Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Bohemian Rapsody

Bohemian Rapsody

10 April 2006

Świetnie się bawię. Jechanie po głupkach to świetna zabawa. Ostatnio to także moja ukochana rozrywka: szukać zarozumiałych ignorantów i mieszać ich z błotem. Nie, wbrew obiegowym opiniom, ja miła nie jestem. Cyniczna, złośliwa, wyrachowana owszem, miła w żadnym wypadku. Znajduję powód do radości we wszystkim - rozmowie z naiwnym klientem, dyskusjach ze studentami, obiadach z rodzicami Mrozia. I w oglądaniu tłumów - o, to mnie naprawdę zajmuje! Emanacja głupoty. Kręć się, kręć, pacynko. Im bardziej zajęta, im mam mniej czasu, tym mniej sympatyczna jestem. Wyżywam się, co tu kryć. Odreagowuję na zewnątrz. Wcale przy tym nie czuję się lepsza. Ani mądrzejsza, ani doskonalsza. Po prostu inna - może bardziej świadoma właśnie, jak niedoskonali i nietrwali jesteśmy, jak błahe otaczają nas problemy. A może tak samo otępiała jak i reszta. Ale cóż z tego? Chwilowo bawi mnie wykazywanie głupoty innych, jako zasłona dymna dla moich własnych kompleksów. Alleluja, let mi go!
Komentarze - Klask, klask...

Klask, klask...

08 April 2006

Chciałabym zapisać tu każdą chwilę i wydarzenie związane z nowym mieszkaniem. Wizytę fachowca, spotkanie z przedstawicielem Siemensa w Kobylance, historię niebieskiej lampki. To nawet nie to, że mi się nie chce pisać. Ja po prostu nie umiem tego już ubrać w słowa. Mam problemy z pisaniem listów, notatek i artykułów na kartce, ale na komputerze też. Nuży mnie to. Zresztą nie widzę sensu. Jeśli Twój gatunek przetrwa, w ręce klaszcz. Chyba pora zamknąć to miejsce w cholerę.
Komentarze - Piechotą do lata

Piechotą do lata

05 April 2006

Do lata, do lata, piechotą będę szła... W sumie nie bardzo mam co napisać. Zazwyczaj wiosna napełnia mnie niepokojami, marzeniami, wyczekiwaniem lata i dreszczem emocji na myśl, gdzie pojadę i co zobaczę tym razem. W tym roku jestem zbyt zmęczona, by wsłuchiwać się w wiosenne nastroje, a moja dusza krzyczy jedynie: Dość! Koniec! Daj mi odpocząć! Zastanawiam się, jak duża jest odporność człowieka na zmęczenie i stres, i kiedy moja się wyczerpie. Wcześniejsze doświadczenia wykazały, że w tej materii wypadam żałośnie. Byle do lipca - potem przez miesiąc palcem nawet nie kiwnę. Będę siedziała w Activie i odbijała sobie cały ten czas, gdy zwoje mózgowe mi się prostują ze zmęczenia, a biceps zanika. W sumie to miałam napisać o tym, jak to trzeba się czasem wyrwać w świat, że nie można ciągle siedzieć w tym samym otoczeniu, bo zwariować idzie. Ale nie chce mi się. Nic mi się nie chce. A wogóle to strasznie mi smutno, że Stanisław Lem nie żyje. Bardzo, bardzo smutno. Dla mnie był wieszczem ludzkości, bo mówił ludziom prawdę o nich. Niesamowicie mądry człowiek. I nikt za niego mszy na Błoniach nie wyprawiał, nikt portali na czarno nie przemalowywał. A może właśnie trzeba było, do cholery!
Komentarze - Woman at work

Woman at work

04 April 2006

Koszmarnie męczący weekend. Praca. Praca. Praca. Nothing less, nothing more. Wczoraj też nie lepiej. Opiliśmy mieszkanie. Świetnie się bawiłam, choćby dlatego, że lubię jeść w Cinema Pub i że stęskniłam się za K. Dawno się nie widziałyśmy, obie zabiegane i do tego obie zabiegane w temacie mieszkaniowym. Pewnie mogłoby być huczniej, gdyby nie to, że w sobotę Mroziu szedł do pracy. Ja zresztą też. Do domu dotaszczyliśmy się o 19.00 i trzy godziny później padliśmy na amen. Niedziela natomiast upłynęła nam na wznoszeniu bojowych okrzyków i wycieczce po sklepach meblowych, kaflowych, podłogowych itd., itp. Mroziu wpadł w panikę, ja wyszłam pogodzona z losem. Nie jest źle. Studentów przeżyłam. Wczoraj znów praca do nieprzytomności. A dziś urodziny siostrzyczki, a potem znów praca... I jutro też, i pojutrze... Monotonnie mi.
Komentarze - Zombie, zombie i kran w jagodach

Zombie, zombie i kran w jagodach

31 March 2006

Spełnianie marzeń bywa bolesne. Oboje z Mroziem zaczynamy przypominać zombie. Anniluce.pl z posad ruszyło, zjawiła się Expreso.pl, kurczaki na Active biegają mi w snach, grając w piłkę jajkami z czajkowska.pl. Z doktoratu działają już kategorie i atrybuty, jeszcze obiekty i profile, ale to od poniedziałku. Dziś parapetówka, jutro i pojutrze uczelnia i studenci, a ja nic nie wiem. To zresztą nie problem, problemem jest mój wygląd, bo półprzytomna jestem. Rozwijam się, jak cholera się rozwijam. Jeszcze trochę, a zacznę szukać wspólnika.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 101 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.