Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Bilans Sylwestrowy

Bilans Sylwestrowy

01 January 2005

Huknęłam. Zdrowo. Aż mi zęby zadzwoniły. Rany, ale ja pacjent jestem. Śliwę mam zaiste piękną. O yeah!
Komentarze - Nowy Rok

Nowy Rok

01 January 2005

Szykuję sobie i swojemu kotu niespodziankę. Tak z okazji Nowego Roku. Jutro albo pojutrze powinna działać :] Ale cicho. To tajemnica :) Pociąga mnie ostatnio prostota. Wyraźne, gładkie krawędzie, kontrastujące, mocne kolory. Nie wiem, skąd u mnie ten trend, ale staram się to wykorzystać. Nawet mi idzie - pomimo bólu głowy. Staram się... bardzo się staram przedłużyć te Święta. Ale wiem, że nie mogę, że się nie uda. Od poniedziałku znów do galopu. Uczelnia kopnie mnie w d... z siłą wodospadu. Ech... Na jutro zaplanowane imprezy Active'a - skończę je wreszcie, bo to zbrodnia, ile czasu mi zajęły.
Komentarze - Piękne życie doktoranta

Piękne życie doktoranta

05 January 2005

Usagi żyje. Nowy Rok kopnął ją w zadek i pogonił do roboty. Z ciekawszych planów Usagi ma w zanadrzu: 1. Otwarcie doktoratu (at last), we wtorek będzie wiedziała, kiedy dokładnie. 2. Konferencję w Miedzyzdrojach - temat publikacji: "Umysł w wirtualnej klatce". 3. Zrobienie portfolio, które zostało zablokowane na czas jakiś przez plany prof. Rozenberga. 4. Napisanie książki na temat "Zastosowanie technologii oraz systemów informatycznych w organizacji wirtualnej" (do końca stycznia termin składania konspektów). To tylko ciekawsze. Usagi nie wie, czy tych wszystkich prof. pokręciło czy tylko się wściekli. Usagi nie docieka. Usagi zapierdala. Dziękuję za uwagę.
Komentarze - ... pudełko ...

... pudełko ...

07 January 2005

Przyszła paczka. Niewielka, szczelnie zamknięta, wypchana strzelającą folią i niewielkim pudełkiem. Pudełko mocno sfatygowane, z kilkoma pęknieciami. W środku kilka płyt, czarnych, z niewielkimi rysami. Ktoś, kto posiadał pudełko przede mną, musiał dużo czasu poświęcać jego zawartości. A teraz jest ono u mnie. Chwila niepewności - czy było warto? Czy naprawdę warto było kupować coś takiego, te pare płyt, noszących ślady zużycia? Uruchomiłam konsolę i włożyłam pierwszą płytę. Znajoma muzyka, rój gwiazdek wirujących na ekranie telewizora, zielone ogniki unoszace się ku górze, ukazujące twarz Aeris, hałas ulicy - narastający, motory, i nagle muzyka narasta i zachwyconym oczom ukazuje się Midgar z wieżą Shinry po środku. I napis: "Final Fantasy VII". Nie umiem powiedzieć, co czuję. Ale warto było.
Komentarze - +++ Out of Cheese Error +++

