Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Leonidy

Leonidy

20 August 2003

Spadły gwiazdy z mego nieba w szary pył,

nikt nie słyszy mego głosu
nikt nie dojrzy łzy

Spadły gwiazdy z mego nieba - wietrze wiej!
Niech odejdzie szara mgła
co spowija moje serce,
miłość kona, gdy na ręce kapią łzy
Wietrze, nie daj płakać mi.

Spadły gwiazdy - w szarym mieście pada deszcz.
Deszczu, ukryj me cierpienie,
ochłodź serce
i marzeniom dodaj sił.

Co noc wplatam moje dłonie w głuchy wiatr,
szare niebo, szara ziemia...
I tęsknota bez znaczenia...
I te gwiazdy, które spadły w szary piach...

Komentarze - Did you see me cry ...

Did you see me cry ...

20 August 2003

Znów piękny dzień, błękitne niebo za moim oknem. Widzę jasne plamy słońca na ścianach budynków. Tylko u mnie w pokoju jak zwykle cień.

W Winampie znów "Forever Love". Piosenka o miłości - takiej prawdziwej, poza śmierć. Yoshiki śpiewa, a ja wiem, że on też w to nie wierzy... Jak można w słowa ubrać marzenie?

Komentarze - And nothing really changed...

And nothing really changed...

20 August 2003

Byliśmy w kinie. A potem tylko 'Cześć!' i każde poszło w swoją stronę. Jak zawsze ostatnio.

Ja chyba czegoś nie rozumiem. Może to tylko ja widzę problem? Jak próbuję rozmawiać o tym, że coś się między nami psuje, spotykam się ze ścianą niezrozumienia. On się uśmiecha na odczepnego i puszcza jakiś głupkowaty tekst. Może to rzeczywiście jest śmieszne? I tylko ja nie łapię, na czym ten dowcip polega? Czuję się jak w jakiejś pieprzonej grze, której reguły znają wszyscy oprócz mnie.

Czy to o to chodzi? Jak tak, to ja już przegrałam, cholernie dawno przegrałam... Chcę do domu...

Komentarze - I can't walk any further alone!

I can't walk any further alone!

21 August 2003

Znów jestem sama... Tak bardzo boję się tej samotności, a przecież moje życie jest nią przepełnione! Można powiedzieć, że ona definiuje moje istnienie. Na dobrą sprawę uciekanie w związki jest tylko oszukiwaniem samej siebie, bo... i tak jestem samotna...

Czemu nikt nie próbuje mnie zrozumieć? Czemu to ja mam rozumieć wszystkich? Staram się, rozpaczliwie się staram, żeby być taką, jak chcą inni, żeby spełniać ich oczekiwania. I chyba udaje mi się, tylko... co ze mną? Czemu nikt nie chce widzieć mnie taką, jaką jestem naprawdę?

Myślałam, że spotkałam kogoś, kto potrafi zlikwidować moje demony... Kogoś, kto będzie najpierw dostrzegał mnie, a dopiero potem samochód, pracę, komputer... Kogoś, dla kogo będę ważniejsza niż cały ten świat, złożony zawsze z tych samych problemów... Kolejna pomyłka... Błąd! Błąd, za który znów płacę - cierpieniem.

Znów sama... Kolejny raz... W pustce mej duszy czają się demony...

 

Komentarze - Tęsknię... w wielkiej zadumie...

Tęsknię... w wielkiej zadumie...

22 August 2003

Stan melancholii nadal mnie nie opuszcza. Budzę się rano i pierwsza myśl: 'Co dzisiaj?', a potem nadzieja, że może jednak nic się nie zmieniło i że ten dzień mogę przeżyć tak, jak wczoraj.

