Lubię góry. Ciężar plecaka i równy rytm kroków. Krople deszczu na skórze i drzewa. Podróże, sushi i moją kuchnię. Kocham koty. Dobrą książkę, półsłodkie wino. Leniwe popołudnia. Moją pracę.

Chciałabym być jak Esme Weatherwax, bliżej mi jednak do Agness Nitt - ona miała swoją Perditę, a ja mam moją Usagi...
Komentarze - brakuje mi pieniędzy

brakuje mi pieniędzy

10 December 2003

Dziadek znów źle się czuje. Bez wizyty w szpitalu się nie obejdzie. Mam nadzieję, że to nic poważnego i nie zostanie tam na długo. On zawsze tak się cieszy ze Świąt...

A w tym roku marne będą to Święta. Babci zostało na nie 400 zł, mama też bez grosza, Mroziowi w firmie nie zapłacili i zostaję tylko ja. Znów będę musiała naruszyć oszczędności... Wyjazd do Karpacza mnie zrujnuje. Nie mówiąc o prezentach... jeśli w ogóle będzie mnie stać na prezenty, bo przecież ktoś musi moim spłukańcom pomóc finansowo. Tego remontu to chyba nigdy nie zrobimy... ech.

Czuję się przytłoczona. Co ja mam robić? Szukać jeszcze jednej pracy? A kiedy ten doktorat?

X X X

Nic mi się nie chce.
Moje wieczory stały się jałowe,
a przecież nie chcę tego.
Brakuje mi pieniędzy.
Na moja głowę księżyc opada.

Komentarze - Egoizm

Egoizm

07 December 2003

Od jakiegoś czasu myślę i działam mając na względzie głównie swoje szczęście. Jeśli nie chcę czegoś robić, nie robię. Przestałam sugerować się innymi ludźmi. Wiem, można mnie posądzić o egoizm. Nazwać mnie zimną, skoncentrowaną na sobie suką. To jest chyba najprostsze...

Zastanawiałam się nad tym sporo. Spełnianie oczekiwań rodziny, podporządkowanie się jej, doprowadziło mnie do tego, że przestali mnie o coś prosić tylko zaczęli żądać, już, teraz, nie licząc się z moimi potrzebami. Chęć uszczęśliwienia mojego byłego chłopaka zakończyła się morzem kompleksów, totalnym marazmem i depresją. A on i tak mnie zdradził. Godzenie się na każdą prośbę przyjaciół postawiło mnie w sytuacji łosia, w którego każdy jeździł, bo ja przecież nie odmawiam pomocy. Do tego jeśli nie byłam w stanie czegoś zrobić, kończyło się obrazą rodziny, chłopaka i przyjaciół. Miotałam się więc między wszystkimi wiecznie zestresowana i nieszczęśliwa.

W końcu pierdyknęłam to wszystko w cholerę. Zaczęłam od chłopaka.

Obecnie robię tylko to, na co mam ochotę. Mój obecny zaakceptował mnie taką, jaką jestem i nie próbuje mnie zmieniać. Dobrze dla niego, bo by się nie udało. Rodzina nauczyła się prosić i doceniać pomoc. O dziwo, lepiej się teraz rozumiemy i nasze kontakty coraz częściej przypominają przyjacielskie spotkania, a nie relację Rodzice - Córka. Przyjaciele nauczyli się mnie szanować i nasze kontakty stały się o wiele bardziej zażyłe. Same korzyści.

A co ja daję w zamian? To, co mogę i to, co chcę. A ja lubię pomagać i wspierać, ale nie na siłę. Chłopakowi daję sporo swobody. Opiekuję się i staram wyręczać dziadków. Rozpieszczam kota. Ze wszystkimi żyję w zgodzie, znam połowę dzielnicy. I wreszcie jestem sobą - bez kompleksów, przymusu, spełniania nieswoich oczekiwań...

Dziś była wizyta u rodziców - miło spędziłam dzień.

Komentarze - uch...

uch...

03 December 2003

Kolano nadal boli. Zaczyna mnie to wkurzać.

Powinnam przygotować tematykę dla prof. B. ale to dopiero na sobotę. Jeszcze zdążę. Tylko te Wędruśki mnie martwią, bo chyba się nie wyrobię.

Czemu ja mam tak leniwe życie i nigdy mi na nic czasu nie starcza?! Tylko nie mówcie, że przez fitness.

Chodzi za mną projekt tej strony z wierszami... Kolejna rzecz, za którą miałam się wziąć. Ych...

A tu jeszcze nadchodzą Święta... Znów czeka mnie sprzątanie i powstrzymywanie babci od forsowania się ponad miarę. Rodzina znów przyjdzie i będzie oczekiwała porządku, miłej atmosfery i jedzenia. Tylko nikt nie pomyśli, żeby zjawić się wcześniej i pomóc przy tym wszystkim. A dziadkowie znów będą się starać ponad swoje siły i znów potem noc będzie przerywana ich krokami i piskiem ciśnieniomierza...

