Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - Dopalacze...

Dopalacze...

13 September 2004

W związku z tym, że tkanka tłuszczowa uległa u mnie dość gwałtownej redukcji, a moje żywienie pozostawia duuuużo do życzenia (czy jedną bułkę z serem i zupę pomidorową można nazwać żywieniem?), testuję sobie dopalacze. I tak: - Powerade - nie działa. To znaczy może i działa w dłuższym okresie czasu, ale nie w widoczny sposób. Wolę sobie łyknąć witaminki przed i po zajęciach. - Red Bull - dodaje skrzydeł, ale nie na PUMPie. Świetny na wszystkie zajęcia typu STEP i HI/LO, bo rzeczywiście tak się nie męczę. Gorzej, że w momencie, gdy przestaje działać, przestają działać też mięśnie z braku jakiejkolwiek energii. Dziś na stepie po prostu mnie zastopowało wpół kroku ;) - L-karnityna - fajna na zajęcia wytrzymałościowe, na PUMP na przykład. Mięśnie się tak nie męczą i nie bolą później. Za to na CARDIO się nie sprawdza, bo nie dodaje energii. - Snickers - może i dobry, ale pozostawia poczucie winy, że wpycham puste kalorie. Dodaje energii, ale na krótko i dość długo czekam na jego działanie. - Banan - dodaje energii, likwiduje zakwasy i skurcze. Szybko się wchłania, nie ma poczucia winy, za to fajnie się śmiga. Jedyny problem to ten, że nie lubię bananów. WNIOSEK: nie ma dopalaczy doskonałych, jest tylko doskonała Ania. Jak wrzaśnie, to i mięśnie zaczynają działać i nawet daje się radę wskakiwać na stepa. Jedyna wada - nie ma odpowiednika Ani ani w formie batonika, ani w butelce... Mmmm... Kupiłabym od razu cały karton...
Komentarze - Tribal dance

Tribal dance

13 September 2004

Fitness jest światłem... Muzyką moich dni... Fitness jest wszystkim tym, czego zawsze pragnęłam... Długo szukałam - 25 lat. Różne ścieżki, różne rozstaje. Wybory dobre i złe. Ale znalazłam - moją siłę, moją radość, mój promyk nadziei. Wczoraj był CARDIO PUMP. Bałam się trochę, tymczasem nie było czego. Nie było, bo ja kocham ból rozgrzanych, napiętych mięśni, kocham uczucie, że zaraz sztanga wymknie mi się z rąk ze zmęczenia. Ze wszystkich zajeć to właśnie te i ACTIVE PUMP sprawiają mi największą przyjemność. Sztanga, muzyka i wytrzymałość mięśni. I ich słabość. Złość i duma. Zatapiam się w takiej mieszaninie uczuć, że mogłabym zatonąć... STEP MASTER też nie okazał się takim potworem, jak myślałam. Trochę zakręcony, ale niezbyt trudny. Nareszcie czułam wyzwanie, którego nie stanowi już dla mnie STEP ADVANCE. Nigdy nie sądziłam, że może mnie to tak bawić, że mogę być tak szczęśliwa, stojąc przed czymś nowym... Chciałam napisać o Ani, ale myśli rozpierzchły się spłoszone muzyką za oknem... Mnie wystarczy, że Ona jest... Roześmiana, tryskająca energią... Wirująca przed nami... Jest. You've got to move it feel the temperature Into the rythym let the fire burn So get into it-- get into the trance This is the rhythm of the tribal dance 'The tribal dance!'
Komentarze - Ghost of the rose...

Ghost of the rose...

09 September 2004

Słucham Blackmore's Night... Potrzebuję odmiany. Active mnie przytłacza - barwą, zapachem, dźwiękiem. Uciekam więc w chłód swojego pokoju. W muzykę, która niewiele ma wspólnego z fitnessem... Czuję się zdławiona - uczuciami, których do tej pory nie znałam. Zmęczona, obolała, słaba... A jednocześnie mogę góry przenosić. Czasem patrzę na siebie w lustrze i zastanawiam się, kiedy mi się to wszystko tak pomieszało... Co zrobiłam takiego, że prosta ścieżka zmieniła się w labirynt... Nie, nie jestem nieszczęśliwa... Wręcz przeciwnie. I tylko sił mi brak, by się w pełni poznać na tym szczęściu... I tak dziwnie serce się ściska czasami... Promise me, when you see, a white rose you'll think of me I love you so, Never let go, I will be your ghost of a rose...
Komentarze - Zdmuchnąć wszystkie wspomnienia niczym wczorajszy pył...

Zdmuchnąć wszystkie wspomnienia niczym wczorajszy pył...