Niestety, czas nie zatrzymuje się dla mnie... Zresztą to jest bardzo względne, bo kiedy chcę, żeby przyspieszył, on wlecze się nieubłaganie z jakąś taką psychopatyczną perwersją. Więc tęsknię. Tęsknię do spokojnych, przepełnionych melancholią wieczorów, kiedy już wszystko zrobię i mam czas. Czas dla niego, a jednak tak naprawdę dla siebie. Bo ostatnio dopiero wieczorami czuję, że żyję. Reszta dnia przecieka mi przez palce zbyt wolnymi uderzeniami mojego pulsu. A wieczory są właśnie inne - zbyt krótkie, poganiane nadejściem północy... Wieczory, kiedy przez krótki moment zapominam o całym świecie, jestem szczęśliwa...

A potem znów poranek. I całe morze czasu przede mną...

Komentarze - When all hope is lost...

When all hope is lost...

22 August 2003

Kiedy życie daje w kość trzeba czasem z kimś porozmawiać. Zdecydowałam pogadać z Borem... Jeśli jest ktoś w moim życiu, kogo uważam za pewnik, to właśnie on... Śmieszne, w sumie nie rozmawialiśmy ze sobą bardzo długo. Nie widzieliśmy się z dwa miesiące, ale nie rozmawialiśmy coś koło roku? Bo trudno uznać za rozmowę te krótkie wymiany zdań na imprezach... Więc siedliśmy na ławce i...

Jak opisać uczucia, które ogarniają człowieka podczas rozmowy z osobą, której się ufa i która przez pewien czas była marzeniem? Marzenia się nie spełniają i tak właśnie się stało z nim... Jego miejsce zajęły inne sprawy, inne uczucia, ale poczucie więzi pozostało. ... rozmawialiśmy, a on rozumiał. I już mi o wiele lepiej w życiu, wierzę, że jakoś to będzie... Czy jemu jest lepiej po tej rozmowie? Chciałabym w to wierzyć...

It's not easy love, but you've got friends you can trust
Friends will be friends
When you're in need of love they give you care and attention
Friends will be friends
When you're through with life and all hope is lost
Hold out your hand 'cos friends will be friends
- right till the end...

Queen: Friends will be friends

Komentarze - Leave me alone...

Leave me alone...

22 August 2003

Oszukana?? Tak, czuję się oszukana... Przez własną głupotę... Jaka ja jednak jestem głupia... totalna idiotka... I czego mi tak żal? Złudzeń? Chyba tak... Właśnie umarły... Nie ma już złudzeń, nie ma... nic... Dałam się oszukać własnemu poczuciu wartości... Przecież dla mnie nie ma odwrotu, nie ma ucieczki... Złudzenia... nie ma już złudzeń... Jest skazanie na życie takie jakie prowadzę, na moją prywatną beznadzieję...

Łudziłam się... już nie. Już nigdy nie będę się łudzić... Nie pozwolę sobie na żadne złudzenia, precz z marzniami... Jestem sama... Po prostu sama... Po co ja wierzę, że może być inaczej? Przecież ja już wybrałam swój los...

Żyjemy z innymi... O tak, na pewno... Tragedie innych odbierają nam nadzieję... Myślałam... Nie, ja już nic nie czuję... Już nic...

Komentarze - And another sleepless night...

And another sleepless night...

23 August 2003

Obudziło mnie dziś pogotowie. Po trzech godzinach snu. Zaaferowana babcia i przestraszony dziadek. Siedzieli pół godziny i zabrali dziadka do szpitala. Nie było sensu nawet kłaść się spać, i tak bym nie dała rady zasnąć.

Babcia jak zwykle w pełnej gotowości bojowej, a ja jak zwykle w panice, że ją ta gotowość bojowa wykończy. W rezultacie obie jesteśmy wykończone. I jeszcze to uczucie oczekiwania...

Czekam. To naprawde głupie uczucie. Zaczyna się w żołądku i rozchodzi na każdy mięsień ciała. Bardziej świadoma część mego ja stara się w jakiś sposób to oczekiwanie zagłuszyć ale ta druga, mniej świadoma, w pełni się już poddała. Więc czekam, walcząc o to, żeby nie czekać... Istna paranoja.

