Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Klask, klask...

Klask, klask...

08 April 2006

Chciałabym zapisać tu każdą chwilę i wydarzenie związane z nowym mieszkaniem. Wizytę fachowca, spotkanie z przedstawicielem Siemensa w Kobylance, historię niebieskiej lampki. To nawet nie to, że mi się nie chce pisać. Ja po prostu nie umiem tego już ubrać w słowa. Mam problemy z pisaniem listów, notatek i artykułów na kartce, ale na komputerze też. Nuży mnie to. Zresztą nie widzę sensu. Jeśli Twój gatunek przetrwa, w ręce klaszcz. Chyba pora zamknąć to miejsce w cholerę.
Komentarze - Piechotą do lata

Piechotą do lata

05 April 2006

Do lata, do lata, piechotą będę szła... W sumie nie bardzo mam co napisać. Zazwyczaj wiosna napełnia mnie niepokojami, marzeniami, wyczekiwaniem lata i dreszczem emocji na myśl, gdzie pojadę i co zobaczę tym razem. W tym roku jestem zbyt zmęczona, by wsłuchiwać się w wiosenne nastroje, a moja dusza krzyczy jedynie: Dość! Koniec! Daj mi odpocząć! Zastanawiam się, jak duża jest odporność człowieka na zmęczenie i stres, i kiedy moja się wyczerpie. Wcześniejsze doświadczenia wykazały, że w tej materii wypadam żałośnie. Byle do lipca - potem przez miesiąc palcem nawet nie kiwnę. Będę siedziała w Activie i odbijała sobie cały ten czas, gdy zwoje mózgowe mi się prostują ze zmęczenia, a biceps zanika. W sumie to miałam napisać o tym, jak to trzeba się czasem wyrwać w świat, że nie można ciągle siedzieć w tym samym otoczeniu, bo zwariować idzie. Ale nie chce mi się. Nic mi się nie chce. A wogóle to strasznie mi smutno, że Stanisław Lem nie żyje. Bardzo, bardzo smutno. Dla mnie był wieszczem ludzkości, bo mówił ludziom prawdę o nich. Niesamowicie mądry człowiek. I nikt za niego mszy na Błoniach nie wyprawiał, nikt portali na czarno nie przemalowywał. A może właśnie trzeba było, do cholery!
Komentarze - Woman at work

Woman at work

04 April 2006

Koszmarnie męczący weekend. Praca. Praca. Praca. Nothing less, nothing more. Wczoraj też nie lepiej. Opiliśmy mieszkanie. Świetnie się bawiłam, choćby dlatego, że lubię jeść w Cinema Pub i że stęskniłam się za K. Dawno się nie widziałyśmy, obie zabiegane i do tego obie zabiegane w temacie mieszkaniowym. Pewnie mogłoby być huczniej, gdyby nie to, że w sobotę Mroziu szedł do pracy. Ja zresztą też. Do domu dotaszczyliśmy się o 19.00 i trzy godziny później padliśmy na amen. Niedziela natomiast upłynęła nam na wznoszeniu bojowych okrzyków i wycieczce po sklepach meblowych, kaflowych, podłogowych itd., itp. Mroziu wpadł w panikę, ja wyszłam pogodzona z losem. Nie jest źle. Studentów przeżyłam. Wczoraj znów praca do nieprzytomności. A dziś urodziny siostrzyczki, a potem znów praca... I jutro też, i pojutrze... Monotonnie mi.
Komentarze - Zombie, zombie i kran w jagodach

Zombie, zombie i kran w jagodach

31 March 2006

Spełnianie marzeń bywa bolesne. Oboje z Mroziem zaczynamy przypominać zombie. Anniluce.pl z posad ruszyło, zjawiła się Expreso.pl, kurczaki na Active biegają mi w snach, grając w piłkę jajkami z czajkowska.pl. Z doktoratu działają już kategorie i atrybuty, jeszcze obiekty i profile, ale to od poniedziałku. Dziś parapetówka, jutro i pojutrze uczelnia i studenci, a ja nic nie wiem. To zresztą nie problem, problemem jest mój wygląd, bo półprzytomna jestem. Rozwijam się, jak cholera się rozwijam. Jeszcze trochę, a zacznę szukać wspólnika.
Komentarze - Wanda co nie chciała Niemca

Wanda co nie chciała Niemca

29 March 2006

Przeliczyliśmy koszt urządzania chaty. Odra to nie jest zbyt dobra rzeka, żeby się utopić, ale stanowczo dużo lepsza niż Wisła. Skoro Wanda mogła, to ja w sumie chyba też za dużo na honorze nie stracę, jeśli popłynę do morza w towarzystwie mrożonych kurczaków, butelek po piwie i starych łachmanów. W każdym razie dziś odebrałam równowartość planowanych garnków. Leży sobie teraz w kopercie podpisanej "Garneczki". Jak to się mówi, żeby dojść do końca drogi, trzeba zrobić pierwszy krok. Tylko czemu ten mój jest taki żałosny? A tak poza tym to się słaniam. Nie jestem w stanie za nic się zabrać, zupełnie za nic. P.S. Ta Wanda to jednak głupia była, co nie? Zachciało się jej jakiegoś chłopięcia o włosach jasnych, a oczach niebieskich. Kropka w kropkę jak w Wermahcie. A Niemca nie chciała. Czy tylko ja tu dostrzegam brak logiki?

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 101 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.