+++ Out of Cheese Error +++

09 January 2005

Ponad rok piszę już bloga i mam coraz większe wrażenie, że się wypalam. Coraz mniej się w tych moich notkach dzieje, coraz mniej mam problemów, zmartwień, natchnień i przemyśleń. Ale jednocześnie... jednocześnie zmieniam się też psychicznie. I wcale nie wiem, czy na lepsze. Na dobrą sprawę, to nie ważne, grunt, że przemiana zachodzi. A więc nie stoję w miejscu, nie cofam się, ale idę do przodu. Gdzieś tam, w kierunku nieokreślonym. Moje życie znów wypełnił stres, lęki i niepewność jutra. Znów to wszystko zamykam w sobie, jak zawsze, tak, żeby nikt nie wiedział. W którymś momencie się jednak przełamię i opowiem o tym wszystkim. Jak zwykle, gdy będzie już po fakcie. Nie umiem się zwierzać, po prostu mi to nie wychodzi. Mam niedobór tej cechy w charakterze. Umiem się za to wkurzać. I agresją reaguję na ból zadany przez kogoś. Natomiast mam tendencję do ukrywania bólu z przypadku, takiego, jak na przykład uderzenie się o kant szafki czy zacięcie. Od jakiegoś czasu ignoruję też śniadania i obiady oraz zmęczenie i niewyspanie. Zakłócają mi regularną egzystencję w moim małym świecie, coraz bardziej wirtualnym i coraz bardziej "in doors". Zastanawiam się, przed czym tak się ukrywam. Ludzie robią sobie zazwyczaj postanowienia na Nowy Rok. Taką listę marzeń i pragnień do spełnienia. Pośród tysięcy nierealnych kartek z takimi postanowieniami, moja pozostaje pusta. Pierwszy raz nie mam co na niej umieścić. Tak, jakby nic przede mną nie było... Jakby nie istniała przyszłość. Zastanawiam się, co mi jest.
Komentarze - Back or wrack?

Back or wrack?

11 January 2005

Się wybraliśmy. Na pumpa. Z Mroziem. Mogłabym powiedzieć, że nic specjalnego. Że przywykłam. Że nudno nawet było. Mogłabym napisać, że sztanga nie robi mi problemu, że obciążenia i serie znam na pamięć, a przez to nie odczuwam przyjemności, a jedynie rutynę. I jeszcze mogłabym dodać, że step potem był prościutki, przez co nudny. I że nie ma już tej euforii, co na początku. I że nie cieszy mnie wykonywanie po raz kolejny tego samego kroku i układu, że na advance nie jestem w stanie się już niczego nauczyć. I mogłabym napomknąć, że Anka straciła urok. Że nie potrafi mnie już zmotywować, że zmęczona Nią jestem i że nie robi na mnie takiego wrażenia, jak na początku. Mogłabym się nawet posunąć do stwierdzenia, że po bliższym poznaniu, to Jej nie lubię, denerwują mnie Jej krzyki i wogóle nie wiem, co mnie w Niej tak fascynowało. Mogłabym napisać, że mi przeszło. Skłamałabym.
Komentarze - Poczucie winy mnie wtrąca w piekieł otchłanie

Poczucie winy mnie wtrąca w piekieł otchłanie

13 January 2005

Panie Krzyśku! ... przyjdź do mnie usiądź, zrobię Ci kawy masz takie zmęczone oczy masz takie ciepłe dłonie masz taki miękki usmiech usiądź ze mną, razem zobacz - stopniała złość i strach już jakby mniejszy i Twój i mój Giewont Ja muszę kiedyś na ten szczyt Choć grzbiet zbolały zniesie to ledwo Rozciągnę ramiona, jak ten krzyż A w dłonie pochwycę niebo I tylko tam odnajdę ciszę Spokój zagoi doczesne rany Sam Bóg wyleje deszczu misę I granitowe zapłoną ściany Cholera, Arek. Przepraszam! Przepraszam.
Komentarze - Drastyczne cięcia

Drastyczne cięcia

15 January 2005

Obejrzałam sobie wczoraj "Ocean's Twelve". Dobry film. Rzekłabym, że nawet bardzo. Utrzymany w tonacji Jedenastki, do tego zrobiony z pomysłem, nice. Takie filmy lubię, bez wybuchów, zbędnego efekciarstwa, inteligentne. A tak poza tym to u mnie po staremu. Pratcheta wałkuję w te i nazad, bo powoli mi się kończy lista książek nieczytanych tegoż autora. Z tym, że u niego można bez problemu do pozycji nieprzeczytanych zaliczyć i te, które się czytało zaledwie dwa razy. To w nim lubię - przeogromną ilość aspektów i warst, dzięki czemu się nie nudzi. Miodzio. Co do stron, hmm... Już dawno doszłam do wniosku, że jest to praca Syzyfa. Bo zawsze coś można dodać, poprawić, ulepszyć lub... spieprzyć ;) Na razie czekam na kasę za Gimnazjum, poprawiam Wędruśki, przerabiam galerię, mam zastój w portfolio, wracając od Agi miałam wizję grafiki dla Mrozia, no i oczywiście nieodmiennie przerabiam i ulepszam (starając się nie spieprzać) Active. Wychodzi jak wychodzi. Głównie galimatias. Ale jakoś mi spokojniej. Drastyczne cięcia w ćwiczeniach na rzecz spacerów, czasie spacerów na rzecz czytania, czasie czytania na rzecz pracy i czasie pracy na rzecz spania, zaowocowały poprawą samopoczucia. Nawet na odwyk od chipsów i słodyczy poszłam. Teraz pożeram migdały i kiwi, a co za tym idzie, ciągle głodna chodzę. Ale ja na głodzie myślę. A o to przeciez chodzi, nie?
Komentarze - Głód