Ogłupiona brakiem snu i wczorajszym winem poddaję się biegowi czasu...

Komentarze - And the sky today is so blue...

And the sky today is so blue...

23 August 2003

A mimo wszystko dzień toczy się przyjemnie...

Za oknem słonecznie i aż się chce otworzyć okno. Jest mi po prostu spokojnie. Jak tak patrzę w to błękitne niebo, to przez głowe przelatuje mi tysiące myśli. Jedna z nich to ta, że pomimo wszystko jestem szczęśliwa. Z tymi rozterkami, kłopotami, samotnością i tęsknotą za czymś nieuchwytnym - jestem szczęśliwa.

Lekki wiatr porusza firanki. Powietrze pachnie już jesienią. Niedługo zaczną spadać kasztany... Zbliża się moja ulubiona pora roku. Nadchodzi czas deszczu, wirujących w powietrzu liści, chłodnych wieczorów. Nareszcie. Pogodnie mam dziś w duszy...

Jak co roku, gdy patrzę, jak umiera świat.

Komentarze - You passed me by...

You passed me by...

24 August 2003

Jakie to dziwne. Spotkałam na swojej drodze kogoś, kto mi się wydawał najwspanialszy. I był właśnie taki. A teraz patrzę na niego i widzę, jak się strasznie zmienił podczas bycia razem. I jest mi żal, żal dawnego Rafała.

Jak to możliwe, żeby ktoś, kto zawsze miał tysiące pomysłów, zawsze miał coś zabawnego do powiedzenia, coś ciekawego do zaproponowania, zmienił się tak bardzo? Jak to możlwie, żeby ten, który zawsze wyczuwał mój nastrój, zawsze był wobec mnie troskliwy i opiekuńczy, nagle stał się tak nieczuły? I tak skupiony na sobie...

Tęsknię do Rafała... Do Rafała, który żył całym sobą. Który nie bał się podejmowania decyzji i potrafił pokolorować mój świat. Rafała, który widział prawdziwą mnie i kochał mnie. Rafała, którego już nie ma.

Ten człowiek, który jest koło mnie... Ktoś zupełnie obcy. Jak można kochać aż do śmierci kogoś, kto się boi żyć? Jak można kochać kogoś, kto na własne życzenie ograniczył sobie świat? Niewiele zostało mi z dawnego Rafała. Mój palladyn został zwykłym mieszczaninem. Nie umiał czy nie chciał walczyć z regułami tego świata? A może to ja po prostu nie umiałam mu pomóc?

Ja nadal staram się walczyć... Bo nie ważny jest efekt, ale dążenie...

Komentarze - Sadness, hatred, love, fun... I need them all...

Sadness, hatred, love, fun... I need them all...

24 August 2003

Obejrzałam Equilibrium. Niesamowity film, do tego trafił idealnie w mój nastrój. Dawno nie oglądałam filmu nie mogąc się doczekać zakończenia.

Świat bez uczuć. Bez gniewu, zazdrości, agresji i nienawiści. Ale też bez miłości, radości, emocji wywoływanych wschodem słońca. Czy warto zapłacić taką cenę za usunięcie uczuć negatywnych? Czy warto stać się bezduszną marionetką tylko po to, żeby nie cierpieć?

Lubię moje życie wypełnione całą paletą uczuć. Tych dobrych i tych złych. Czym bowiem jest radość bez smutku? Jak docenić jej wartość, kiedy się nie zna jej przeciwieństwa? Dlatego ważne, jest żeby w życiu poznać jak najwięcej uczuć, by czuć jak najsilniej, z całej duszy...

Equilibrium - świat bez uczuć, czyli martwy świat. Ja się nigdy nie dam zamknąć w takim grobowcu. Bo każde uczucie jest wartościowe, nawet samotność, nawet cierpienie. Dziś tęsknię, choć nie umiem umalować jego snów... Wiem, że żyję...

