Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Marzec

Marzec

08 March 2010

Robię wielkie nic. To znaczy niedokładnie, bo w sumie ciągle jestem zajęta, tylko jakoś nie widzę efektów. I ochoty takiej konkretnej nie mam kompletnie na nic.

Nie piszę tutaj, bo chwilowo nie ma o czym.

Trwam w letargu, resztki Weny wykorzystując w opisie przepisów na blogu kuchennym. Najchętniej po prostu przespałabym te dni i obudziła się w maju.

Dziś jest Dzień Kobiet. Znudzona odhaczam w Google Reader'ze kolejne notki z tulipanami. Dobijające, moje ukochane kwiaty, o których przez cały rok nikt nie pamięta, 8-ego marca nagle podbijają serca wszystkich kobiet. Czekam aż ta fala minie i znów będę się mogła nimi zachwycać jako jedyna. Niesamowicie wredną babą jestem.

Komentarze - Rozczarowania

Rozczarowania

09 March 2004

Ludzie to dziwne istoty. Kiedy poznaję jakiegoś wolnego chłopaka w swoim wieku lub coś około, zawsze dochodzi do tego paradoksu. Nie ważne, czy ja go lubię czy nie, nieważne jak on wygląda i kim jest, zawsze najpierw zaczyna mnie podrywać. Nie ważne, że ja kogoś mam, że może wcale nie chcę tej jego uwagi, i tak narzuca się z zachowaniami, które odbiegają od koleżeńskich. I pcha się w to potem już na siłę. Jakby nasze kontakty nie mogły zostać czysto koleżeńskie.

Szczerze mówiąc, nie jestem aniołem. Lubię skupiać na sobie czyjąś uwagę, mieć świadomość, że się podobam i ktoś mnie lubi. I kiedy widzę takiego kolesia, to zaczynam flirtować. Dla zabawy, bo ja i tak wiem, że nic z tego nie będzie, a skoro on sam się pcha w sieć... Głupotę należy tępić...

I tylko czasem jest mi przykro. Gdy poznaję kogoś, kogo zaczynam lubić i przez jakiś czas jest normalnie. Zaczynam łudzić się, że może spotkałam wreszcie kogoś, kto lubi mnie tak bezinteresownie. Komu nie chodzi o to, żeby przelecieć lalunię, albo popisać się przed kumplami, albo zaspokoić swoje męskie ego. A potem on i tak w końcu skręca na utarte szlaki. A ja się ponownie rozczarowuję.

Czy rzeczywiście kobieta musi być brzydka, żeby się móc obracać w męskim towarzystwie i nie czuć jak dupa do rżnięcia? Dziś jest mi smutno.

Komentarze - Dawno, dawno temu...

Dawno, dawno temu...

09 January 2004

W dzieciństwie większości ludzi gościły bajki. Cudowny, zaczarowany świat, w którym dobro zawsze zwyciężało nad złem. Świat czarno-biały, jing i jang, dobro jest piękne i ma jasne barwy, zło jest ohydne i ubiera się w ciemne kolory.

Jaś i Małgosia zabili Babę Jagę w okrutny sposób, Smok Wawelski pękł otruty, a Złego Wilka wypatroszono. Taka jest kara za bycie złym, tak miłosierne dobro karze pokonanych.

Ale mimo wszystko te stare bajki miały niepowtarzalny urok i czar, budziły dziecięcą wyobraźnię, wpajały im pewne zasady moralne. Cieszyły i skłaniały do marzeń.

O czym marzy dziewczynka oglądająca zdeformowane postacie robiące na złość koleżance? Ohydne karykaturki zwierząt wyśmiewające mniejszego? Bezmyślną Barbie idącą na kolejne zakupy?

O czym może śnić chłopiec wychowany na bajkach o Masce, Bat Manie? Oglądający bezsensowne transformersy?

Jacy ludzie wyrosną z tych dzieci? Jakie prawdy niosą nowoczesne bajki, w których dobro i zło jest jednakowo ohydne? Które często nie mają nawet fabuły i są pretekstem do kolejnego bicia się po głowach? I jaka jest alternatywa?

Dzisiejszym dzieciom odebrano marzenia, a dano konsumpcjonizm.

Komentarze - naiwność

naiwność

08 January 2004

Istnieje taki specjalny gatunek ludzi, którzy ufają. Oni wierzą w ukryte w ludziach dobro, każdy dla nich jest wiarygodny.

Ci ludzie wysłuchują tłumaczeń innych i rozumieją. Że ktoś zapomniał, bo miał dużo roboty. Że firma jest w trudnej sytuacji. Że teraz jeszcze nie, ale później...