Ile razy sobie już obiecywałam, że na Święta wyjadę, że rzucę to wszystko i spędzę miło czas nie myśląc o Wigilii i stosach naczyń do pozmywania. I zawsze zostaję. Bo nie umiem ich zostawić z tym sam na sam. Nie cierpię Świąt. Zaczynam się wściekać już od Mikołajek.

Cholera - prezenty... Jeszcze nic nie mam. Grrrr....

Komentarze - Tata

Tata

08 September 2003

Od momentu, gdy rodzice przestali być dla mnie wcielonymi bogami (jakiś siódmy rok życia), zaczęłam im się uważnie przyglądać. I mimo że czasami zaklinałam się, iż ich nienawidzę, że są głupi, że ja nie chcę ich znać i jeszcze im pokażę, to jednak ich kochałam. I kocham ich nadal. Tylko teraz nieco inaczej.

Mój ojciec. Ma swoje wady, małe odchyłki. Czasem jest tyranem, czasem zachowuje się jak dziecko. Nie przyznaje się do błędów, próbuje narzucać swoją wolę, swoje poglądy. Ale jeśli się postawię, nie ma wielkiego 'Halo'. 'Rób jak chcesz...' - pozorna obojętność, a przecież wiem, że się o mnie martwi. Wiem, że mogę na niego liczyć, że uznaje moje wybory, że jeśli popełniam błąd, to on nie będzie mnie o to obwiniał, tylko powie: 'Stało się. Teraz trzeba iść dalej.'

Z nim o wiele łatwiej mi rozmawiać niż z matką. Może dlatego, że nie zrzuca winy za swoje życie na nikogo. Może dlatego, że on żyje, a nie użala się nad sobą. Bo przecież też nie ma łatwego życia.

Mój tata. To on pokazał mi poezję. Pamiętam, jak chodziliśmy ulicami i wierszowaliśmy. Pamiętam płyty gramofonowe, potem kasety: "Lato w Dolinie Muminków", "Piotruś Pan". Czytanie Konika Garbuska. On wzbudził we mnie miłość do dań z ryb, do budowania z klocków.

Ostatnio mi opowiadał, jak się uczył na studiach, siedząc na podłodze ze mną uwiązaną za nogę na sznurku. Żeby wiedzieć, gdzie berbeć powędrował i móc go w każdej chwili przyciągnąć z powrotem. Wyobrażam sobie oburzenie babci: "Dziecko jak psa, na smyczy!"

Z dzieciństwa lepiej pamiętam jego niż mamę.

Mój przyjaciel. Ktoś, kto rozumie. Ktoś, z kim umiem rozmawiać. Ktoś, kto czasami jest dziecinny tak jak ja.

Pamiętam jak się pokłóciliśmy i nie odzywaliśmy do siebie przez tydzień. Było to o tyle trudne, że byłam wtedy w liceum i on mnie uczył historii i geografii. Jak dwoje obrażonych dzieci.

Wreszcie ktoś, kto mi pokazał góry. I będę mu za to wdzięczna do końca życia.

On. Mój ojciec, tata, przyjaciel. Człowiek taki jak ja.

Lubię Cię, Tato...

Komentarze - Meet the parents, grrr...

Meet the parents, grrr...

28 August 2003

W sumie to już mi przeszła pierwsza złość, ale rozgoryczenie pozostało. Czemu zawsze ja mam robić to, czego inni chcą? Czemu zawsze ja mam ulegać presjom, ja mam się starać, czemu zawsze się okazuje, że to ja jestem ta zła? Co ja takiego robię?

Poszło o prostą sprawę: dopóki dziadek jest w szpitalu, ja nigdzie nie jadę. Martwię się o niego, martwię się o babcię. Co innego jak są razem - wtedy wiem, że jak zostaną sami, to jedno będzie w stanie zawiadomić, że coś jest nie tak. Ale nie zostawię babci samej i koniec.

Dla rodziców nie ma problemu. Mama się wprowadzi i spokój. I nikt nie rozumie, że dla mnie ma znaczenie, czy ja jestem tu, czy poza Szczecinem. Bo przecież dla nich nie ma problemu.

Babcia znów dziś siedziała w nocy. To się robi tradycja: ona wstaje, zapala światło, budzi mnie pisk ciśnieniomierza, potem szelest leków. Wstaję cicho, podchodzę do drzwi - patrzę, słucham jak oddycha... Kładę się do łóżka i czekam do momentu, aż się położy ponownie. Potem jeszcze chwila nasłuchiwania i dopiero mogę spać.

Nie mówię im o tym, bo po co? Po co mówić, że wiem, o której wstają, o której idą do łazienki, kiedy mierzą ciśnienie, a kiedy dziadek masuje nogę? Moja noc to nasłuchiwanie. Nie pojadę z Baśką, w tej kwestii jestem egoistką. Robię to TYLKO dla siebie...

1, 2, 3, 4, 5, 6,

Strona 5 z 6

  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL
  • Ava gardner Agpamis*PL

Archiwum

Dodaj do czytnika Google

Copyrights ©Usagi.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody Usagi.pl zabronione.