Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Pamiętam

Pamiętam

26 October 2011

Pamiętam.

Pamiętam Jego ręce, zgrubiałe palce, które głaskały mnie po policzku niezwykle delikatnie. Zadziwiające, jak takie duże dłonie potrafiły drobniutko kroić skórki z pomarańczy, jak malutkie uszka do barszczu potrafiły lepić. Jak kochane potrafiły być takie dłonie.

Pamiętam Jego żartobliwe docinki, gdy się psocił śmiały mu się nawet oczy. Pamiętam to spojrzenie, które doskonale wyłapywało moje zmiany nastroju. Nie ważne, co narozrabiałam, zawsze stał za mną murem.

Pamiętam Go, jak siedział za stołem w kuchni, słuchał starego radia i robił gołąbki lub zrazy. Jak wałkował ciasto na makaron lub pierogi. Zawsze dokładnie, cieniutko, z powolnym namaszczeniem. Ja tak nie umiem, choć się bardzo staram.

Pamiętam nasze wspólne poranki z ciśnieniomierzem, niezliczonymi kubkami herbaty z cytryną, z krzyżówkami. Pamiętam wieczory przed telewizorem, jak obierał jabłka i mandarynki. Codziennie, zawsze z przyjemnością.

Był niesamowicie dumny z mojego doktoratu. Kochał zwierzęta. Lubił oglądać filmy z Chuckiem Norrisem. A z kwiatów najbardziej kochał wysmukłe, purpurowe róże.

Pamiętam, jaka byłam przerażona, gdy zachorował. I jak byłam na niego wściekła, że nas zostawia.

Na parapecie czarno-białe zdjęcie - z tyłu data: Leningrad 18.III.1954 r. Poważny chłopak wita mnie spojrzeniem co rano.

Cztery lata bez Niego. Ja pamiętam.

Wysmukła, purpurowa róża na grobie mojego Dziadka.

Komentarze - .

.

23 October 2011

Płynę z prądem i czekam, co się wydarzy. Jest jesień - nie wydarzy się nic dobrego.

Odpalamy licznik? Jeszcze 17.

Komentarze - Cisza

Cisza

14 October 2011

Cisza na zewnątrz i cisza we mnie. Dzień, w którym nikt nic ode mnie nie chce. Nikt nie pisze do mnie maili. Nie zagaduje na gadu. Nie dzwoni. Jest niesamowicie pięknie.

Bardzo się zmieniam ostatnio. Może to przez chorobę mamy, może to wydarzenia kilku ostatnich lat, a może kryzys wieku średniego (podobno moje pokolenie dopada wcześniej). Zapadam się w siebie, wyciszam.

Beztrosko śmieję się ze staruszką napotkaną w tramwaju. Wysiadam na dziwnych przystankach, błądzę wśród drzew, karmię kaczki tortillą. Cicho śpiewam (nie nucę) piosenki, które lubię. Na przystankach, w autobusie, na spacerze. Mówię rodzicom wprost, że ich kocham. Zostawiam pracę w samym środku i idę poczytać książkę. Sprzątam i gotuję z przypadku, wyleguję się w łóżku do 12... albo wstaję o 7 bez wyraźnego powodu.

Zaczynam rozumieć, co znaczy żyć. To znaczy starać się przeżywać każdą chwilę tak, by mieć satysfakcję. By nie żałować, że się czegoś nie zrobiło, choć chciało się zrobić. By nie ulegać złudnym naciskom i powinnościom, a robić tylko rzeczy naprawdę potrzebne i takie, które naprawdę chce się robić.

Cisza na zewnątrz i cisza we mnie. Dzień, w którym nikt nic ode mnie nie chce. Nikt nie pisze do mnie maili. Nie zagaduje na gadu. Nie dzwoni. Jest niesamowicie pięknie.

Komentarze - The wise man's fear

The wise man's fear

05 October 2011

Oglądam końcówkę drugiego sezonu "Grey's Anatomy". Na końcu pada pytanie: Gdybyś wiedział, że to ostatni dzień Twojego życia, jak chciałbyś go spędzić?

Mroziu stwierdza nagle: Nie chciałbym wiedzieć. Po co? Nic nie mógłbym zrobić.

