Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - I am a slave...

I am a slave...

05 November 2004

Czasem, tak jak dziś, gdy wszystko mnie boli, zastanawiam się, czy ja na pewno jestem normalna? Czy tam pod tą masochistyczna kopułą rzeczywiście wszystko jest w porządku? Myśli te nie pozostają jednak na długo. Biorę karnet i zapisuję się na następne wariackie zajęcia, jakby nie było innej możliwości. Bo tak naprawdę chyba nie ma. Tydzień uporządkowany co do godziny. Fitness jako obowiązkowa część życia. Jak mycie zebów, ubieranie, jedzenie. W sumie nie zastanawiam się już, czy to lubię, czy mnie to cieszy, czy mam na to ochotę. O określonej porze biorę po prostu plecak i wychodzę do Active'a. Czasem mi się nie chce, ale wystarczy, że zejdę do szatni, muzyka z sali D przebije się przez ściany, i znów daję się omotać, porwać, wbić w tryby. Hobby, które nie jest hobby. Pasja, która nie jest pasją. Niekiedy mnie to przeraża. Gorączki zaczeły się, gdy przestałam ćwiczyć i skończyły, gdy znów zaczęłam. Spadek formy psychicznej rejestruję już po dwóch dniach bezruchu. Czy ja już jestem niewolnikiem? Czy nadal wolnym człowiekiem? A jeśli jestem wolna, to czemu wszystko podporządkowałam tym kilku godzinom na sali, czemu nie umiem przestać? I czemu, mimo że dziś ledwo się ruszam ze zmęczenia, mimo że plecy bolą jak diabli, to jedyne co miałam w głowie zasypiając w knajpie nad kolacją, to myśl, że jeszcze się na wtorkowego pumpa nie zapisałam, a później może nie być miejsc? Mroziu nawet nie oponował, po prostu podwiózł mnie do "Kupca". Znów się styram we wtorek. I cały świat wypełniony muzyką, światłem i ruchem. Każdy oddech, każda chwila, każda kropla krwi. Fitness has happened to me.
Komentarze - ... right beside me there was an angel ...

... right beside me there was an angel ...

03 November 2004

Z dziadkiem wszystko ok. Rozrusznik działa jak należy, dziadek siedzi sobie w ładnej izolatce i na nic się nie uskarża. Odetchnęłam. Poszłam odreagować stres do Active'a. Rozluźnić się, styrać, napełnić głowę czymś innym. Na początku było ciężko - nie mogłam się wczuć w rytm, muzyka drażniła zmęczone nerwy, chciałam nawet wyjść w którymś momencie... ale warto było zostać. Przy jednym z obrotów rytm nadciągnął gorącą falą i pociągnął mnie za sobą. Zatonęłam w krokach, dźwiękach, własnym zmęczeniu. Stres sprzed kilku dni rozproszył się, stracił na znaczeniu, aż w końcu zniknął zupełnie. Pozostało tylko to, co potrafię zrobić ze swoim ciałem w rytmie i przestrzeni. I fizyczna radość, energia buzująca w żyłach... I chyba po raz pierwszy nie zastanawiałam się, co ja do cholery mam robić z rękami. Czułam się lekka, sprawna, giętka i pełna gracji. Nawet jeśli to nie prawda, miło jest się tak poczuć. Na stepie już mnie niosło z rozpędu, a pilates wyciszył mnie i uspokoił zupełnie... Dobrze mi dziś. Jeszcze przydałby się tylko masażysta, bo barki mam twarde jak skała... Cóż, kąpiel mi musi wystarczyć... Nie można mieć wszystkiego... esh...
Komentarze -

02 November 2004

Wtulona w jesień, trwam.
Komentarze - Bezsilność.

Bezsilność.

01 November 2004

W nocy wzywałam pogotowie. Do dziadka. 80-letnie serce postanowiło, że nie chce już bić. Można je zmusić - wystarczy rozrusznik. Wystarczy? Dzień Zmarłych. Lampki na grobach. Postawiliśmy kaganki oraz białe i żółte kwiaty na grobach dziadków Mrozia. W nocy się bałam. Że może to święto bedzie miało dla mnie inny wydźwięk, niż do tej pory... Z większą uwagą zapalałam świeczki... Kiedyś na FW forum ktoś wymyślił temat "Jak chcielibyście umrzeć". Głupi, głupi temat. Nikt nie chce umierać. Nikt. Boję się śmierci. Swojej i innych. Bardzo. Ale jest coś, czego boję się bardziej. O tak.
--------------------------------- a to dla Ciebie, Malutka...

Requiem dla wspomnień

Poczucie winy mnie strąca w piekieł otchłanie

W trzepocie ptasich skrzydeł szukam zapomnienia, patrzę, jak się zrywają w przestrzenie bezkresne. Moje myśli opadły - - nie ma przebaczenia, wczoraj, dzisiaj i jutro Ty nawiedzasz mnie we śnie. W kocim futrze Cię szukam, miękkie gładzę ręką, łez potoki powplatam w moc Twego pomruku. Byłam kiedyś dla Ciebie i Ty dla mnie byłaś... Teraz pusto koło mnie, teraz kroczę samotnie, stukot kroków żałobnych, stukot kroków na bruku... Nie ma Ciebie - ja jestem i wiem, co to przekleństwo. Rozpłynęłaś się w ciszy przeszłaś między cienie, a ja nadal pamiętam A JA NADAL PAMIĘTAM W mrocznych snach mnie nawiedza Twe odległe mruczenie.

Komentarze - Konflikt zamiłowań

Konflikt zamiłowań

31 October 2004

Znów się zaczyna. Niedziela. Pierwszy od 6 dni dzień z Mroziem, który mamy dla siebie. I znów zaczynam kombinować, jak by tu się wymigać od Anki, cardio pumpa i całej reszty. Z jednej strony chcę tam iść, wyszaleć się, skatować. Z drugiej - z drugiej chcę spędzić trochę czasu z moim facetem. I tu wkrada się potworny dysonans i potrzeba decyzji. Której nie umiem podjąć. Więc kręcę się po mieszkaniu i rzucam lekkie sugestie w stronę Mrozia, że mógłby mnie przekupić, bo ja z chęcią się przekupić dam :) W tej walce o mój czas i miejsce lokalizacji, przeważnie przegrywa fitness, gdyż Anki nie ma w pobliżu i pozostaje zupełnie nieświadoma moich rozterek. Dla Niej pewnie wybór byłby oczywisty, ba, nie byłoby potrzeby wyboru! Nie dlatego, że umiałaby to lepiej pogodzić. Ona by po prostu nie dopuściła do siebie myśli, że można nie iść! Czasem Jej zazdroszczę liniowości myślenia. Bo ja też zaczynam weekend z solidnym postanowieniem, a kończę go w domku z Mroziem! I tak się kółko zamyka. Dziś jednak chyba wygra fitness, bo Mroziu woli sortować maile niż spędzić dzień ze swoją kobietą. Deary, deary me...

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 158 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.