02 September 2004

Znów się czuję jakoś tak... bezcelowo. Od kilku dni się tak czuję. Dziwne uczucie... Siedzę w domu i nie ćwiczę. Siedzę w domu i nie szykuję się do ćwiczeń... Po prostu siedzę w domu. Znów niebo za oknem tak jesiennie błękitne. To taki nieco ciemniejszy kolor jasnego nieba niż latem... Mocniej nasączony, bardziej namacalny, sprawiający wrażenie, że mógłby przelać się przez dłonie płynnym aksamitem... Już ponad rok. Dokładnie rok i 21 dni - tyle czasu definiuję siebie w Internecie. 368 notek, 92 strony. Czy to dużo? Czy w ten sposób można naprawdę odtworzyć psychiczną kopię siebie? Rok. Jeden rok, a tyle zmian. Aż rok i tyle rzeczy niezmiennych... Nadal jestem z Mroziem. Tylko, że teraz inaczej. Ciepło, wesoło, mocno. Opletliśmy się wspólnym życiem, wykuliśmy wspólne cele i marzenia, nauczyliśmy się swoich zalet i wad. Nadal czasem mam ochotę uciec, ale coraz rzadziej... Nadal robię doktorat. Ale rozważniej, szybciej, z determinacją. Idę do przodu, a nie stoję w miejscu. I już nie wiążę swojej przyszłości tylko z doktoratem... Nadal się bawię stronami... Jedynie współpraca z "szukampracy" zakończona. I znacznie inny styl, znacznie inne umiejętności, bardziej zawodowe podejście. O dziwo, to co miało być zabawą, staje się zawodem... Nadal ci sami znajomi, ale kontakty inne. Cieplejsze, bardziej przyjacielskie z niektórymi. I brak kontaktów z innymi... Jeden rok i zmiana priorytetów i zainteresowań. Pasja, która pali, która wypełnia świat, która daje nadzieję. Na ładną sylwetkę, na pożegnanie z bólem, na samoakceptację. To był wspaniały rok. Kolejny, którego nie będę żałowała...
Komentarze - Activemania

Activemania

01 September 2004

Nawet nie wiedziałam, że tak w to wsiąknę. Zaczęłam chodzić do Activa tylko z dwóch powodów: tyłek mi rósł przed komputerem, a plecy bolały... Ależ długo się tam wybierałam za pierwszym razem - jakieś dwa tygodnie. A na aerobic wybierałam się wogóle od kilku lat. Bo nienawidziłam sportu, nienawidziłam potu, nienawidziłam się męczyć. Cud, że kochałam być obolała i zmęczona (no co, nikt nie mówił, że mam wszystko po kolei ;P). W każdym razie raz nawet już byłam na schodach i zwiałam spod drzwi :) Straszne... Ale w końcu poszłam. I znienawidziłam step-touch. O innych chasse nie mówiąc. Pierwszego dnia po ABF-ie byłam wykończona, po pierwszym stepie wymiotowałam ze zmęczenia. O pumpie nie wspomnę - pump mi wyłączył ręce z działania na tydzień, ale to bylo już kilka miesięcy później... Nienawidziłam... siebie. Tego, jak się ruszam, tego, jak słaba jestem, tej zgarbionej sylwetki. Braku wyczucia rytmu, beznadziejnej koordynacji ruchowej... Wstydziłam się siebie na codzień... o dziwo nie wstydziłam się siebie w Activie. Jak łatwo znosić porażki, gdy człowiek umie się sam z siebie śmiać! I gdy nikt inny się z człowieka nie śmieje... To przyszło nagle: pełna akceptacja siebie i chęć bycia lepszą. Bycia jak one, jak Ona. Przyszło na pumpie, gdy pot i łzy kapały na podłogę przy hooverze. Nie ważne, co mówią inni, nie ważne, czy wychodzi, będę próbowała wciąż i wciąż. Nie ma granicy, jest tylko słabość. A ja? Ja już nie wiem, co "słabość" znaczy. Zakochałam się w pocie, w światłach, ruchu i rytmie. Zakochałam się w Jej sile, determinacji i radości. Kiedy już nie ma sił, wystarczy unieść głowę: Ona tam jest, wszystko jest możliwe... Uwielbiam budzić się rano i nie czuć zawrotów głowy... Uwielbiam zasypiać, bez bólu pleców. I lubię chodzić, tak jak teraz, lekko, miękko, z podniesioną głową. Pokochałam siebie. I wsiąkam... W fitness, w klub, w ludzi. Active przestaje być tylko sposobem na zdrowie, staje się częścią życia. I tylko Anki nie ma. A mnie z lekka odbija.

1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145, 146, 147, 148, 149, 150, 151, 152, 153, 154, 155, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 162, 163, 164, 165, 166, 167, 168, 169, 170, 171, 172, 173, 174, 175, 176, 177, 178, 179, 180, 181, 182, 183, 184, 185, 186, 187, 188, 189, 190, 191, 192, 193, 194, 195, 196, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 203, 204, 205, 206, 207, 208, 209, 210, 211, 212, 213, 214, 215, 216, 217, 218, 219, 220, 221, 222, 223, 224, 225, 226, 227, 228, 229, 230, 231, 232, 233, 234, 235,

Strona 174 z 235

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.