Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Niewdzięczna baba jestem i tyle

Niewdzięczna baba jestem i tyle

01 November 2005

W ramach dewastowania swojego wizerunku, opiszę dziś cechę ludzkości, która mnie wkurza niemiłosiernie. Nie jest to wbrew pozorom bezmyślność - ta mnie jedynie smuci. Także nie okrucieństwo - ono mnie zawstydza. To, co mnie naprawdę wkurza, wpienia, denerwuje do nieprzytomności i sprawia, że mam ochotę walić pięścią w ścianę, to wszystkie te dobre chęci. To wszystkie podarki, które do niczego nie pasują, bibeloty, z którymi nie ma co robić, działania, które tylko pogarszają sytuację. Bo ktoś zobaczył coś i wydało mu się takie piękne, idealne na prezent. Albo wpadł na doskonały pomysł, jak ulepszyć komuś egzystencję. Albo cholera wie, co pomyślał. W każdym razie osoba obdarowana stoi z tym ohydztwem w ręku i pomiędzy fałszywymi zachwytami i podziękowaniami, zastanawia się rozpaczliwie, gdzie to cholerstwo upchnąć, żeby się za bardzo nie rzucało w oczy. Albo zakłada sweterek uśmiechając się krzywo i z niecierpliwością czeka na koniec wieczoru, gdy będzie mogła go wrzucić do szafy i nigdy więcej nie wyjmować w nadziei, że zeżrą go mole. Znacie to? Ile razy stałam z niechcianym prezentem w ręku i uśmiechałam się, zamiast powiedzieć prawdę, w rozpaczliwej świadomości, że ktoś chciał dobrze... Nienawidzę tego, nienawidzę, od razu chce mi się kopać i gryźć ze złości, choć wiem, że nie mogę za to winić nikogo. I chyba to w tym wszystkim jest najgorsze. Notka została podyktowana mamą Mrozia, mieszkaniem i świętami - różnymi, od urodzin po ŚBN. Mama Mrozia kupiła nam sztućce. Ładne sztućce, naprawdę. Ja bym kupiła inne, ale nie mogę tym nic zarzucić. Oprócz tego, że kupiłabym inne. Kurwa, niewdzięczna jestem, wiem. I na tym skończmy tę notkę. I kupowanie nam przez kogokolwiek czegokolwiek do mieszkania też. I mean it. I realy do.
Komentarze - Panta rei

Panta rei

28 October 2005

Ja chyba skasuję tego bloga. Dwa lata pisania i w sumie nic się nie zmienia. Mroziu, uczelnia, fitness i strony. Jedyne co ulega zmianie, to środek ciężkości. Chwilowo opiera się na najdroższym facecie, więc teraz kolej, żeby przeszedł na uczelnię. A potem co? Jak już wszystko było i nihil novi? Coraz mniej emocji, coraz więcej beznamiętności. Mój kochany Augustynie, wszystko płynie, płynie, płynie. A ja stoję w miejscu i ani w te, a nie we wte. Dwa lata bez widocznych zmian. Pełne zmian znaczących, ale niewidocznych. What a shame.
Komentarze - Lekcja językowa