Komentarze - I don't like Mondays

I don't like Mondays

25 August 2003

W Winampie "Faye Wong - Admire". Piękna, nieśmiała piosenka. Szept narasta, przechodzi w nucenie - płynie jak kołysanka... Po chińsku - piękniej bo nie rozumiem słów, jest tylko głos i melodia. Czasem nie warto rozumieć...

Komentarze - Run away from reality...

Run away from reality...

25 August 2003

Próbuję wrócić na stary tor, przełamać tę tak nową dla mnie nerwowość, stłumić agresję...

Skąd we mnie ten nagły niepokój? Skąd te wahania? Byłam przecież zdecydowana, akceptowałam rzeczywistość i to spokojne uczucie, którym darzyłam Rafała. Więc skąd nagle to pragnienie zmiany, znużenie i zniechęcenie?

Przed wyjazdem byłam pewna. Teraz pewna nie jestem. Totalny chaos, zagubienie we własnych uczuciach. Niech ktoś mną potrząśnie, niech ktoś przemówi mi do rozumu... Brak mi impulsu, jakiegoś uczuciowego wybuchu, nie wiem, czegoś co mną poruszy... Nie potrafię odczuwać słabych uczuć, zawsze mi się wydaje, że to tylko namiastki, potrzebuję eksplozji. Boję się zaryzykować. A gdyby on zaryzykował? Najgorsze jest to, że nie znam swojej reakcji... A jeśli zamiast bólu poczułabym tylko ulgę?

Właśnie, co wtedy?

Komentarze - ... no title today ...

... no title today ...

26 August 2003

Mam dość. Dość facetów z urojonymi problemami, których trzeba prowadzić za rączkę. Co ja do cholery jestem, siostra miłosierdzia czy co? Z jakiego powodu mam niby zbawiać cały świat? Ja przecież nawet siebie zbawić nie umiem...

Czy ja kiedyś znajdę kogoś specjalnie dla mnie? Kogoś, kto mi wypełni sobą puste ściany, kto skruszy ten mur, który postawiłam na straży serca? Kogoś, kto dla odmiany zaopiekuje się mną.

Noce są coraz zimniejsze... I pusto koło mnie...

Komentarze - ... still running away...

... still running away...

27 August 2003

Rafał ucieka od odpowiedzialności i obowiązków. Boi sie podejmowania decyzji i w związku z tym wydaje mu się, że życie go omija. Lark ucieka od uczuć, bo boi się cierpienia. Czy więc naprawdę żyje? Czy nie jest tak, że uciekając obaj ustawiają się na z góry przegranej pozycji? Jeden nie robi nic, żeby się wciągnąć w ten świat, drugi nie robi nic, żeby coś poczuć. W efekcie osiągają to samo - czas przecieka im przez palce. A oni pozostają w tyle, sparaliżowane strachem manekiny.

Człowieka definiują uczucia i decyzje. Jeśli tego nie ma, to gdzie jest człowiek? Czy ja też tak uciekam? Czy ja też się tak boję? Co, jeśli na zewnątrz jestem taka sama jak oni? Nie, nie jestem. Ja jestem sobą - czuję i decyduję, czasem się waham, czasem popełniam błędy, ale idę dalej. Right to the end...

Jedyny uciekinier, do którego mam prawdziwy sentyment to Rincewind. Ale to jest uciekinier wielkiego formatu.

'Haven't you noticed that by running away you end up in more trouble?'
'Yes, but, you see, you can run away from that too,' said Rincewind. 'That's the beauty of the system. Dead is only for once, but running away is for ever.'
'Ah, but it is said that a coward dies a thousand deaths, while a hero dies only one.'
'Yes, but it's the important one.'

''The Last Continent', Terry Pratchett

Komentarze - Meet the parents, grrr...

Meet the parents, grrr...

