bywa.

A kiedy idąc pod górę zaroślami pod domem, ze zdartym palcem i ubłoconymi jeansami ryczę "Pada śnieg, pada śnieg, parska raźno koń! Ihaha!" zupełnie nie czuję się na prawie 32 lata. Za to całkiem mangowo.

A płatki śniegu wirują, wirują, wirują... "Let me be with youuu..."


Rysunek by bluesaga331

Komentarze - Z dyńki

Z dyńki

31 October 2009

Z dyńki

Przeglądając blogi kulinarne trafiłam na Festiwal Dyni i pomyślałam, że czemu miałabym nie spróbować. Warzywo to dla mnie nowe i niecodzienne, a więc stanowi wyzwanie, a ja wyzwania ostatnio lubię. Przynajmniej te związane z kuchnią.

Dynia zawsze kojarzyła mi się jedynie z dekoracją na Halloween. Dziury na oczy i mordę, świeczka do środka i klimat jak się patrzy. W Stanach naoglądałam się jej podczas podróży nad Niagarę i razem z czerwonymi liśćmi klonów mocno wbiła mi się w pamięć jako nieodłączna część Finger Lakes. I do tego ta kawa o smaku dyni i przypraw, mmmm....

Z jedzeniem nie kojarzyła mi się nigdy. Może dlatego, że rodzina unikała dyńki jak ognia, a na moje pytanie, co można z niej zrobić słyszałam sugestywne "Nic!" od części męskiej i równie zniechęcające "Zupę!" od części damskiej. Rafał patrzył na mnie z powątpiewaniem za każdym razem, jak zachwycałam się dyniami na rynku. Nie było to zbyt motywujące.

I nagle przeczytałam, że dynia jest wspaniała, smaczna, wybitna, wszechstronna. Dynia? Zaraz, o tej dyni mówimy? Tej okrągłej, pomarańczowej, nadzianej świeczką? Dałam się skusić.

Efekty mojego pierwszego (ale na pewno nie jedynego) spotkania z dynią można obejrzeć tu: Makaron z dynią w sosie curry.

Śmiem twierdzić, że warto było.

Komentarze - Substytucja

Substytucja

30 October 2009

Usagi.pl: Kasia

Miałam nie smęcić, ale jest beznadziejnie. Jakoś tak, po prostu.

Nie pomaga widok brzóz wyzłoconych jesienią, pomarańczowa dynia na stole czy jesiennie niebieskie niebo. Praca mi nie idzie, pieniądze za to stanowczo za szybko. I do tego jest mi gorąco, cały czas się przegrzewam, mimo że ogólnie jest chłodno. Znudzona ogólnie jestem.

Mam potrzebę robienia zakupów, kupowania małych rzeczy do domu, obecnie najlepiej w stylu jesiennym. Ścierki do naczyń, świeczki w kształcie liści, zapachowe saszetki do szafy - to ostatnie moje nabytki. Rozpaczliwie walczyłam ze sobą, żeby nie zakupić jesiennego bieżnika, miski w kolorze dyni, miseczek w kształcie liści, brązowego obrusa i drewnianych podkładek, ciepłego koca w kolorze brązowym, drugiego w kolorze zieleni, dwóch brązowych poduszek z zielonym motywem kwiatowym oraz drewnianych ramek na zdjęcia. W pędzie do kasy udawałam, że nie widzę też brązowych ręczników.

Po kilka razy oglądam stronę Tchibo, choć w rzeczywistości już mi się ich produkty tak nie podobają. Zwiedzam sklepy i żyję obsesyjną potrzebą butów, spodni i skórzanej kurtki.

W domu natomiast... zaglądam do lodówki. Nie jem, zaglądam. Przeglądam strony i książki kucharskie dumając, co by tu ugotować lub upiec. Nie chce mi się w sumie, ale i tak planuję, drukuję przepisy, gapię się w lodówkę. Żłopię jedną herbatę za drugą. I za diabła nie mogę się skupić.