Głód

18 January 2005

Się wczoraj zdenerwowałam. Tuż pod drzwiami Active'a. I zamiast iść na pump, gniewnie pomaszerowałam do domu. Powód złości dogonił mnie chwilę później samochodem. Zignorowałam go dumnie. Byłam ZŁA. Taaa... Aż do momentu, gdy dotarłam do domu, a on się wziął i wyszedł. Jak już wchodził w drzwi z torbą chipsów i colą, śmiać mi się chciało z tej próby przekupstwa. Siedziałam na tapczanie, strzelając focha, a chipsy uśmiechały się do mnie. Głupek. Chrup, chrup. I tylko pumpa troszkę szkoda. A tak z nieco innej beczki. Strasznie żarta jestem od jakiegoś czasu. Ciągle myślę, co dobrego bym zjadła. Siedząc nad katalogiem wycieczek zagranicznych, nie mogę się zdecydować, gdzie jechać, bo i spróbowałabym czegoś z wysp greckich, i zjadłabym posiłek w Alpach. Tu słoneczne plaże, lazurowa woda i palmy, tam trekking po 2-3 tysięcznikach, a ja myślę o żarciu! Przecież to chore... Najlepsze jest to, że na codzień wcale dużo nie jem. Ostatnio dość regularnie, ale mało. Wolę zjeść mało, ale dobrze, niż dużo i niesmacznie. Ech, chyba jednak Grecja... marzy mi się kolacja z owoców morza... mniam :]
Komentarze - I am lonely, lonely in my life

I am lonely, lonely in my life

20 January 2005

Samotnieję... Zresztą chyba nie tylko ja. Lista komunikatora pełna osób, z którymi nie rozmawiam wcale lub jedynie z przypadku. Nieliczne wyjątki, z którymi utrzymuję regularny kontakt. Płytki kontakt w wielu przypadkach. Puste rozmowy o niczym konkretnym. Poczta zawalona adresami wymarłymi, ludźmi, od których maile już dawno nie przychodzą. Coraz mniej adresów w notesie. Coraz mniej spotkań na codzień. Coraz mniej blogów na liście, coraz mniej odwiedzin. Prąd rzeki pognał ich wszystkich do przodu lub ugrzęźli gdzieś z tyłu, gdy ja jeszcze płynęłam. A teraz i ja siedzę w cichej zatoce pomiędzy ludźmi już poznanymi i porzuconymi oraz tymi, których jeszcze poznam i pewnie też porzucę. Lub zostanę porzucona przez nich, niewielka różnica, skutek ten sam. A może to ja? Mimowolnie uciekam, pod maską wesołości skrywam nieufność. Mówię dużo, by ukryć i nie mówić o tym, co najważniejsze. A mój świat się kurczy, kurczy z każdym dniem. Czy to tak musi być? Mam wrażenie, że niektóre rodzaje pracy wymuszają właśnie taki stan. O czym rozmawiać, gdy się myśli tylko o pracy? Jak rozmawiać z ludźmi, którzy nie mają z nią nic wspólnego? I o czym rozmawiać z tymi, którzy jak ja, zamknięci w czterech ścianach i z 17'' oknem na świat? W sieci jestem samotna, mnóstwo ludzi wokół, ale nikogo blisko. W życiu coraz częściej też.
Komentarze - Rozwój