28 August 2003

W sumie to już mi przeszła pierwsza złość, ale rozgoryczenie pozostało. Czemu zawsze ja mam robić to, czego inni chcą? Czemu zawsze ja mam ulegać presjom, ja mam się starać, czemu zawsze się okazuje, że to ja jestem ta zła? Co ja takiego robię?

Poszło o prostą sprawę: dopóki dziadek jest w szpitalu, ja nigdzie nie jadę. Martwię się o niego, martwię się o babcię. Co innego jak są razem - wtedy wiem, że jak zostaną sami, to jedno będzie w stanie zawiadomić, że coś jest nie tak. Ale nie zostawię babci samej i koniec.

Dla rodziców nie ma problemu. Mama się wprowadzi i spokój. I nikt nie rozumie, że dla mnie ma znaczenie, czy ja jestem tu, czy poza Szczecinem. Bo przecież dla nich nie ma problemu.

Babcia znów dziś siedziała w nocy. To się robi tradycja: ona wstaje, zapala światło, budzi mnie pisk ciśnieniomierza, potem szelest leków. Wstaję cicho, podchodzę do drzwi - patrzę, słucham jak oddycha... Kładę się do łóżka i czekam do momentu, aż się położy ponownie. Potem jeszcze chwila nasłuchiwania i dopiero mogę spać.

Nie mówię im o tym, bo po co? Po co mówić, że wiem, o której wstają, o której idą do łazienki, kiedy mierzą ciśnienie, a kiedy dziadek masuje nogę? Moja noc to nasłuchiwanie. Nie pojadę z Baśką, w tej kwestii jestem egoistką. Robię to TYLKO dla siebie...

Komentarze - Każdy swoje szczęście też widzi inaczej...

Każdy swoje szczęście też widzi inaczej...

29 August 2003

Któregoś wczesnego ranka w Dolinie Muminków Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł, że nadeszła jesień i czas ruszać w drogę.

Jakie jest moje szczęście? Moje szczęście jest chłodne, bezsłoneczne. Za oknem niebo chmurne, deszczowe. Wiatr zrywa z drzew pierwsze liście. Ptaki siedzą na dachach ociężałe od chmur. Kawa stygnie w ekspresowym tempie i znów mam zmarznięte dłonie. Moje szczęście jest w porze jesieni. Moje szczęście jest dziś.

Lark robi porządki w swoim życiu. Zupełnie jak Filifionka, która zawsze na zimę zabezpiecza swój domek. To też takie jesienne...

Są tacy, co zostają w domu i tacy, co odchodzą. Zawsze tak było. Każdy może sam wybrać, ale musi to zrobić, póki jeszcze czas, i w żadnym razie nie rozmyślić się.

Ja nic nie robię. Bo ten dzień napawa mnie sennością i spokojem. Nic mi się robić nie chce. Kawa, płaszcz przeciwdeszczowy i góry - tylko to mi chodzi po głowie.

Drzwi zamknęły się i Włóczykij wszedł w las. Miał przed sobą sto mil ciszy.

Tove Jansson, Dolina Muminków w Listopadzie 

Komentarze - ... to była tylko myśl...

... to była tylko myśl...

30 August 2003

Drugi Heniek dzisiaj. Końcówka już niesmaczna, a to znak, że mam dość. Bo mam dość rzeczywiście.

Pragnienie

Wiesz, co to pragnienie?
To Twój uśmiech drapieżny gdy się pochylasz nade mną.
To Twoja dłoń zaciśnięta na mojej piersi.
To bezwstydny język drażniący sutek.
I wilgotny ślad Twojej śliny na moim udzie.

A miłość?
To ten niesforny kosmyk włosów,
który odgarniam Ci z czoła.

Komentarze - Why should I wait... for who?

Why should I wait... for who?

