Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - ...demony...

...demony...

17 February 2004

Małe sportsmenki poszły dziś na pumpa. Jedna miała "te dni", druga zasłabła, a trzecią reumatyzm pierdyknął w kolano. Żałosne. Na HI/LO już nie dotarłyśmy. Zwłaszcza, że czwarta wogóle nie dojechała. Cóż...

Anka zaprezentowała dziś to, co spędza mi sen z powiek. Wyskoczyła w bluzie bez rękawów. Jeszcze do tego ćwiczyła na przeciw mnie, a we mnie wzrastał brzydki demon. Demon Zazdrości. Wrrr...

Ona ma te bicepsy dwa razy takie jak ja. Ja też chcę!

Zmierzyłam - po napięciu mój biceps ma 26 cm. Tu zadziałał Demon Głupoty. Demon Próżności zauważył, że i tak zajebista laska jestem. A Demon Braku Rozsądku obiecał, że jeszcze tylko parę miesięcy i też będę miała pół metra obwodu w ręce.

Taa... lubię moje demony. To banda podlizujących się debili.

No cóż, pozostaje tylko zatrudnić Demona Naiwności i uwierzyć w ich zapewnienia. Wierzę. 52 cm - moje nowe motto.

Komentarze - do widzenia

do widzenia

17 February 2004

Tak sobie siedzę i myślę. O wszystkim i o niczym, i całkiem dobrze mi z tym.

Internet zaczyna mnie nudzić, znowu. Powoli odcinam się od netu, który dla mnie przez jakiś czas był częścią świata. Przeczyściłam gg, listę for, blogów. Zostało niewiele. Tych często używanych. Tylko. Bo po co mi więcej?

Jeszcze tylko pożegnanie z ostatnio przeglądanym forum fantasyworld. Przez jakiś czas było zabawnie, ale przestało mnie bawić. Więc do widzenia.

Koniec. Cisza. Czysto i pusto.

Komentarze - What do you know...

What do you know...

11 February 2004

Miałam nie iść. Nawrzeszczeliśmy z Mroziem na siebie i poszłam. Wściekła i zaryczana. Bo lepiej tak.

Wyżyć się tam, przelać złość na step, na własne ciało... A niech boli, i tak przecież boli, właściwie od kilku lat. Tylko czasem tego bólu mam dość...

On ma nerwicę. A co mam ja? O, ja nie potrzebuję chodzić do lekarzy, żeby wiedzieć, co mi jest. W końcu już mi powiedzieli, nie raz. Smętnie kiwając głowami: "Oj dziewczyno, dziewczyno. To skrzywienie jeszcze ci się da we znaki". Jakby to była moja wina, jakbym specjalnie je sobie zrobiła. To samo ze stawem kolanowym. "No cóż, może rehabilitacja, ale..." Właśnie, zawsze jakieś "ale" i w końcu zostałam z tym sam na sam.

Boli. Kiedyś mi przeszkadzało. Teraz wiem, że można z tym żyć. Więc nie idę do lekarzy. Po co? Żeby mi zabronili ćwiczyć z obciążeniem, biegać po stepie? Odebrali coś, co daje radość?

Skłonna jestem bardziej wierzyć Ance niż im. "Boli kolano? Wzmocnimy stawy i przestanie", "Plecy? Dobry gorset mięśniowy i będzie dobrze". Chcę w to wierzyć. Więc niech boli, przynajmniej wiem, od czego.

I po raz pierwszy są tego rezultaty. Biegam, skaczę, robię wypady i skład otwarty. Ze sztangą i bez. I kolano działa w pełni sprawnie, już nie syczę schodząc ze schodów.

Mroziu nawrzeszczał, że nie rozumiem, bo nie wiem, jak to jest ciągle odczuwać ból. Ja wiem. W końcu nadal się uśmiecham...

Komentarze - ...

...

11 February 2004

Pójść już tam. W rytmie kroków ukryć łzy...

Komentarze - Pułapka

Pułapka

11 February 2004

Trafiło mnie nad ranem. Upakowana pomiędzy Mroziem a kotem, zdałam sobie sprawę, że nienawidzę. Nienawidzę dzielić się łóżkiem.

Z trudem znoszę dzielenie się przestrzenią. Najchętniej przeciągnęłabym przez pokój linię demarkacyjną. Wprowadziła ścisły podział: moje - twoje. Wyprowadziła się.

Zaczynam rozumieć, że wspólne mieszkanie to był idiotyczny pomysł. Zdecydowaliśmy się na to albo za późno albo zbyt wcześnie. Na pewno nie wolno tego było traktować jako sposobu na problemy w związku. Bo zamiast się do siebie zbliżyć, oddalamy się coraz bardziej.

Kiedyś zamieszkamy razem w kilkupokojowym mieszkaniu i ostatecznie przestaniemy ze sobą rozmawiać. Obcy ludzie zamknięci pod jednym dachem.

W sumie, to o czym ja mówię? My już jesteśmy sobie obcy. Właściwie nie rozmawiamy, bo trudno nazwać rozmową moje wymuszone pytanie o jego pracę oraz jego kolejne wywody na temat samopoczucia. Ja ciągle podenerwowana jego chorobami, które podświadomie zaczynam mieć mu za złe. Bo zmęczona już jestem ciągłym wysłuchiwaniem, że coś mu jest.

Jednocześnie mam poczucie winy, że go nie wspieram. Właściwie chronicznie obolała i niewyspana. On zaaferowany nową pracą, własnym zdrowiem, chyba najszczęśliwszy, gdy mnie nie ma i nikt mu nie truje nad głową. Nie snujemy marzeń ani planów. Nie ma między nami czułości, nie ma nawet erotyzmu. Nie ma nic, oprócz wspólnych sprzętów. Czuję się jak w pułapce. Marzę o tym, żeby znów zostać sama.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 194 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.