Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Wszystkiego po trochu

Wszystkiego po trochu

17 October 2003

Piwko... mniam...

Dwa dni nad piętnastoma komputerami. Dwa dni ghostowania po sieci piętnastu cholernych komputerów nawet bez stacji dyskietek... Od 8:00 do 16:00... Z zajęciami w przerwach... Mam dość...

Na poniedziałek galeria i szukampracy... Mam nadzieję, że już skończę tę galerię. A do tego projekt strony katedry do zrobienia... Znów pracujący weekend... Zmęczona jestem... Ale w sumie zadowolona.

Fitness trzyma mnie przy życiu, choć 4 wejścia w tygodniu to trochę dla mnie za dużo. Mimo to dawno nie miałam takiej energii do życia i optymizmu... Jak na osobę, która od tygodnia odchodzi od kompa tylko po to, żeby się dobić na ćwiczeniach, zadziwiająco dobrze się trzymam...

I nucę sobie, no!! I piję piwko, no!! I gram w Final Fantasy 9, no!! I tylko oczy mi się same zamykają... n... o...

Komentarze - Galeria a styl życia

Galeria a styl życia

15 October 2003

Człowiek chciałby czasem rzucić tę prace w cholerę, ale co potem? Niektórzy pracują dla pieniędzy, inni się spełniają w tym, co robią, jeszcze inni nie mają wyboru...

Ja mam wybór, bo mogę nie pisać tych stron i żyć jeszcze przez jakiś czas ze stypendium. Zresztą na razie profity z tej pracy nie są tak wielkie, by było mi ich żal. Ale... Ja lubię pisać strony. Układać, zmieniać, dopasowywać. Kiedy staję przed jakimś problemem, lubię go rozwiązywać. Uczyć się czegoś nowego... Jest to praca, która wciąga, daje satysfakcję, a przy tym doskonale się nadaje na pracę dorywczą.

To tylko ta galeria mi wybitnie nie leży... To ta współpraca mi wybitnie nie leży... Po prostu nie robię tego dla siebie.

Moje życie jest przypadkowe, dziś się doczytałam, że stochastyczne. Płynę z prądem i na dobrą sprawę unikam przemyślanych decyzji. Bo zawsze się obracają przeciwko mnie. Więc wszystkie działania podejmuję spontanicznie, kierując się impulsem. A ta galeria... to przemyślny plan mojego chłopaka, który postanowił wprowadzić mnie w świat webmasterów. A mnie ta galeria nie leży. Nie leży mi na razie też ten świat webmasterów, bo chciałabym najpierw uporządkować sobie wiedzę, zanim zacznę coś na poważnie. Ale obecnie trzeba łapać, co się nasuwa, bo potem może być przestój. To zdanie mojego otoczenia. I, pomimo, że zawsze jak chcę złapać okazję, to się jakaś znajduje, ja tym razem zrobiłam coś pod presją innych. I jestem z tym CHOLERNIE nieszczęśliwa, bo nie sprawia mi to przyjemności. A jak coś nie jest dla mnie przyjemne, to nie widzę powodu, żeby to robić. I galeria stoi, a ja łapię doła za dołem.

Ech... profesjonalistą to ja nigdy nie będę...

Komentarze - ...my time...

...my time...

14 October 2003

Już mi lepiej. Odespałam wczoraj, potem wykończyłam się na aerobicu. Dziś BASIC STEP. Wróciłam wypluta kompletnie.

O to chodzi - przez zmęczenie do niemyślenia. Tępa praca nad portalem. Dopóki nie myślę, jakoś to idzie. Czasem się nienawidzę, czasem nienawidzę tego, co kocham...

Ami pisze, że jej życie jest nudne, bo codziennie robi to samo. Wszystko poukładane, każdy dzień. U mnie w życiu bajzel niesamowity. Wstaję i chodzę spać o wariackich porach, posiłki jadam jak mi się przypomni, pracuję, jak mam Wenę.