Rozwój

21 January 2005

Świat mnie mobilizuje. Wali po łbie wrzeszcząc: zabierz się do roboty! Korci mnie Flash, przez Larka. Projekt Folio zrobiony w tej technologii byłby spełnieniem moich oczekiwań, bo to co wymyśliłam, aż się o Flasha prosi. Hmmm... Za to nie rozumiem zachwytów nad XML-em, albo o czymś nie wiem, albo wiem za dużo. Whatever. Dziś dostaję kasę z Active'a - miała iść na buty lub karnet, pójdzie na dobrą knigę do Flasha właśnie. W następnym tygodniu wpada wypłata za Gimnazjum - pójdzie na XML. Usagi się rozwija, znaczy.
Komentarze - Samotnia

Samotnia

21 January 2005

Oh a thousand words, One thousand embraces...

Uciekłabym. Wsiadła do pociągu, teraz zaraz, wysiadła w Jeleniej Górze. Potem bus, Karpacz, bieg przed siebie i oto przede mną Świątynia Wang. Mleczny blask sączący się przez szybki...

Lecz nie czas na wejście, jeszcze nie czas. Czeka szlak, białe świerki, Pielgrzymy uśpione.

Śpieszno mi, lecz nie będę biegła, nie tu, nie teraz. Pójdę powoli, nogi złapią rytm, plecak nada tempo. Tego nie uczą na żadnej sali gimnastycznej. Ten szeroki, posuwisty chód, lekkie wychylenie do przodu. Trzeba swoje przejść. Trzeba swoje zobaczyć. Poczuć zapach lasu, trawy, deszczu i śniegu. Ogrom nieba i szczytów gór. Powoli, w śniegu, wciąż wzwyż. Aż ramiona zakrzyczą, szczęśliwe.

Wąska ścieżka lasem w dół, kamienie przysypane puchem białym i poczucie przestrzeni. Słaby zarys jeziora, z mgły wyłania się kontur wieżyczki... Niemy dzwon. Niewielkie, zapadłe, drewniane schronisko. Ciasne i niskie. Samotnia dla uciekinierów. To właśnie tu.

Will cradle you, Making all of your weary days seem far away.

Tydzień. Tylko i aż. Samotnie. Góry i my. Włóczędzy, włóczykije. Ogień w kominku i cisza za oknem. Lód na jeziorze, chłód śniegu na policzku. Spokój chłodzący umysł, wyciszający serce.

Siedem dni. I znowu szlak, tym razem w dół. Świątynia bursztynowa. Teraz już można. Wejść. Popatrzeć. Dotknąć. Przywitać stare duchy. Uświęcić.

Bo to jak zmartwychwstanie. I pożegnanie zarazem.

"Do następnego."

A w sercu tysiąc słów.

They'll hold you forever.

Komentarze -

23 January 2005

Zmęczona jestem. Tak potwornie zmęczona. Nigdy nie sądziłam, że można aż tak.
Komentarze - Fitness Carnival

Fitness Carnival

25 January 2005

Nie mogłam się powstrzymać. To jest po prostu boskie. Te rogi jako uszka... Rany... Buahaha.
Komentarze - Pan Kotek był chory...

Pan Kotek był chory...