Lekcja językowa

26 October 2005

Jakoś nie mam szczęścia do tej jednej grupy. Co chwila coś im wypada. Przeważnie zajęcia ze mną. Dziś na przykład powodem był unoszący się w sali zapach butaprenu. Sprawiał, że człowiek zaczynał snuć chore wizje. A innej sali nie ma. Więc ich puściłam do domu, bo co mi innego pozostało? A we wtorek 1 listopada. I znów ich zajęcia lecą w świat. Ale spoko, cały dzień dziś jest właśnie taki. Najpierw obudziła mnie ulewa i wycie karetek. Zasnęłam - obudziła mnie babcia. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby o 5 rano zmywać naczynia i brzęczeć nimi specjalnie? Właściwa odpowiedź: "starym", a nie, jak ktoś przypuszczałby "złośliwym" albo "bezmyślnym". W jakiś sposób to jedno słowo zawiera w sobie całą esencję połączenia dwóch pozostałych. Kolejna próba udania się w objęcia Morfeusza została storpedowana przez Maćka, który postanowił zamordować Pysię. Kotka płacze z bólu, Maciek obdziera ją ze skóry, biała sierść fruwa, a babcia szczęśliwa: "One się tylko bawią." Wracamy do definicji słów: "stary" obejmuje też słowo "okrutny". Pojęcie "Maciek" jest eufemizmem na "gruby morderczy predator". Wracając do spania - zaraz po akcji ratowniczej, przyłożyłam głowę do poduszki. Wtedy znów ruszyły karetki, zaczęło lać, a na podwórku zaczęły się okrzyki ludzi szczęśliwych, że idą do pracy. Pieprzony Nadzór Ruchu. Szczególnie jeden babsztyl, co wydzierał się na potęgę. Tę panią z Nadzoru Ruchu świetnie opisuje słowo na K - "Kretynka". Chociaż podchodzi mi to pod bardzo złagodzony eufemizm od pojęcia także zaczynającego się na tę literę. Dziadek - słowo opisujące w tym wypadku "wrzeszczący tyran" oraz parę innych cech, których nie będę wymieniała - na szczęście nie zapisał się mi w jakikolwiek sposób w pamięci tegoż cudownego ranka. ("cudowny ranek" odniesiony do opisanych wydarzeń to konstrukcja wyraźnie ironiczna, w moim odczuciu doskonały oksymoron). Podobnie jak sąsiadka z dołu, która wymija mnie czasem na schodach. Zawsze wtedy mam wrażenie, że to kontynenty się koło mnie przemieszczają. Na sasiądkę też znam parę słów, jednak nie silę się na eufemizmy, bowiem żaden nie oddaje rzeczywistości. "Głupia farbowana lafirynda" w każdym razie jest bardzo, bardzo nieadekwatną peryfrazą. Ale to taka mała dygresja. W każdym razie w końcu nawet Mroziu nie wytrzymał. Usłyszałam jak mamrocze: "Nie będzie karetek, nie będzie podwórka". Dołączyłam się z marzycielskim "Nie będzie babci...". "Nie będzie cholernego kota". "Deszcz nie będzie huczał wśród kamienic". "Nie będzie samochodów w bramie". "Nie będzie tej farbowanej &^%$#$% z dołu". W naszych głowach Ogrody Miodowe są metaforą "ciszy, spokoju, sielankowych poranków, własnego mieszkania, spokoju, braku innych domowników, no i oczywiście, jakże by inaczej, świętego spokoju." Usagi natomiast jest eufemizmem na "wkurwioną, żądną krwi, rozhisteryzowaną furię". W razie watpliwości co do użytych tu zwrotów, odsyłam do Słownika Kopalińskiego
Komentarze - Endless rain

Endless rain

23 October 2005

I'm walking in the rain wandering without an aim, the pain in my body growing more and more with the dampness. Głowa mi pęka. Pogoda nagle bardzo, bardzo jesienna. Wstałam i powlokłam się na 9:00 na uczelnię. Trzech studentów, równie zaspanych jak ja. Nawet nie czuję złości na resztę. Kap, kap, ze złotych liści lipowych smętnie kapie deszcz. Znów powracają marzenia o wygodnym fotelu, ciepłym świetle stojącej lampy, zapachu kawy i dobrej książce. Zwinąć się w kłębek wśród poduszek i pozwolić oczarować powieści. Cicha kojąca muzyka, pomruk kota... Kap, kap za oknami na przechodniów parasole pada deszcz. Endless rain, fall on my heart, onto the wound of my heart, let mi forget all of the hate, all of the sadness A tymczasem zimny pokój na uczelni, zimny pokój w domu. Gniew tam w środku, w sercu i trzewiach, żrący bezlitośnie. Uciec, uciec od nich wszystkich: ryczącego telewizora, wyświechtanej kuchni i tych wszystkich dobrych chęci. Znaleźć swoje miejsce na ziemi - własne, moje, nie dam! Endless rain embraced me night approaches morning my heart is not yet soaked Za oknem rudo, złoto, zielono... Kap kap... Jesienny deszcz nadaje niebu buro żółty odcień. Kap kap... Kocham smutne jesienie, gdy lipy łysieją... endless rain... Pomimo wszystko... jakoś spokojniej mi dzisiaj... A może to ten Ibuprom? Can’t you feel my heart falling through the rain? X Japan - Endless Rain, The Last Song, Longing (Togireta Melody)
Komentarze - Once in a lifetime

Once in a lifetime

21 October 2005

Chcę zaistnieć. Deszczem, promieniem słońca, podmuchem wiatru. Zaistnieć. Wypełnić przestrzeń, nadać sens istnieniu. Stać się dla kogoś wszystkim. Przestać być nikim. Chcę wypełnić swoje dni treścią, uczuciami zdefiniować noce. Marzenia rozpleść nad czyjąś śpiącą głową. W snach wodzić na pokuszenie. Chcę być. Bardziej. Mocniej. Do końca. Krew na wargach smakować, zaciśniętych w gniewie. W rozkoszy zamykać przestrzeń ciał. W śmiechu zawrzeć całą muzykę świata. Tańczyć, tańczyć na linie, mała akrobatka ponad głowami tłumów. Łamać paznokcie o skały smagane wichrem. Pisać wiersze, które będą ludzkie serca spychały w otchłanie melancholii. Być natchnieniem, przekleństwem i ukojeniem. Nie trwać, ale istnieć. Być czynnikiem sprawczym. Choćby tylko przez jeden dzień, choćby tylko dla jednej osoby...

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228, 229, 230, 231, 232, 233, 234,

Strona 126 z 234

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.