Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Pięć etapów godzenia się z chorobą

Pięć etapów godzenia się z chorobą

26 February 2012

Pięć etapów godzenia się z chorobą:

  1. zaprzeczenie,
  2. gniew,
  3. negocjacje,
  4. depresja,
  5. akceptacja.

Jestem na czwartym.

Komentarze - Roztopy

Roztopy

19 February 2012

Od kilku dni jestem wrakiem człowieka. Powłóczę nogami, dostaję zadyszki po przejściu do kuchni. Boli mnie głowa, co chwila załącza się kołowrót i muszę usiąść, bo mi niedobrze. Kawa mi nie smakuje, za to serce wali jak oszalałe. Słabo jest.

Patrzę na wykres meteo i nie jest mi do śmiechu. Ciśnienie wariuje jak na rollercoasterze - raz górka, raz dołek. Pędzę tym wózeczkiem i naprawdę, naprawdę chcę już wysiąść. Niech się to jakoś wreszcie unormuje!

Kocham przyrodę. Kocham zmienne pory roku. Ale są momenty, gdy bardzo, bardzo często muszę to sobie powtarzać.

Wczoraj wybraliśmy się na obiad do Chiefa. Gdy pada deszcz lub topnieje śnieg, nasza domowa górka staje się fortecą otoczoną wartkim strumieniem. Wydostać się można w górę, w dół można zaledwie spłynąć, tudzież przejść wąską kładką z krzywego chodnika. Z jednej strony gliniasta górka, z drugiej ulica zamieniona w wartki potok i sznur samochodów, a my przemykamy jednopłytkową ścieżyną licząc na to, że żaden kierowca nie przyspieszy.

Tym razem się nie udało, kierowca autobusu poczęstował nas ścianą wody. Zdyszany powrót pod górkę, przebranie mokrych ubrań.

Naprawdę muszę sobie powtarzać, że kocham pory roku. Na szczęście chamskich kretynów kochać nie muszę.

Komentarze - Lasowanie mózgu

Lasowanie mózgu

13 February 2012

Pamiętam, jak kilka lat temu żyłam tylko ze zleceń na strony internetowe. Codziennie, od 9 rano do 16 kodowałam kolejne podstrony. Mój obecny CMS był jeszcze wtedy w powijakach, każda nowa rzecz stanowiła wyzwanie. Po trzech dniach zazwyczaj padałam na pysk i szłam na miasto, spędzałam dzień na spacerze, w klubie fitness lub na kanapie z książką. Następnego dnia znów siadałam i tworzyłam kolejne linijki znaczków. Pisałam strukturalnie, bo wtedy jeszcze nikt nie słyszał o porządnym wsparciu obiektowym dla PHP.

Każda nowa strona szła szybciej, system się rozrastał, usprawniał, optymalizował. Dochodziły nowe elementy, pamiętam, jak zachwycona byłam, gdy w końcu dodałam Smarty. Nad którymś projektem dostałam gorączki ze zmęczenia. Zdarzało się, że nawet we śnie pracowałam dalej.

To były dobre czasy. Nadszedł jednak moment, gdy system osiągnął stan idealny - szybki, prosty, elastyczny. Złożenie strony to była praktycznie kwestia podmiany grafiki. I zaczęła wkradać się nuda. To wtedy zdecydowałam się na podjęcie pracy na uczelni.

Teraz, po kilku latach, znów piszę coś dla siebie. Odstawiłam zlecenia i zaczęłam się uczyć czegoś nowego. Znów spędzam po kilka godzin nad kartką papieru planując, przerabiając, analizując. Szukam po Internecie tutoriali, wertuję książki. Uczę się, a nowy framework ma być jeszcze szybszy i elastyczniejszy, niż poprzedni.

Jest trudniej, przez te kilka lat odzwyczaiłam się od ciężkiej umysłowej pracy, przymuliłam się powtarzalnymi zadaniami nie stanowiącymi wyzwania. Nie przejmuję się tym, to kwestia kilku tygodni, by wrócić na stare tory.

Właśnie dlatego to robię. Bo uwielbiam poczucie kontroli nad sobą, własnych możliwości, wewnętrznej dyscypliny. Uwielbiam ten moment, gdy nagle - podczas zagniatania ciasta na pizzę, w czasie oglądania serialu czy podczas snu nagle coś w głowie robi "klik!" i znajduje się rozwiązanie. Rzuca się wszystko i w kilku linijkach zamyka odkryty sens. To jest jak oświecenie, wyższy stopień doskonałości.

Tymczasem dziś, po 5 godzinach kodowania, osiągnęłam dobrze mi znany stan lasowania mózgu. To uczucie płynności w głowie i wrażenie, że za chwilę mózg wypłynie nosem, jest nieporównywalne z niczym innym. Świadczy o dobrze wykonanej pracy i daje cholerną satysfakcję.

Komentarze - Jest lekko

Jest lekko

03 February 2012

W Szczecinie śnieg. Pierwszy, porządny śnieg w tym roku. Ava jest tak szczęśliwa, jakby jej dali własny ogród oliwek i kocimiętki. Od czwartej w nocy robiła nam piekło, że ona chce koniecznie wyjść na balkon - już, teraz, pobrykać po białym puchu. Wypuszczona, przycupnęła szczęśliwa, by wrócić po godzinie. Chłodne futro pachnące śniegiem i mrozem. Zmarznięte uszy. Kwintesencja szczęśliwego kota.

Okna pootwierane, drzwi balkonowe na oścież. Lubię, gdy dom pachnie mroźnym powietrzem. Rozgrzać się jest łatwo, wystarczy dobra herbata i ciepły koc. To te duszne, nagrzane pomieszczenia wypełnione ludźmi są nieprzyjemne. Mróz zabija zarazki i sprawia, że głowa jest lekka. Nigdy zwykła herbata z cytryną nie smakuje tak dobrze, jak zimą.

Jest pięknie. Jest lekko. W głowie mi nuci Usagi: "Bo ja kocham ten świat".

Komentarze - Plan

Plan

30 January 2012

Miesiąc - właśnie tyle zajęło mi znalezienie czasu na doczytanie, przetrawienie, zrozumienie i zaplanowanie własnego systemu do robienia stron. I stwierdzam, że w miarę jak człowiek się starzeje, jakoś więcej czasu po prostu znika.

Jeszcze niedawno po prostu zaczęłabym ten framework pisać. Przepisałabym go z tuzin razy, popełniła z setkę błędów, ale wyniosła z tego też cenne doświadczenia. Nie czytałabym po kilka razy tych samych kodów, tylko je przeklepała, w trakcie rozgryzając o co chodzi. Jeszcze niedawno zajęłoby mi to góra dwa tygodnie, w tym kilka nieprzespanych nocy.

Tymczasem często łapię się na tym, że rozproszona innymi rzeczami, nie rozumiem, co czytam. Że w trakcie analizy kodu dochodzę do wniosku, że dziś mi się już nie chce. Bywają dni, kiedy w ogóle nie mogę do tego usiąść, bo mam inne zajęcia albo po prostu jestem zmęczona. A co najdziwniejsze, boję się zacząć programować od zera, bo najpierw chcę mieć plan.

Dziś wreszcie go mam. Wzorem Nac Mac Feegles napisałam sobie na biurku wielkimi literami:

PLAN

A teraz zamierzam doimprowizować resztę.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 53 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.