27 January 2005

Taaa... Głowa mi zasuwa jak traktowana młotem pneumatycznym. W sumie sama jestem sobie winna. Bo kto mi kazał iść z Pyśką do weterynarza? No nikt. Raczej mi odradzano, ale oddech już miała tak zabójczy, że nie było innego wyjścia. Moja wina. Wczorajszy dzień był morderczy. Weterynarz, usypianie, weterynarz, dobudzanie, zrozpaczony, zszokowany i nieprzytomny kot, czołgający się po pokoju. Płaczący i szukający pomocy. I tak całą noc. Kilka kroków w te, kilka we wte, przytulanie i uspokajanie, i od nowa. Nad ranem dostała gorączki, a ja nerwicy. Mam dość. Ale jak to w życiu bywa - nie mogę mieć dość. Bo mam gości (siostrę, brata, potem ajerkoniakowe zebranie) i mam obowiązki (uczelnia, oceny, załatwianie karnetów, sprzątanie, obiad) i nawyki (uśmiechanie się, zwracanie uwagi na paplaninę Mrozia - "Tak, kochanie", "Nie, kochanie", "O, naprawdę?" :/ ). Mam mnóstwo rzeczy, które nie obejmują takich czynności jak: spanie, spanie, trwanie, bezmyślne gapienie przez okno, spanie. Całe szczęście to to, że Pyśka po antybiotyku wygląda lepiej i czuje się lepiej. A cała nadzieja w tym ajerkoniaku, że może mnie też się zrobi lepiej. Na razie... na razie mam dość.
Komentarze - Nalej mi wina!

Nalej mi wina!

28 January 2005

Oszalałam. Ściągam wszystko, co mi wpadnie w ręce polskich wykonawców, ale takich... bardziej elitarnych: Irena Santor, Jacek Wójcicki... Zupełnie mi się we łbie poprzewracało. Mam ochotę na polską muzykę. Na dobrą polską muzykę. Żadne Kowalskie, Flinty czy Rozynki. Żaden ten chłam, ze słowami, których bezsens aż boli, beztalenć, które nie potrafią nawet wymawiać poprawnie wyrazów: "siee", "ciee", blee. Niedobrze mi, jak tego słucham. A wszystko przez tę cholerną piosenkę co się za mną z rok pałęta i nie wiem, czyja jest ani jak się nazywa. Zagadka "Miłość to takie serc epopeje, w których pozornie się nic nie dzieje, to wielka uczta, a nie Big Mak." No, czyje to jest? I co to jest? Ja stawiam na Santor, ale kurna znaleźć nie mogę. Ale co mi tam, znajdę :) Tak jak i dorwę "Lato Muminków". Mam odpały, oj mam :]
Komentarze - Hemoglobina a rodzina

Hemoglobina a rodzina

30 January 2005

Anemia znów mnie dopadła. Hemoglobina w najniższej normie. Rodzina nastraszyła mnie białaczką i zaczęła radzić. Z obrad osób bezpośrednio zainteresowanych (mama, babcia, tata, dziadek, teściowie) oraz postronnych (sąsiadka, sklepowa, druga sklepowa, listonoszka, facet od jajek, jakiś nieokreślony profesor z gazety, jakiś znajomy babci ze studiów) wynikło, co następuje: 1. mam się zacząć regularnie odżywiać - regularnie to znaczy 5 razy dziennie, najlepiej o stałych porach, czyli śniadanie kiedy jeszcze śpię i kolacja, gdy jestem w środku dnia. 2. mam spożywać warzywa żółte i zielone, mięsa czerwone, ciemne pieczywo - "byłoby łatwiej gdybym nie był daltonistą!" - żartuję, jakbym była daltonistką to dopiero byłby problem ;) 3. wracając do spożywania - istnieją wyjątki. Mam nie spożywać szpinaku, gdyż według babci coś się profesorom powaliło z kółeczkami. Moje brokuły zostały bestialsko skrytykowane, za to pod niebiosa wyniesiono fasolkę szparagową, bo i żółta i zielona i strączkowa do tego. Gdzie ja im kurna w zimie świeżą fasolkę znajdę? 4. Jak wspomniałam mam jeść czerwone - mięsa, a do tego buraki (ble), porzeczki i aronię (ooohyda). Więc zielone i żółte czy czerwone? 5. Z mięsa najlepsze jest, UWAGA, HIT! - krew - płucka i watróbka - krwiste befsztyki - cynaderki - unikać kiełbas, kurczaka, szynki. 6. Do tego wszystkiego jajka i rybę. Najlepiej stosować wszystkie składniki codziennie, wspomagać je witaminami i cytryną, zagryzać pestkami i orzechami. @.@ Idę na śniadanie. Dziś świeża wątróbka na surowo na ciemnym chlebie z burakiem na przegryzkę i byczą krwią do popicia. Mniam.
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.