Mroziu próbuje mi poukładać dzień, ale jakoś to nie wychodzi... Ja w ogóle ostatnio niepoukładana jestem, zapominam o czym rozmawiałam zaledwie pół godziny wcześniej, mylę terminy, gdzieś gubię czas. Niby roznosi mnie energia i humor mam wręcz wariacki, ale jak tylko pojawi się jakiś problem to ja niemal w histerii jestem. No dobrze, nie "niemal".

Ta Warszawa wykończyła mnie zupełnie... Powinnam pisać logowanie... ech... Jestem mistrzem w marnowaniu czasu...

Komentarze - Kolorowe liście lecą z drzew...

Kolorowe liście lecą z drzew...

10 October 2003

Znów pada kapu-kap. Dźwięk opon na mokrej jezdni zlewa się z szumem komputera w pokoju nr. 227 na Wydziale Informatyki Politechniki Szczecińskiej. Siódmy rok w tym budynku, drugi w tym pokoju. Świat, który już zaczynam poznawać. Czy lubić?

Kiedy patrzę na moją mamę, na mojego chłopaka, na znajomych... Codziennie wychodzą do pracy, siedzą w niej 8 godzin, czasem więcej. Muszą brać urlopy, robić to, co im się każe. Potem wracają do domu, zmęczeni, zestresowani nadchodzącym dniem. Życie przytłaczające, stępiające umysł, takie... ogłupiające...

A po drugiej stronie? Mój ojciec, dziadek, ja. Wakacje i przerwy świąteczne, zmienne godziny i ilość godzin niezbyt męcząca. Praca z ludźmi, gdzie samemu jest się sobie panem... Środowisko naukowe, pełny luz...

Odpowiedź: warto. Więc i wybór prosty...

Pytanie: czy warto więc siedzieć i udzielać się naukowo, pisać doktorat, który niewiele ma wspólnego z moimi zainteresowaniami, prowadzić zajęcia z bandą znudzonych studentów?

W tym semestrze tylko 8 godzin tygodniowo. 4 grupy po 2 godziny każda. Praca w czwartek i piątek, do 14:00. Żyć nie umierać...

Kolorowe liście lecą z drzew...

Komentarze - O szyby deszcz dzwoni

O szyby deszcz dzwoni

08 October 2003

Pada. Jesień przeszła chyba już na dobre w markotny nastrój. Tak jak ja.

Patrzę za okno i serce ogarnia szarość. Rozgrzewam dłonie zieloną herbatą z posmakiem mięty. Szmaragdowy płyn nadaje szarości posmak melancholii...

Tyle już takich jesieni. Deszczowych, pochmurnych, zimnych. Każda inna, a jednak taka sama. Zawsze mi smutno na jesień. Zawsze mi smutno.

Winamp: Cagnet - Hear me cry.

Ja też płaczę, w środku, głęboko. Pamiętam jesień po powrocie z rajdu z Szalejem. Wtedy to była pora roku, która przychodzi z odjazdem pociągu. Znałam ją już wtedy całkiem dobrze, tylko w tamtym roku... w tamtym roku wiedziałam, czułam, że wraz z pierwszymi spadającymi liśćmi coś się kończy... Skończył się szlak mój i Szaleja. Tylko ja przemierzam puste ścieżki...

Studia... Jesień pierwszych pocałunków, szarość i brąz oczu, które teraz śmieją się do mnie znad kufla piwa. Zimne wieczory i ciepłe oddechy...

Jesień niczym brązowy koc otulająca mnie śmiechem przyjaciół... Jesień pubów i... odnajdywania się na nowo, przy nich, przy ludziach, którym zaczęłam ufać...

Coś się kończy... coś się zaczyna... Kilka lat i... jesień straconych złudzeń. I miłości, która jest jak jesienny liść. Nie podobna do letniej euforii zieleni, ale mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy. Przede wszystkim ciepła, pewna, jak nadejście zimy...

Coś się zaczyna... Smutno mi... jesień za oknami... kocham smutne jesienie, gdy lipy łysieją... Kocham moją miłość jesienną... Wieczną miłość... endless rain...

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227,

Strona 214 z 227

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.