A ja?

Krążą te tematy wokół mnie od tak dawna... Czy chciałabym wiedzieć? Prosta odpowiedź "Z osobą, którą kocham"?

Gdy ratowałam Dziadka, byłam gotowa walczyć do upadłego. Kiedy odchodziła Pyśka, przeklinałam świat. Trzy lata później odetchnęłam z ulgą, gdy Dziadek wreszcie odszedł. Pyśka zasnęła spokojnie w moich ramionach.

Śmierć Kasi... mnie złamała. Choć z perspektywy czasu widzę, że miała głębszy sens. Co ma upaść, upadnie, co ma się rozlać i tak się rozleje. A każde życie ma w sobie zapisaną śmierć.

Gdybym wiedziała, że to mój ostatni dzień, powiedziałabym tym, których kocham, że kocham. Zadbałabym o sprawy, które powinny zostać zamknięte. O przyszłość Avy, o konta bankowe. Poszłabym nad staw - ten mały, koło Głębokiego. Jest tam taka ławka, wokół której płaczące wierzby pochylają się nad samą wodę. Mieszka samotny żółw. Przysiadają staruszki.

Siadłabym na ławce, zagapiła się w wodę, zagapiła się w niebo, odetchnęła głęboko i mógłby się skończyć świat.

Gdybym wiedziała, że to mój ostatni dzień, przeżyłabym go sama, w spokoju i ciszy. Do końca.


...mój świat...

Komentarze - Kasztany

Kasztany

24 September 2011

Poszłam dziś na spacer. Tak po prostu. Po zajęciach, po spotkaniu z Mamą. Dałam jej bilet na autobus, popatrzyłam, jak odjeżdża i poszłam na spacer. Zbierać kasztany.

Kiedy byłam mała, zbieranie kasztanów było moim ukochanym zajęciem. Wyszukiwałam je w zielonej trawie, wśród liści, w krzakach. Bo gdy byłam mała wszystkie dzieci polowały na kasztany, robiły z nich i żołędzi zwierzątka, które potem zasychały zapomniane na półkach. Uwielbiałam jesienne koniki, sarenki i jeże.

Była taka górka w parku z zaroślami, które wydawały mi się wówczas ogromne i nieprzyjazne, a w których zawsze jakiś kasztan się uchował. Dziś ze zdziwieniem zauważyłam, że to żadne krzaki, ot kilka badyli. I nikt już nie zbiera kasztanów, całymi stadami leżą kasztanowe bułanki na parkowych ścieżkach. Smutno.

Ze wszystkich zbiorów najbardziej lubię te kasztany o spłaszczonym boku i ostrej krawędzi. To znak, że nie dorastały same, ale dwójkami. Przytulone do siebie siedziały ciasno umoszczone w kolczastych łupinkach i dopiero upadek z drzewa je rozdzielił. Przeszukuję trawę w poszukiwaniu zagubionych towarzyszy dorastania, a potem gładzę je w kieszeni swetra, siedząc na ławce i gapiąc się w niebo. Lubię takie spacery.

Wiecie, jakie dziś było niebo? Niebieskofioletowe. A liście jarzębiny wyglądały jak w pożarze. Nad Rusałką woda szemrała w trzcinie i wielkich liściach łopianu...

Boję się. Boję się o Nią i boję o siebie. Spycham ten lęk głęboko, by móc się uśmiechać i mówić, że będzie dobrze. Że przejdziemy przez to razem, bo nie jest w tym sama, bo ja też się panicznie boję. Siedzę na ławce, pieszczę dłonią kasztany i próbuję zrozumieć, pogodzić się, znaleźć rozwiązanie. To jest tak frustrująco trudne, tak niemal niemożliwe, ale przecież musi być jakiś sposób. Po prostu jeszcze go nie znalazłam, na pewno lada chwila zrozumiem...

Czuję się samotna. Tak koszmarnie samotna, bo nie umiem o tym mówić. Mogę się tylko uśmiechać i zapewniać, że będzie dobrze.

Wiecie, jak pachnie jesień? Dymem z ogniska, suchymi liśćmi i zagrożeniem.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 57 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.