Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - When I am there

When I am there

23 March 2004

I feel you... in every vein
in every beating of my heart

Szczypanie soli w zadrapaniu na ręce. Strumyczek potu spływający wzdłuż kręgosłupa. Mięśnie omdlewają. Bolą zaciśnięte zęby. Skupiam uwagę na rance, na szczypaniu. Tak łatwiej.

SINGLE!!! No nie... znowu?? Unoszę głowę i napotykam roześmiane oczy. Unosi sztangę, a ja zagapiona, zatopiona w tym wesołym spojrzeniu, razem z Nią.

OSIEM! SIEDEM! ... JEDEN!! Nareszcie...

Nie próbuję definiować tego uczucia. Pewnie nawet nie umiałabym go określić. Ulotne, subtelne, melancholijne.

each breath I take [in every breath I'll ever take]
I feel you...

Przy kolejnym ćwiczeniu gwałtownie mnie prostuje. Jej ramię oplatające mnie na moment, wywołuje dreszcz zaskoczenia. Odbiega do kogoś innego, a ja zostaję otoczona przez pustkę. Czego ja właściwie chcę?

anyway...
in every tear that I might shed
in every word I've never said
I feel you...

I... feel... Her...

I feel you, Shiller mit Heppner

Komentarze - Fascynacja

Fascynacja

23 March 2004

Byłam na zakupach. Błądziłam pośród straganów bez wyraźnego celu. Tu coś przyciągnęło wzrok kolorem, tam krojem. Parę rzeczy nawet mi się podobało. Białe spodnie, kilka koszulek...

I tak w końcu to zrobiłam. Kolejna rzecz na fitness, tym razem bluza. Tak jakby to, jak wyglądam, mogło coś zmienić. Zmniejszyć ciężar sztangi, zwrócić Jej uwagę. Jakby...

Czasem czuję się zupełnie zagubiona w tej fascynacji. Dokładam więc ciężar na sztangę, łudząc się, że zwiększony ciężar przyniesie zapomnienie. I rzeczywiście, gdy zmęczone mięśnie zaczynają drżeć, gdy kolejne uniesienie sztangi powoduje grymas bólu na ustach, pot zalewa oczy, przez chwilę nie myślę. O tym, że jest tak blisko, o tym, że się uśmiecha, o tym, że... macha sztanga większą niż ja!

Znów tam pójdę. Najpierw Pump, potem HI/LO.

Bo lubię tam chodzić. Bo lubię to robić. Bo lubię patrzeć jak tańczy.

Komentarze - Reforma związkowa

Reforma związkowa

22 March 2004

Ocknęłam się, wreszcie. Miałam wstać o 8 i dokończyć tekst dla Profesora. Tymczasem zapadłam się w senną rzeczywistość. Trzeba się będzie dziś tłumaczyć z niewykonania zadania... Na 1 kwietnia już dwie publikacje czekają.

Rany, ale ja się mazgaję. Zamiast siąść i po prostu napisać.

Poważna rozmowa z Mroziem. Jak zwykle późno w nocy, jak zwykle te same wnioski, jak zwykle brak działań. To my na codzień.

Czy ja go kocham? Czasem mam wrażenie, że to jest miłość, że wszelkie problemy wynikają z tego, że w danym momencie któremuś z nas nie chce się podjąć odrobiny wysiłku. Wystarczyłoby, żebym wstała od komputera i stwierdziła: "dobra, sprzątamy" albo "to obejrzyjmy ten film". Ale ja się z nim umawiam na robienie czegoś, a potem sama siedzę wpatrzona w monitor. On czeka na mnie a ja na niego. Przecież atmosferę zażyłości buduje się spędzając czas razem, robiąc różne rzeczy razem.

Od dwóch miesięcy umawiamy się, że coś ugotujemy, a potem weekend mija nam przy komputerach. Narzekam na niego, że on nie ćwiczy, że brzuch mu rośnie, zamiast wyciągnąć go chociaż na spacer. A potem wychodzi problem, że nam się nawet kochać nie chce. Jak ma się chcieć, jak sami narzucamy potworne ograniczenie kontaktów, wybieramy towarzystwo sieci i danych, nad własne.

Dziś jest mój ostatni dzień na tlenie i gg, przynajmniej do soboty. Chociaż 4 dni odwyku. Może zrobię to, co mam zrobić wreszcie. Może wreszcie określę swoje uczucia. Nigdy nie sądziłam, że się uzależnię od komputera.

Komentarze - Koszt nie generujący przychodów

Koszt nie generujący przychodów

20 March 2004

Kiedy zaczynam myśleć, że już jest OK, znów coś idzie w drugą stronę. Wczoraj impreza ze znajomymi w Bachusie była naprawdę udana, mój mężczyzna zachowywał się porządnie od kilku dni, więc musiało się coś spieprzyć.

Poszłam na zajęcia dzisiaj, produkowałam się cztery godziny w dusznej sali na kacu, wróciłam zadowolona do domu, licząc na miły wieczór... Nawet chipsy chciałam kupić, żeby było co przy filmiku chrupać... Esh...

Przez cały dzień nie zrobił nic. Miał odkurzyć i przewiesić lustro. Tylko tyle. Ale go gardło drapało. Już babcia chciała sama wziąć się za odkurzacz.

Wkurzyłam się. Strasznie się wkurzyłam. Gówniarz jeden, leń parszywy. Dziadkowie się nie upomną o swoje, raczej się sami zamęczą niż poproszą o pomoc, a ten takie numery odwala. Wielkie chłopisko, a dupy nie ruszy, bo gardełko boli. Hotel sobie znalazł.

Tym razem przegiął.

Komentarze - To co najsmutniejsze

To co najsmutniejsze

19 March 2004

Come with me in the twilight of a summer night for awhile
Tell me of a story never ever told in the past
Take me back to the land
Where my yearnings were born
The key to open the door is in your hand
Now take me there
To the land of twilight

The land of twilight, hack//SIGN

Każdy z nas posiada coś, czego pragnie. Coś, co powoduje u niego smutek, zamyślenie, dziwny rodzaj tęsknoty. To nawet nie do końca jest marzenie, to coś głębszego, bardziej ulotnego. To coś co nawiedza nas niekiedy późną nocą lub o świcie, a nigdy nie pojawia się w dzień. Kiedy czujemy szansę na realizację naszego pragnienia, potrafimy się w tym zatracić całkowicie. Depczemy wszelkie zasady, zapominamy o innych, tylko aby zaspokoić naszą potrzebę. W ten sposób niszczymy jego wartość, na końcu drogi pozostaje tylko piach...

Nie zniszczę mojej tęsknoty. Nie zrobię nic. Pozostanę w mojej krainie zmierzchu.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228,

Strona 190 z 228

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.