30 August 2003

Chyba przechodzi mi rozdrażnienie. Myśli przestały się kłębić w głowie, zaczynam znów popadać w tą słodką, lepką ociężałość uczuciową. Dochodzę do stanu, w którym znów mi się nie chce nic zmieniać w swoim życiu. Dobrze jest, jak jest. Zresztą, czemu ja mam nalegać na zmiany, po co wychodzić z inicjatywą? I na co mam czekać? W końcu już to zrobiłam, teraz kolej drugiej strony. Niech ona też się trochę pomęczy.

A w sumie to mój wyjazd do Warszawy będzie ucieczką. Ucieczką przed podejmowaniem decyzji, ucieczką przed zmianami. Co zastanę po powrocie? O to niech się już martwi druga strona, przecież od niej też dużo rzeczy zależy.

Wyszłam za mąż - wcześnie rano, wyszłam za mąż - niedaleko mogłeś zrobić dziś to samo i wyjść ze mną - ale gdzie tam...

Niektórzy odkładają decyzje ze strachu. Inni ze strachu je podejmują. A ja się kołyszę nad tym cyrkiem ludzkich desperacji i śmiać mi się chce. Decyzje powinno się podejmować albo sercem albo rozumem. I strach nie ma z nimi nic wspólnego.

Bawię się tym, bawię się rozstrząsaniem wszystkich możliwości, zastanawianiem, co by było, gdyby. A przecież wiem, co by było. Znam siebie i ten świat. Wystarczy poskładać fakty, żeby wiedzieć dokładnie, co i jak się wydarzy. Jak kto się zachowa. W serialu zwanym 'Życie' mogłabym pisać scenariusze...

Przepraszam Cię... przepraszam za zakończenia bez happy endu...

Komentarze - See you later...

See you later...

30 August 2003

Więc wyjeżdżam. To tylko kilka dni, a ja się czuję, jakbym wyjeżdżała na zawsze.

Bo może tak właśnie jest, przecież po moim powrocie wszystko się zmieni. Kilka decyzji już zapadnie, zostanie załatwionych kilka spraw. Sama nadałam rzeczom taki obrót, sama wprowadziłam je na taki tor i nawet gdybym chciała to teraz zmienić, już za późno. Przecież o to mi właśnie chodziło - chronię się przed samą sobą. Dziwnie to brzmi, ale tak właśnie jest. Przewidując własne reakcje na określone wydarzenia, planuję wszystko z wyprzedzeniem, zamykam sobie w ten sposób możliwości zmiany obranego kierunku. Sama sobą steruję, istna paranoja. A potem strasznie trudno to poodkręcać...

Wracając do wyjazdu - spakowałam się starannie, ale odczuwam podenerwowanie. Warszawa jest jedynym miejscem na ziemi, które mnie przeraża. Nawet w Wenecji nie czułam się tak zagubiona. Już dziś, kupując bilety na dworcu, odczuwałam niepokój. Przecież to śmieszne - spędziłam tam sporo czasu za ery Alexa. Zwiedziliśmy miasto, przyjeżdżałam po niego na kursy, bawiłam się na Sylwestra. A jednak Warszawy się boję, czuję się tam nawet bardziej obco niż w Stanach. A przecież ludzie nie mówią w niej innym językiem!

I pomyśleć, że o mały włos tam bym teraz mieszkała! Inna sprawa, że wyjeżdżając zostawiam tu parę niedokończonych spraw i choć tydzień nie może im przeszkodzić, to jednak mnie to boli. Nawet wyjeżdżając do Stanów i zostawiając tu czekającego Mrozia, nie czułam się tak wybita z tematu. Nawet wiem, kto jest odpowiedzialny za ten stan rzeczy...

A tak poza tym, to będę tęsknić...

***(Z tęsknoty pisze się wiersze...)

z tęsknoty pisze się wiersze
z bolesnej
drążącej śpiewny owoc ciała
patrząc na samotne palce
mogę wysnuć pięć poematów
dotykając moich napiętych ust
szepczę
i słowa - rozkołysane rytmem wielkiej wody
plotą się w wiersze
mokre
bardzo słono biegną poprzez twarz

H. Poświatowska

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.