Zachowania kompensacyjne. Mija rok, a ja nadal nie potrafię spokojnie usiąść i choć przez chwilę nic nie robić. Więc jem, kupuję, piekę, sprzątam, pracuję. Od 8 do 22, tak, aby jak przyłożę głowę do poduszki kompletnie urwał mi się film. Więcej, więcej, więcej. A przez ostatni tydzień jest gorzej niż kiedykolwiek.

 

Kompensacja (łac. compensatio, równoważenie) - jeden z mechanizmów obronnych znanych w psychologii, odmiana substytucji.

Jest to wynagradzanie siebie za braki lub defekty. Daje chwilową przyjemność, ale powtarzane może spowodować utrwalenie się podświadomego skojarzenia danego defektu z nagrodą i utrudnić jego usunięcie.

Ogólniej używa się tego terminu także w nieco innym znaczeniu, skierowania aktywności na cele podobne do tych, których nie potrafimy osiągnąć.

Kompensacja (psychologia), Wikipedia

Komentarze - Jak podać kotu tabletkę?

Jak podać kotu tabletkę?

29 October 2009

Jak podać kotu tabletkę?

"Jak podać kotu tabletkę?" To pytanie pada często i gęsto, jak Internet długi i szeroki. Sposobów jest wiele, od przemycania w mięsie, aż po desperackie próby obejmujące dwie osoby, ręcznik i siadanie na kocie okrakiem. Krew się leje, sierść fruwa, wściekłe miauki mieszają się z rozpaczliwymi krzykami masakrowanych opiekunów. Bo kot to NIE pies.

A ten przydługi wstęp zmierza do tego, że przedwczoraj Avie ułamał się ząb. Wczoraj to zauważyłam, zbagatelizowałam na 5 sekund, po czym narobiłam totalnej paniki - źle kota karmię, ma anemię, za mało tauryny, wapnia, żelaza i wszystkiego na raz. Kot mi umiera!

Ava rzeczywiście umierała. W fotelu do góry kołami mrucząc i podstawiając brzuch do głaskania. Obcałowałam, obryczałam, poszłam ochłonąć do pracowni i dorwać się do MIAU. Świątynia kociej wiedzy wszelakiej nieco mnie pocieszyła, ale zanim doczytałam wątki o zębach zdążyłam Avę umówić do weterynarza. Ava z uporem konała na moim biurku, od czasu do czasu kopiąc mnie tylną łapą, żebym denatkę głaskała.

No nic to, dziś wzięłam chodzącego trupa w transporter i poszłyśmy na umówioną wizytę. Taksówka przejechała dwie przecznice na kocim sygnale, w poczekalni Ava peszyła pieski z cienia swej budki, na koniec oburczała weterynarza za to, że ją maca. Co ją będzie obcy facet stetoskopem smyrał... Dostałyśmy receptę na tabletki i maść na zapalenie dziąseł i wróciłyśmy. Ponownie taksówką zmienioną w koci pojazd uprzywilejowany. I resztę dnia spędziłam na obmyślaniu strategii, jak Avie podać Rutinoscorbin...

W końcu zmotywowana siadłam na podłodze w kuchni, zawołałam Avę, trzęsącymi rękami wyjęłam pastylkę, otoczyłam kolanami kota, uniosłam Avie łeb, otworzyłam pyszczek, wrzuciłam tabletkę... Ava przełknęła, pomruczała i poszła. A ja zostałam jak jakaś kretynka w tej kuchni, na podłodze, z rozdziawioną gębą.

Morał prosty - za kotem nie nadążysz. 


P.S. A niedowiarków zapraszam:

  1. Usagi.pl: Jak podać kotu tabletkę
  2. Leksykot: Jak zaaplikować kotu tabletkę
  3. kotdoskonaly.pl: jak podać kotu tabletkę

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228,

Strona 75 z 228

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.