To osobnicy pozbawieni instynktu albo szóstego zmysłu, oni nie wyczuwają fałszu dopóki nie zostaną zmasakrowani. Można im mówić, tłumaczyć, ostrzegać, mnożyć przykłady, a i tak się łudzą. Bo nie potrafią żyć bez tych złudzeń, tej różowej maseczki naiwności.

Gorzej, oni nie pozbywają się tych swoich marzeń nawet jeśli się zawiodą. Raz, drugi, trzeci... Nadal ufnie podążają za oszustem, jak stado owiec, prosto w paszczę wilka.

Czego trzeba użyć, żeby ich uratować, jeśli sami, dobrowolnie, teoretycznie świadomie pchają się na rzeź?

A kiedy nadchodzi olśnienie bywa, że jest już za późno. A rozczarowanie bardzo mocno ich rani. Mówią wtedy pełnym sarkazmu głosem, obiecują sobie, że już nigdy więcej. A potem i tak robią to samo.

Ten gatunek ludzi to jelenie.

Komentarze - zdecydowanie...

zdecydowanie...

09 December 2003

Lubię zmiany. Należę do osób, które jak widzą, że trzeba coś zrobić to robią. Wiem, czego chcę. I czego oczekuję.

Spotykam się ostatnio ze zdaniem, że kobiety nie wiedzą, czego chcą. To chyba nie tylko cecha kobiet. Jesteśmy podobno zmienne, rozdarte, niezdecydowane. A mężczyźni?

Jeśli chodzi o związki uczuciowe, to tu obie strony lamią tak samo. Zaczyna się od podrywania, które polega na zręcznym ukrywaniu wad, a prezentowaniu, często nieprawdziwych, zalet.

Pierwsze spotkanie: przeważnie ten sam schemat. Facet przychodzi punktualnie, przynosi różę albo innego wiechcia, otwiera drzwi, podsuwa krzesełko, podaje płaszczyk, zarzeka się, że on zapłaci. Przy tym puszy się jak kogucik. Z kolei ona - śliczna, dopracowany ruch rączką, nie je i nie pije za dużo, uśmiecha się, mruga rzęsami i odwala całe to przedstawienie, żeby tylko zrobić dobre wrażenie. "Ach, śliczna róża!", "Zapłacę za siebie. Nie? No to następnym razem na pewno.".

Cyrk, kochani, normalny cyrk.

Zostają parą - nadal zakochani. On widzi w niej ideał, ona w nim też. Nie dostrzegają siebie - jedynie własne wyobrażenia. Jest wspaniale. Tylko... z czasem zauroczenie opada i zaczyna wychodzić zwykły człowiek. Mężczyzna już nie zawsze otwiera drzwi, czasem nie ma czym zapłacić, nie mówiąc o kupnie kwiatka. Jej się nie chce cały czas biegać w makijażu i czasem jest naprawdę głodna, więc je normalnie. Wychodzą nawyki i wady. I do tego słówka i próby dostosowania do wymagań.

Mój były najpierw uważał, że jestem przepiękna. Potem nagle stwierdził, że włosy woli proste i większy biust. Kobieta powinna go podziwiać i być zawsze dla niego miła. Nawet jak on ją krytykował. Wpierw chciał kobiety sukcesu, potem wampa, a w rzeczywistości wyglądało na to, że wystarczy mu słodka idiotka. On mógł krytykować, ja nie.

Kobiety się dostosowują. Chcą być kochane, więc starają się spełniać męskie zachcianki. Z mężczyznami jest podobnie, choć nieco inaczej. Oni mają instynkt drapieżcy: zapolować i zdobyć. Tylko potem nie wiedzą, co z tą zdobyczą zrobić. Starają się na początku, by potem osiąść na laurach: "no przecież się oświadczyłem, zarabiam, rodzina jest, to czemu mam ci kwiatka przynosić?". Oni nie potrzebują słów, uważają, że duży czyn jest ważniejszy od małego gestu. A my na te małe gesty zwracamy sporą uwagę. Co z tego, że on rzuci się na kino domowe dla "nas", jeśli na co dzień słowo "kocham" trzeba z niego wyciągać na siłę? Skoro nie obchodzi go, co kobieta robiła w ciągu dnia, gdy nie była z nim? że widząc iż po pracy sprząta jeszcze dom, on siedzi na kanapie, bo zmęczony? nie pochwali, jak ona się wystroi na jakieś wyjście?

Chcemy być kochane i zauważane. Zwykłym komplementem można u nas więcej zdziałać niż tysiącem kłótni. Kobiety - słabe, zmienne, z fochami. A ostatnio zauważam, że coraz częściej dom jest trzymany twardą ręką nie przez mężczyznę, ale właśnie przez kobietę. Bo mężczyzna bez kobiety się gubi.

Mężczyzna jest głową rodziny, to fakt. Kobieta jest szyją - wytycza głowie kierunki.

1, 2,

Strona 1 z 2

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.